Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Piekielne Otchłanie
#1
Więc, ludu, poprawta mi błędy i czekam na ogolne opinie :P stare moje dzieuo ;d

Prolog
Ciemność jak co noc, niczym gęsta pajęczyna spowijała Piekielne Otchłanie – krainę rządzącą się własnymi prawami. Ziemie te przepełnione były krwiożerczymi bestiami, czającymi się pośród cieni oraz czynnymi, często wybuchającymi wulkanami o różnorakiej wielkości i sile eksplozji. Niebo od wieków, nieprzerwanie, zasnute było oparami, popiołami i pyłem, przez co za dnia panował tu półmrok, w nocy zaś niemal namacalna ciemność. Gęste powietrze, w którym aż roiło się od wulkanicznych drobinek, niezauważalnych gołym okiem, stało się głównym powodem niemożności zamieszkania tego miejsca. Dlaczego więc, prócz straszliwych monstrów i marnej resztki roślinności żył tu ktoś jeszcze? Tym "kimś" byli Kamarish... Mieszańce elfów i demonów, o krwistoczerwonej skórze, potężnych rogach, których końcówki skierowane były ku tyłowi, masywnych skrzydłach i ostrych jak elfia, nasycona magią stal szponach, wieńczących palce dłoni. Rasa ta odznaczała się doskonałym słuchem, wzrokiem oraz ogromnymi możliwościami fizycznymi. Jakby tego było mało, zdecydowanie największą zaletą, która przyćmiewała całą resztę, była ich religia. Kamarish wyznawali cztery wszechpotężne bóstwa, połączone wzajemnie więzami świętej krwi, kapryśne i nieprzewidywalne, okrutne, jednak stawiające ponad wszystko gatunek swoich faworytów, którym były właśnie Upadłe Anioły. Cztery imiona, brzmiące w ustach śmiertelnych niczym zapowiedź zguby Reszty Świata...
Jedyną kobiecą postacią wśród Mrocznej Czwórki była Loritie, zwana też Spaczoną Córą. Niezwykle piękna bogini o kruczoczarnych włosach, sięgających kolan, jadowicie zielonych oczach, nieco zadartym, aczkolwiek kształtnym nosku, pełnych wargach w kolorze kasztanowym i owalnej twarzy. Odziana jedynie w zwiewną przepaskę biodrową, eksponowała swoje ciało, kiedy tylko mogła wiedząc, że jest to jej największa przewaga nad pozostałą trójką bogów, jej braci. Loritie chwaliła podstęp, intrygę oraz wszelkie tym podobne uważając, że prawdziwy mistrz, potrafi sprawić by wróg powyrzynał się sam.
Drugim świętym Mrocznej Czwórki był Kiothren, Władca Zgonów, brat bliźniak Loritie. Wojownik w lśniącej, czarnej zbroi. Szczycił się wielkim, jednoręcznym mieczem, uwieszonym u jego biodra, sprawiającym wrażenie niedbale przyczepionego. Kiothren chciał w ten sposób pokazać, że nie dba o oręż i nawet go pozbawiony, mógłby posłać wrogów w zaświaty z dziecinna łatwością. Nigdy się nie śmiał. Sporadycznie pozwalał sobie na delikatny, tajemniczy uśmiech, unosząc zaledwie prawą stronę swych wąskich warg. Jego tęczówki były śnieżnobiałe; drobne, czerwone źrenice obiegały w tempie błyskawicznym wszystko, co go otaczało, a gdy cokolwiek wydawało mu się podejrzane, bądź irytował się, marszczył garbaty nos.
Trzeci, najmłodszy z bogów, Larius, określany Gadzim Panem, lubował się w wojnie i rozrywce. Spełniał swoje zachcianki, nie zważając na resztę rodzeństwa, starając się odciąć od wszelkich poważnych spraw. Uważał, że będąc tak nadrzędną istotą jak bóg, nie powinien się w żaden sposób przemęczać. W końcu wysiłek mógłby przyćmić jego geniusz. Na równi kapryśny jak reszta Kwartetu, jednak w egoistycznych zapędach niezaprzeczalny przodownik. W żadnym stopniu nie interesowałby się losem Kamarish, gdyby nie fakt, że miał ogromną słabość do ich pięknych kobiet. Dlatego właśnie Larius postawił sobie za punkt honoru wyniesienie Upadłych Aniołów na szczyty władzy. Tytuł Gadzi Pan, wziął się od jego wyglądu. Bóg ów był bowiem pokaźnych rozmiarów, skrzydlatym, człekokształtnym jaszczurem, o błękitnych oczach z ciemnymi, gadzimi źrenicami i rozdwojonym na końcu językiem, którego wysuwanie, sprawiało mu wiele frajdy. Każdy krąg kręgosłupa Lariusa uformowany był w kolec, który wystawał ponad skórę. Bóg nie nosił niczego, nie musiał, łuski pokrywające jego ciało, dawały mu wystarczający pancerz.
Ostatni, najstarszy i najbardziej milczący bóg Mrocznej Czwórki zwał się Irva, jednak życzył sobie, by określać go tytułem Świętego Mistyka. Nie uczestniczył w ciągłych sporach Loritie, Kiothrena i Lariusa. Był ponad to... Ba! Był ponad wszystko. Robił swoje, zwyczajnie ignorując rodzeństwo i odzywając się tylko wtedy, gdy uznawał to za na prawdę konieczne. Nawet pozostałe bóstwa nie potrafiły przewidzieć jakie ma plany, bądź dlaczego postępuje tak, a nie inaczej. Trzymał się na uboczu, ciesząc się w duchu, że Loritie i Kiothren nie wciągnęli go jak do tej pory w "te ich śmieszne podchody", mające na celu uprzykrzenie życia beztroskiemu Lariusowi.
Każde bóstwo Mrocznej Czwórki było osobistością indywidualną. Dlaczego do tej pory nie powyrzynali się wzajemnie? Otóż powodem był pakt, który długi czas wstecz zawarli przeciwko swej matce – Royirosie, i którego celem była jej eliminacja. Wszyscy czworo podpisali go własną, świętą krwią, a niedotrzymanie pokoju przez którekolwiek z Mrocznego Kwartetu oznaczałoby jego natychmiastową profanację. Po latach poszukiwań sposobu na bezkarne złamanie paktu, które niestety skutku nie przyniosły, święte rodzeństwo z bólem w czarnych sercach, nauczyło się akceptować siebie wzajemnie. Mimo że o sympatii, nie mówiąc o czymkolwiek więcej, nie było mowy, korzyści jakie płynęły z połączenia sił, okazały się machiną napędową ich pozbawionych agresji względem siebie działań. Gdy odebrali swej matce jej ogromną boską moc i przejęli Twierdzę Harayonis, postanowili dążyć do nowo postawionego celu... Przyczynią się do podboju przez swych ulubieńców całej Reszty Świata, łącznie z jej najmniejszymi zakątkami.
Dlatego właśnie Kamarish byli tak potężni... Byli narodem Wybranym nie jednego, ale aż czterech bóstw. Dzięki temu Piekielne Otchłanie w niedługim czasie stały się niewysłowioną potęgą, opiewaną przez bardów, zarówno na tle militarnym jak i kulturowym, czego świetnym przykładem była Rheveria, metropolia uznawana za stolicę, przy której inne miasta przypominały marniutkie wioski.


* * * * * * * * * *

"Trzeba za wszelką cenę pozbyć się tych pozbawionych głębszych odczuć bestii. Albo my wyplenimy ich, albo pewnego dnia ktoś znajdzie nasze zmaltretowane zwłoki..."
Elevar II, król Mingonii

"Jeśli uważacie, że ci barbarzyńcy będą wiecznie siedzieć w Piekielnych Otchłaniach, to jesteście w błędzie! W końcu wysypią się stamtąd jak plaga mrówek, które zeżrą wszystko, co napotkają na swej drodze!"
Sauhan Trie, szanowany elfi skrytobójca

Jedynym obecnym ratunkiem jest próba paktowania, ale wątpię, by przyniosło to jakikolwiek skutek..."
Irbana L'anou, uzdrowicielka z krajów południa

"Srał was pies i tak wszyscy zginiemy! Kamarish się w końcu wkurwią i znudzą siedzeniem na dupie, a wtedy dla zabawy zwyczajnie nas pomordują, ot co! Widziałem ich w akcji i wiem, że jednemu ich patrolowi zwiadowczemu nie dałoby rady dziesięć naszych! BA! U nich nawet kupcy i prostytutki wiedzą od czego mają te cholerne szpony! I bynajmniej nie służą im one do krojenia chleba!"
Rolyes Squit, jeden z Rady Piętnastu Królestwa Robarionu

Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Prolog jak prolog, dużo pier... wróć, pieprz... wróć, gadania, mało roboty. Mnie, by zaciekawić, potrzebna jest akcja. Inaczej się wyłączam i czytam bo muszę. Ale czekam na więcej, tyle tylko mogę powiedzieć.

Cytat:Wojownik w lśniącej, czarnej zbroi, która dokładnie ukazywała jego idealną muskulaturę.
Myślę, myślę, myślę... i zgłupiałem. Zbroja, która ukazuje muskulaturę? Jak?
(28-02-2011, 17:04)Duśka wyrażająca się o moich obowiązkach napisał(a): (...)kawy nie robię, herbaty też nie, nie zmywam naczyń i nie myję podług. To robota Norbisia.


Odpowiedz
#3
Matko, normalnie nie mogłam się oderwać! Wciągnęło mnie, zaciekawiło. Nie robisz wielu błędów, piszesz świetnie.
Do paru drobiażdżków się jednak przyczepię:)

Spoiler: 'Poprawki'

No to na tyle by było :)
Pozdrawiam, Azz.


Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
#4
Dzieki za komentarze ^^ fakt, faktem – tylko dwa, ale zawsze to cos na poczatek :P
Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
#5
Sem, ja to znam, ja to znam. Uciesz tylko mnie bardziej i powiedz, że kontynuujesz i dopisujesz moar! :D
Odpowiedz
#6
Souri :D haha, no mam plan kontynuowac :D
Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Świetne. Czekam na dalsze części.
Odpowiedz
#8
Oke, jadziemy z nastepnym ;p
Indżoj

Rozdział Pierwszy
Episode 1: Intryga Arcymaga

Faren Zwillech siedział teraz w fotelu i żarliwie nad czymś rozmyślał, najwyraźniej nie mając ochoty na zbędny wysiłek, o czym świadczył jego totalny bezruch. Po chwili ciszy rozejrzał się po pomieszczeniu, bezaprobatycznie mruknął i zabębnił lekko wyszczerbionymi szponami o idealnie wypolerowany blat biurka. Frustrowało go to, że mimo, iż był Arcymagiem, wielkim mistrzem Gildii Magów Rheverii, jego wpływy zostały mocno ograniczone, do czego przyczyniła się pewna dama ze zdolnościami magicznymi. Zastanawiał się jak pozbyć się Urbii Thirs i poszerzyć zasięg swojej władzy o ostatni i najważniejszy budynek Rheverii... O posiadłości króla Luhkiona Ka'Sothril, którego omamiła wyżej wspomniana wieszczka. Pod jej wpływem rządca Piekielnych Otchłani, potomek samego Władcy Zgonów, Kiothrena, podziękował grzecznie, lecz dosadnie Farenowi za dalszą współpracę. Arcymag odczuwał z tego powodu coś więcej niż zwykłą wściekłość. Ucierpiała jego duma, jego niezłamana dotychczas godność, czego popuścić nie miał zamiaru. Tytuł Oficjalnego Maga Króla nie był mu do szczęścia potrzebny. Arcymagowi chodziło raczej o osobistą zemstę. Oczywiście nie mógł od tak sobie, własnoręcznie zaszlachtować Urbii Thirs, gdyż takowy występek przypłaciłby własną głową, a ta była dla niego cenniejsza niż tysiące innych głów.
Arcymag przestał wpatrywać się w płomienie pochodni. Jego spojrzenie przeniosło się na kogoś zdecydowanie ciekawszego i o wiele bardziej przykuwającego uwagę. Na kobietę... Jednak nie była to taka sobie pierwsza lepsza niewiasta... To było zjawisko. Obdarzona nieprzeciętną urodą młoda dama o krótko, aczkolwiek finezyjnie ściętych włosach i znudzonych, lecz przepełnionych czujnością i wyraźną nienawiścią bursztynowych oczach. Siedziała teraz na zdobionym, kamiennym parapecie, nie wykazując żadnych oznak skrępowania. Była tak piękna, że Arcymag zwyczajnie zaczął jej pożądać. Podziwiał jej krągłe kształty, pełne wargi i drobne, z pozoru delikatne, zadbane dłonie. Chciał spętać ją magią, podporządkować sobie, zaspokoić żądze i umieścić w swoich komnatach w charakterze nałożnicy, ale... No właśnie, "ale" zawsze się znajdzie i nie zawsze można je ominąć. Faren Zwillech wiedział czego pożąda i z żalem w sercu musiał się powstrzymać od wyciągnięcia po to ręki. Nessis Thunier może i sprawiała wrażenie drobnej kobietki, ale nie zmieniało to faktu, że była znaną w całej Rheverii najemniczką. Wielu próbowało ją zabić, wielu próbowało ją mięć, a ona wciąż powiększała swoją kolekcję ofiar, mając się przy tym świetnie. Chodziły plotki, iż była córką samego Lariusa, Gadziego Pana, co tłumaczyłoby kształt jej źrenic. Jednak były to tylko domysły, a wszyscy ciekawscy zadowolić się musieli plotkami. Ogółem najpewniejsza informacja, jaką o niej dysponowano to taka, że panienka Thunier liczyła sobie cholernie duże sumy za wykonane zadania.
– Arcymagu, ja rozumiem, że ludzie twojego stanowiska mogą sobie pozwolić na dłuższe przemyślenia, ale czas mi ucieka, a czas to pieniądz. – Jej niski głos wyrwał Farena z zadumy, doprowadzając go do mimowolnego wzdrygnięcia i przyjemnego dreszczyku. Zwillech opanował się jak najszybciej tylko umiał, spojrzał na nią swoim zwyczajnym, pełnym wyższości i pogardy wzrokiem, by następnie odchrząknąć.
– Trochę pokory, kobieto! Może twoje umiejętności dostarczają ci dywanów do deptania, ale to ja wykładam złoto... Dodam, że mogę go wyłożyć dużo, a jak będziesz grzeczna, pomyślę nad małą premią – huknął oburzony. Był Arcymagiem i nieczęsto spotykał się brakiem szacunku ze strony kobiet. Jednak na Nassis jego tytuły najwyraźniej nie robiły wrażenia.
– Gdybym nie miała pewności, że możesz sfinansować tę umowę, twoi marni magowie wybieraliby teraz nowego Arcymaga. Słucham zatem, jaką premię masz na myśli? – rzuciła obojętnym tonem, co wzbudziło w Farenie mieszankę wściekłości i wzmożonego podniecenia. Przez tę jej niedostępność pożądał jej jeszcze bardziej niż wcześniej. Dziękował w duchu Mrocznej Czwórce za dar błyskawicznego opanowania.
– Nie bądź taka pewna siebie, dziecinko, jeśli nie chcesz skończyć w kanałach Rheverii pod postacią szczura. – Uśmiechnął się słodko na widok lekkiego skrzywienia na jej twarzy – Co do premii... Hmm... Jeśli dobrze to rozegrasz, prócz dwóch skrzyń złota, otrzymasz jeszcze "nieco" drogich kamieni i niewolnika, którego pozwolę ci wybrać. – Na dźwięk jego słów, oczy Nessis rozjaśniły się błyskawicznie, ale wyraz jej twarzy pozostał niezmieniony, nadal przedstawiał idealny przykład stoickiego spokoju.
– Przekonała mnie twoja propozycja, magu. Teraz powiedz mi, któż to taki stoi ci na drodze do kolejnego szczebla hierarchii?
– Urbia Thirs, elfka, nadworna wieszczka samego Jariera – wycisnął przez zęby, a jego ręka gwałtownie drgnęła na blacie.
– Zabić?
– Taaa... – Ostatnia litera utknęła mu w gardle. Farem zamyślił się. Nie mógł pozwolić Nessis odebrać sobie przyjemności zabicia Urbii Thirs... Sam chciał przyjrzeć się ostatniemu tchnieniu osoby, która zdeptała jego dumę. – Nie! Podetnij jej ścięgna i żywą przynieś do mnie. Tylko dyskretnie! Nie chce żadnego skandalu, jeśli wiesz co mam na myśli...
– Tak, wiem. W sumie... Któż inny mógłby to wiedzieć lepiej ode mnie... Nie obawiaj się, magu... – Delikatnie zsunęła się z parapetu, by następnie zacząć iść w jego kierunku, ponętnie kręcąc biodrami. – Twoje sekrety są u mnie bezpieczne... – Zbliżyła się na odległość wyciągniętej ręki. Arcymag mimo wszelkich starań nie był w stanie dłużej hamować emocji. Jego tętno i oddech przyspieszyły, a wargi zaczęły drżeć. Zdał sobie sprawę, że tytuł Mistrza Gildii nie uśpił w nim męskich popędów. Zastanawiał się co jest nie tak. Przecież dotychczas odpierał zaloty całej damskiej elity Rheverii. Nie zwracał uwagi na maślane oczy, słodkie usta, jędrne, wyrzeźbione ciała. Myśli kłębiły się w jego głowie. Nie potrafił pojąć tego, jak jedna drobna osóbka wywoływała w nim całe to podniecenie nawet nie starając się tego zrobić. Nessis najwyraźniej tylko czekała na chociażby najmniejszą oznakę słabości. W końcu, gdy już miała pewność, że nie zostanie odtrącona, mogła przystąpić do działania. Postawiła obutą aż po kolano w jaszczurzą skórę stopę na rzeźbionym podłokietniku i pochyliła się, by móc spojrzeć Farenowi w oczy.
– I pamiętaj, magu... – Złożyła delikatny pocałunek na jego policzku. – Nie próbuj zrobić ze mnie idiotki... – Przejechała wargami w dół jego twarzy. – Dostaniesz swoją magiczną sukę... – Ponowiła pocałunek, jednak tym razem był on namiętny i skierowany w usta maga, którego palce zacisnęły się na blacie biurka. – Ale obyś dotrzymał umowy. – Przygryzła gwałtownie jego dolną wargę tak mocno, że drobny paciorek szkarłatnej krwi stoczył się po jego brodzie. Nessis wyprostowała się, oblizała swoje usta i bez słowa ruszyła do drzwi wyjściowych z gabinetu Arcymaga, zostawiając Farena drżącego i zszkowanego, samego z jego własnymi problemami, albo raczej... Fetyszami... Taka już była. Epatowała seksapilem, a faceci padali jej do stóp. I nie chodzi tu o to, że zmuszała ich do tego bronią. Sami się kładli. Mieli tylko pecha, że Nessis zwyczajnie, jakby nigdy nic ich mijała. Faren Zwillech wiedział już co miał na myśli jego niegdysiejszy mistrz, mówiąc: "Czasem sam nie wiem, czy seks nie zabija skuteczniej niż oręż, czy nawet magia..."
Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
#9
Na początku: sucho! Druga reakcja: o, lepiej lepiej. Trzecia: Fu, sex na dobranoc. Ma mnie za zboczeńca?

Jestem dzisiaj zbyt zmęczony by oceniać obiektywnie, ale sama mnie zmusiłaś, więc na razie tylko powiem krótko: czekam na więcej, na razie jest tego za mało. A dobrze się... zaczyna, no właśnie.
(28-02-2011, 17:04)Duśka wyrażająca się o moich obowiązkach napisał(a): (...)kawy nie robię, herbaty też nie, nie zmywam naczyń i nie myję podług. To robota Norbisia.


Odpowiedz
#10
Cytat:Gęste powietrze, w którym aż roiło się od wulkanicznych drobinek, niezauważalnych gołym okiem, stało się głównym powodem niemożności zamieszkania tego miejsca.
Nie podoba mi się. Wiem o co chodzi, ale i tak jakoś źle brzmi.

Cytat:Jakby tego było mało, zdecydowanie największą zaletą, która przyćmiewała całą resztę była ich religia.
Przecinek po 'resztę'.

Cytat:eksponowała swoje ciało kiedy tylko mogła wiedząc
Przecinki po 'ciało' i 'mogła'.

Cytat:Robił tylko swoje, zwyczajnie ignorując rodzeństwo i odzywając się tylko wtedy, gdy uznawał to za na prawdę konieczne.
Powtórzenia.

Cytat:Mimo że o sympatii, nie mówiąc o czymkolwiek więcej nie było mowy
Przecinek po 'więcej'.

Początek nawet mnie zaciekawił. Dalsza część była nudnawa, nieciekawa, aczkolwiek zakładam, że potrzebna fabule. Drugą część poprawię jutro rano.


@edit
Cytat:najwyraźniej nie mając ochoty na zbędny wysiłek o czym świadczył jego totalny bezruch.
Przecinek po 'wysiłek'.

Cytat:O posiadłości króła Luhkiona Ka'Sothril
A nie króla?

Cytat:czego popuścić nie miał zamiaru.
Niby popuścić może oznaczać 'darować coś komuś', ale i tak moim zdaniem lepiej brzmi puścić płazem. Zresztą, zły szyk zdania.

Cytat:gdyż takowy występek przypłaciłby własną głową, a ta była dla niego cenniejsza niż tysiące innych głów.
Drugie w ogóle zbędne.

Cytat:Gdybym nie miała pewności, że możesz sfinansować umowę
Tę (!)

Cytat:którego pozwolę Ci wybrać.
Cytat:Teraz powiedz mi, któż to taki stoi ci na drodze do kolejnego szczebla hierarchii?
Jeśli już piszesz w dialogach Ci wielką literą, to się tego trzymaj, a nie raz piszesz tak, a raz tak.


Druga część też taka sobie. Moim zdaniem na siłę starałaś się wcisnąć tam pożądanie, ale to akurat nieważne. Na razie było mało konkretnie. Czekam na dalszy rozwój wydarzeń.
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości