Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Wampirza Miłóść
#1
Zastanawiam się, co sądzicie o moim pierwszym rozdziale opowiadania. To dopiero początek, więc jest to tak jakby "wprowadzenie". Akcja zaczyna się dziać po kilku rozdziałach, ale chciałabym znać wasze zdanie o pierwszym rozdziale. Jakieś sugestie, poprawki? Dawajcie swoja opinię.


Rozdział I

Siedziałam na parapecie otwartego okna, a ciepłe powietrze sierpniowego wieczoru wlatywało do wnętrza pokoju. Dochodziła godzina dwudziesta druga i niebo robiło się coraz ciemniejsze. Wpatrywałam się w krajobraz zachodzącego słońca za oknem. Promienie słońca oświetlały pobliskie domy nadając im jeszcze większego uroku. Takie widoki zawsze mnie uspokajały. Zapominałam wtedy o ponurym, realnym świecie i dawałam się, choć na chwilę, oderwać od rzeczywistości.
Spędziłam przed oknem jeszcze trochę czasu, aż słońce całkowicie zaszło za horyzont. Powoli doczłapałam się do łóżka i położyłam pod nową, zieloną kołdrę, którą zakupiłam na wakacjach w Hiszpanii. Następnego dnia, razem z Katherine miałyśmy iść do miasta.
Uwielbiałam spędzać z nią czas, a ostatni raz widziałyśmy się dwa tygodnie temu, kiedy ona wyjeżdżała do babci mieszkającej w Północnej Karolinie, a ja do Hiszpanii. Strasznie stęskniłam się za nią.
Z Katherine znałyśmy się od dwóch lat, kiedy to razem z rodzicami i starszym bratem- Joan'em przeprowadziliśmy się z Santa Ana do Nowego Jorku.
W poprzednich miejscach zamieszkania nie zadawałam się z ludźmi. Trzymałam się na uboczu. Chodziłam do szkoły, ale nie utrzymywałam z nikim kontaktu. Po przyjeździe tutaj zapragnęłam to zmienić.
Katherine stała się moją najlepszą przyjaciółką, z którą rozumiałyśmy się doskonale. Miałyśmy wiele wspólnych tematów i byłyśmy wręcz nierozłączne. Zawsze mówiłyśmy sobie wszystko. Wszystko, z wyjątkiem mojego sekretu, którego nie mogłam jej zdradzić, jednak nawet to nie było w stanie nas rozdzielić.
Robiłam się już senna, więc szybko zasnęłam, a kiedy rano się obudziłam, za oknem świeciło słońce. Dzień zapowiadał się wspaniały, wręcz idealny na zakupy.
W Nowym Jorku pogoda w sierpniu była dość ładna. Można by powiedzieć, że w sam raz. Zazwyczaj świeciło słońce, ale zdarzały się także dni deszczowe.
Postanowiłam ubrać suknię na ramiączkach. Przed kolano, z czarnego, gładkiego materiału, na którym widniały niebiesko-białe wzorki kwiatów. Do tego dobrałam białe buty na niskim korku.
Swoje długie do bioder, brązowe włosy zostawiłam rozpuszczone, opuszczone na ramiona.
Kiedy zakładałam kolczyki, w lustrze zobaczyłam odbicie zegara wiszącego nad łóżkiem, który wskazywał na godzinę dziesiątą czterdzieści, więc jeśli chciałam zdążyć na czas, musiałam już wychodzić.
Szybko spakowałam do mojej ulubionej – białej – torebki klucze, telefon, portfel i wyszłam, zakluczając za sobą drzwi od domu, ponieważ nikogo więcej już w nim nie było. Rodzice pojechali do pracy kilka godzin wcześniej.
Mama prowadziła restaurację w centrum miasta, a z tego co można było się dowiedzieć z gazet, była to jedna z kilku najlepszych restauracji w mieście.
Często tam bywałam i przyglądałam się gościom. Ludzie, którzy odwiedzali restaurację mamy bardzo się różnili od siebie. Niekiedy można było zobaczyć białego Amerykanina. Innego razu Brytyjkę, a jeszcze kiedy indziej rodzinę pochodzącą z Chin. Fascynował mnie ich język, akcent i sposób w jaki wymawiali słowa. Za każdym razem przysłuchiwałam się ich rozmowom.
Tata pracował w nowojorskim sądzie jako sędzia. Często zdarzało się, że większość czasu spędzał poza domem, lecz co roku miał miesiąc wolnego, kiedy to wyjeżdżaliśmy na wspólne wakacje.
Po kilkunasto-minutowym spacerze dochodziłam już pod dom mojej przyjaciółki.
Katie mieszkała w małym, jednopiętrowym, przytulnym domu kilka przecznic ode mnie. Zewnętrzne ściany były wyłożone do połowy małymi płytkami w kolorze czerwonej cegły. Reszta domu została pomalowana na biało. Działka była odgrodzona drewnianym płotem pomalowanym w takim samym kolorze, jak płytki na ścianie, a spiczasty dach nadawał jeszcze większe piękno całemu budynkowi.
Katherine siedziała na drewnianej huśtawce przed domem. Była ubrana w zwiewną, białą bluzkę na krótki rękaw i jeans’y. Kiedy mnie ujrzała, energicznie wstała, pomachała mi i podbiegła.
– Cześć – krzyknęła radośnie, kiedy była już blisko mnie.
– Cześć – odpowiedziałam z uśmiechem.
– Nie mogłam się już doczekać, kiedy się znowu zobaczymy. Ostatnio widziałyśmy się tak dawno.
– Tak, to było dawno temu, ale przecież rozmawiałyśmy cały czas przez telefon – rzekłam.
– No, ale to nie to samo.
Uśmiechnęłam się grymaśnie i rzekłam:
– W sumie to tak. Za osobiste spotkania nie trzeba płacić rachunku wynoszącego sto pięćdziesiąt dolarów – a później zachichotałyśmy.
– Hm.. chodźmy już do tego miasta – powiedziała Katherine z uśmiechem na twarzy po chwili ciszy.
Czułam, że coś przede mną ukrywa.
– Katie?
– Tak ?
– Powiesz mi nareszcie, po co idziemy do miasta. Widzę, ze to nie jest zwykły wypad na babskie zakupy. Obiecałaś, jak rozmawiałyśmy przez telefon, że powiesz mi jak już się spotkamy – próbowałam od niej wyciągnąć to, co chciała ukryć.
– Nom. Em.. To trochę dziwne, ale chyba mnie zrozumiesz, prawda?
– Raczej tak, ale to zależy co chcesz mi powiedzieć? Chyba nie okradłaś banku i nie chcesz teraz zmienić kompletnie image? – zaśmiałyśmy się.
– Nie, to zupełnie coś innego. Chodzi o to, że .. yy.. – Katherine zaczerwieniła się, co było dziwną reakcją jak na nią. Nigdy nie miała rumieńców. Jąkanie też nie było u niej codziennością. – Pamiętasz tego chłopaka w parku? –zapytała.
Spojrzałam na nią próbując przypomnieć sobie, o kogo może jej chodzić.
– Tego co do nas zagadał, jak byłyśmy na spacerze przed moim wyjazdem?
Kiwnęłam twierdząco głową.
– Dał mi wtedy swój numer telefonu, a ja dałam mu swój i ... Przedwczoraj zadzwonił.
– Umówiliście się ? – zapytałam, lecz było to raczej oczywiste.
– Tak, umówiliśmy się na dzisiejszy wieczór. Chcę sobie kupić coś nowego, na to spotkanie i tu pojawia się moja prośba do ciebie. Możesz mi pomóc? Proszę – Katie zrobiła błagalną minę.
– Hm, tak, ale ja nie wiem, czy na tym się znam.
– Ty masz się na tym nie znać ? Znasz się na tym najlepiej w całej naszej szkole, może i w całym naszym mieście. Ubierasz się lepiej niż gwiazdy filmowe, a miałabyś się nie znać, jak ubrać się na randkę.
– Nie przesadzaj – skarciłam ją.
– Nie przesadzam i …Proszę?– przyjaciółka spojrzała na mnie po raz kolejny błagającym wzrokiem.
– No dobrze. Czego się nie robi dla przyjaciółki – odrzekłam z uśmiechem na twarzy.
Zastanawiałam się tylko, dlaczego tym razem prosiła mnie o pomoc…
Droga do centrum miasta zajęła nam godzinę. Idąc wolnym krokiem Katherine zdążyła mi opowiedzieć, jak dokładnie wyglądała jej rozmowa z chłopakiem z którym się umówiła. Było to całkiem zabawne. Nigdy bym nie przypuściła, że takie rzeczy dzieją się naprawdę, no, ale cóż skoro wampiry żyją na tym świecie, to dlaczego nie miłość jak z filmu?
Minęłyśmy kilka sklepów, aż doszłyśmy do naszego ulubionego, w którym kupowałyśmy większość ubrań. Już otwierałam drzwi, kiedy zauważyłam, że moja przyjaciółka stoi i nie zamierza wejść do środka.
– Co jest? – zapytałam.
– Tutaj? Przecież tutaj kupujemy ubrania na co dzień, a dzisiejszy wieczór nie może zaliczać się do codziennych wieczorów.
– To nie będzie codzienny wieczór, ale musisz być sobą. Nie możesz wystroić się jak barbie. Widział cię w parku taką jaka jesteś na co dzień i to mu się spodobało inaczej by się z tobą nie umówił.
– Naprawdę tak myślisz? – zapytała zaciekawiona.
– Ja tak nie myślę, ja to wiem – po tych słowach podejście Katherine do ubioru zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni. Obie zadowolone przebierałyśmy ubrania pomiędzy półkami.
Zastanawiało mnie tylko to, dlaczego Katie tak bardzo przejmuje się tym spotkaniem. Bardzo często umawiała się z chłopakami i nigdy nie przejmowała się tak bardzo wyglądem, jak tym razem. Musiałam ją później o to zapytać.
Ostatecznie do przebieralni zaniosłyśmy kilka rodzajów bluzek, sukienek, spodni i spódniczek. Kiedy Katherine się przebierała, ja postanowiłam poszukać coś dla siebie. Wybrałam dwie bluzki na cienkich ramiączkach i wróciłam do przyjaciółki. Ujrzawszy ją byłam zachwycona.
Stała w kabinie mając na sobie czarną bluzkę na krótki rękaw z różowym napisem „Don’t Look at Me”. Na bluzce miała cienką, gładką, rozpiętą białą bluzę z podciągniętymi rękawami do łokci. Jej nogi zdobiły jeans’owe rurki – te same, które miała na sobie wcześniej. Cały strój doskonale uwydatniały jej złote włosy opadające na ramiona.
– O, Katherine, wyglądasz olśniewająco – powiedziałam.
– Dziękuję. Mi także się podoba. Wydaje mi się, że wezmę ten zestaw.
– Tak, ja jestem jak najbardziej za, ale… – zamyśliłam się na chwilę. – Powinnaś do tego dokupić ten naszyjnik – podałam jej długi łańcuszek z zawieszką w kształcie serca w kolorze srebra. – Teraz będzie wspaniale, a te kolczyki – wskazałam na wiszące, kolorowe piórka, które miała na uszach. – Są doskonałe.
Chwilę nam zajęło, zanim zapłaciłyśmy za wszystko i wyszłyśmy. Dochodziła godzina czternasta. Poszłyśmy jeszcze na lody i po długim spacerze przez park postanowiłyśmy już wracać.
Byłyśmy już kilka przecznic od domu Katherine, pochłonięte dyskusją na temat tego, że i ja powinnam siebie kogoś znaleźć.
Nie lubiłam tych tematów. Nie mogłam powiedzieć mojej przyjaciółce, że nigdy nie zakocham się w ludzkim chłopaku, bo to by nie miało sensu, a co do wampirów. Hm… Tu trzeba było by się dłużej zastanowić. Nie chciałam na razie z nikim takim się wiązać, bo wiedziałam co to oznacza.
Skręciłyśmy w prostopadłą ulicę i nagle poczułam, jak ktoś na mnie wpada. Przewróciłam się i upadam na ziemię. Słyszałam, jak Katherine próbuje powstrzymać śmiech, a osoba która na mnie wleciała zaczęła się tłumaczyć
– Oj przepraszam, przepraszam…Śpieszyłem się i nie zauważyłem cię – rzekł.
Po tonie głosu mogłam wywnioskować, iż był to mężczyzna. Nie potrafiłam rozróżnić jaki miał kolor włosów, ani w co był ubrany, ponieważ słońce świeciło zbyt mocno i widziałam tylko jego dość muskularną sylwetkę.
Chłopak podał mi rękę. Chwyciłam jego nadgarstek i podciągnęłam się.
– Nic się nie stało – odpowiedziałam spokojnie.
Kiedy już stałam, zauważyłam pięknego chłopaka, o błękitnych jak niebo w bezchmurny dzień oczach i sięgających do uszu, czarnych włosach. Stał pół metra ode mnie, ubrany w biały podkoszulek doskonale komponujący się z jego jeans’ami.
– Nic ci się nie jest?
– N.. n.. nie – rzekłam jąkając się. – Wydaje mi się, że nie – próbowałam zachować spokój, ale odkąd ujrzałam jego twarz serce biło mi jak oszalałe, a w głowie zakręciło mi się od nadmiaru wrażeń. Był taki piękny, taki idealny, a jego głos był taki czarujący.
– Jeszcze raz bardzo przepraszam – w tym momencie spojrzał na Katherine.
– Nie szkodzi. Chyba nic jej się nie stało – odpowiedziała Katie, która milczała od dłuższego czasu.
Chłopak spojrzał na mnie swoimi nieziemsko pięknymi oczami.
– Musze iść, jestem już spóźniony. Mam nadzieję, że zobaczymy się kiedyś jeszcze – powiedziawszy to oddalił się i chwilę później zniknął za rogiem następnej ulicy.
Stałam przez jakiś czas jak posąg. Katherine odezwała się pierwsza.
– Widziałaś go? Widziałaś jak się na ciebie patrzył?
– Widzieć go widziałam, ale nie zauważyłam nic nadzwyczajnego w jego spojrzeniu.
– Wydać było, jak pożerał cię wzrokiem. O ja cię, ile ja bym dała, aby być teraz na twoim miejscu.
– Nie zapominaj, ze masz już swojego Romea…Chwila, jak on się nazywa? – próbowałam sobie przypomnieć.
– Jessie.
– No tak, już pamiętam – uśmiechnęłam się. – Dobra możemy już iść. Muszę pomóc ci się przygotować. Dzisiaj jest twój dzień – powiedziałam, ale myślami byłam daleko stąd.
Próbowałam uspokoić swoje serce, które waliło, jakby ktoś przed chwilą wstrzyknął mi adrenalinę do żył. Czy ja właśnie się zakochałam? Czy ja właśnie zakochałam się od pierwszego wejrzenia?

Dawajcie komentarze. <3<3
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat:Promienie słońca oświetlały pobliskie domy nadając im jeszcze większego uroku.
Chyba przecineczek umknal ^^

Cytat:dawałam się, choć na chwilę, oderwać od rzeczywistości.
Tu mi z kolei nie pasuja dwa przecinki. Utrudniaja czytanie. Zaburzaja ciag tekstu.

Cytat:Dzień zapowiadał się wspaniały, wręcz idealny na zakupy.
Zle zlozone ;p musisz zredagowac, bo brzydko wyglada ;p zmieniłabym na:
a) Dzień zapowiadał się wspaniale
lub
b) Zapowiadał się wspaniały dzień

Cytat:Postanowiłam ubrać suknię na ramiączkach
Suknia kojarzy mi sie raczej z rozlozysta, balowa kieca...
Przeredagowalabym na sukienke... Chyba ze ona pociska w galowej pludrze O_o [pludra – w slangu albo cos wielkiego, albo niemilosiernie brzydkiego, uzylam w tym pierwszym kontekscie :P]

Cytat:Postanowiłam ubrać suknię na ramiączkach. Przed kolano, z czarnego, gładkiego materiału, na którym widniały niebiesko-białe wzorki kwiatów.
Maslo maslane. Do redakcji, bo mi nie lezy ;p

Cytat:Swoje długie do bioder, brązowe włosy zostawiłam rozpuszczone, opuszczone na ramiona.
Rozpuszczone, opuszczone... Bleeee! Zmien to :P

Cytat:zegara wiszącego nad łóżkiem, który wskazywał na godzinę dziesiątą czterdzieści,
Zegar wskazuje raczej godzine, a nie na godzine ;>

Cytat:Szybko spakowałam do mojej ulubionej – białej – torebki klucze, telefon, portfel i wyszłam, zakluczając za sobą drzwi od domu, ponieważ nikogo więcej już w nim nie było.
nie lezy mi to "– bialej –"
zmienilabym na "drzwi pustego domu" i w ten sposob zakonczyla zdanie ;) Niepotrzebnie wciskasz niepotrzebne bzdety ;p

Cytat:Mama prowadziła restaurację w centrum miasta, a z tego co można było się dowiedzieć z gazet, była to jedna z kilku najlepszych restauracji w mieście.
Nie... To zdanie kaleczy mi oczy... Wyglada mi jak "Kali jesc"... (Sory Kali xD). Do zmiany ;p

Cytat:Ludzie, którzy odwiedzali restaurację mamy bardzo się różnili od siebie.
Pasowalby mi przecinek po "mamy"

Cytat:Niekiedy można było zobaczyć białego Amerykanina. Innego razu Brytyjkę, a jeszcze kiedy indziej rodzinę pochodzącą z Chin.
Po co podzielone na dwa zdania?

Cytat:kilkunasto-minutowym
po co myslnikiem rozdzielone? ;p

Cytat:Zewnętrzne ściany były wyłożone do połowy małymi płytkami w kolorze czerwonej cegły. Reszta domu została pomalowana na biało. Działka była odgrodzona drewnianym płotem pomalowanym w takim samym kolorze, jak płytki na ścianie, a spiczasty dach nadawał jeszcze większe piękno całemu budynkowi.
Katherine siedziała na drewnianej huśtawce przed domem. Była ubrana w zwiewną, białą bluzkę na krótki rękaw i jeans’y. Kiedy mnie ujrzała, energicznie wstała, pomachała mi i podbiegła.
Za duzo tego byla, bylo itp...

Cytat:– Tak, to było dawno temu, ale przecież rozmawiałyśmy cały czas przez telefon – rzekłam.
– No, ale to nie to samo.
Uśmiechnęłam się grymaśnie i rzekłam:
Rzeklam, rzeklam... Jest przeciez tyle slow, ktore okreslaja wypowiedziane slowa... Czemu zes sie tego rzeklam uczepila? :P

Cytat:– W sumie to tak. Za osobiste spotkania nie trzeba płacić rachunku wynoszącego sto pięćdziesiąt dolarów – a później zachichotałyśmy.
Polecam zasady pisania dialogow przesledzic ;p

Cytat:– Powiesz mi nareszcie, po co idziemy do miasta. Widzę, ze to nie jest zwykły wypad na babskie zakupy. Obiecałaś, jak rozmawiałyśmy przez telefon, że powiesz mi jak już się spotkamy – próbowałam od niej wyciągnąć to, co chciała ukryć.
Kropka po "spotkamy", "probowalam" z wielkiej litery ;]
Czyli... Zasady pisania dialogow.

Cytat:– Raczej tak, ale to zależy co chcesz mi powiedzieć? Chyba nie okradłaś banku i nie chcesz teraz zmienić kompletnie image? – zaśmiałyśmy się.
Zaśmialysmy z wielkiej litery. Znowu dialogi ;p

Cytat:Chcę sobie kupić coś nowego, na to spotkanie i tu pojawia się moja prośba do ciebie. Możesz mi pomóc? Proszę – Katie zrobiła błagalną minę.
Niepotrzebny przecinek po nowego. Kropka po "Proszę"

Cytat:Ubierasz się lepiej niż gwiazdy filmowe, a miałabyś się nie znać, jak ubrać się na randkę
Kolejne maslo maslane... Do zmiany, bo inaczej... <ciska gromami z oczu>

Cytat:– Nie przesadzam i …Proszę?– przyjaciółka spojrzała na mnie po raz kolejny błagającym wzrokiem.
Przyjaciolka wielka litera...

Cytat:Katherine zdążyła mi opowiedzieć, jak dokładnie wyglądała jej rozmowa z chłopakiem z którym się umówiła
Przecinek umknal :P

Cytat:Już otwierałam drzwi, kiedy zauważyłam, że moja przyjaciółka stoi i nie zamierza wejść do środka
Nie lezy mi przecinek przed "kiedy"

Cytat:Widział cię w parku taką jaka jesteś na co dzień i to mu się spodobało inaczej by się z tobą nie umówił.
Przecinek przed inaczej.

Cytat:– Ja tak nie myślę, ja to wiem – po tych słowach podejście Katherine do ubioru zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni.
Kropka po "wiem". "Po" z wielkiej litery.

Cytat:Bardzo często umawiała się z chłopakami i nigdy nie przejmowała się tak bardzo wyglądem, jak tym razem
"jak tym razem" zupelnie niepotrzebne.

Cytat:Kiedy Katherine się przebierała, ja postanowiłam poszukać coś dla siebie.
Na bogow... CZEGOŚ! >.>

Cytat:Stała w kabinie mając na sobie czarną bluzkę na krótki rękaw z różowym napisem „Don’t Look at Me”. Na bluzce miała cienką, gładką, rozpiętą białą bluzę z podciągniętymi rękawami do łokci.
Miala, miala... Powtorzenia gryza oczy....

Cytat:– Tak, ja jestem jak najbardziej za, ale… – zamyśliłam się na chwilę. – Powinnaś do tego dokupić ten naszyjnik – podałam jej długi łańcuszek z zawieszką w kształcie serca w kolorze srebra. – Teraz będzie wspaniale, a te kolczyki – wskazałam na wiszące, kolorowe piórka, które miała na uszach. – Są doskonałe.
Pozwole sobie przepisac te lezace i kwiczace dialogi...

– Tak, ja jestem jak najbardziej za, ale… – zamyśliłam się na chwilę – powinnaś do tego dokupić ten naszyjnik. – Podałam jej długi łańcuszek z zawieszką w kształcie serca w kolorze srebra. – Teraz będzie wspaniale, a te kolczyki są doskonałe. – Wskazałam na wiszące, kolorowe piórka, które miała na uszach.

Cytat:Chwilę nam zajęło, zanim zapłaciłyśmy za wszystko i wyszłyśmy.
Niepotrzebny przecinek.

Cytat:Byłyśmy już kilka przecznic od domu Katherine, pochłonięte dyskusją na temat tego, że i ja powinnam siebie kogoś znaleźć.
Literowka sie wkradla :P

Cytat:Słyszałam, jak Katherine próbuje powstrzymać śmiech, a osoba która na mnie wleciała zaczęła się tłumaczyć

Niepotrzebny przecinek przed "jak"

Cytat:– Wydaje mi się, że nie – próbowałam zachować spokój
kropka po "nie", "probowalam" z wielkiej

Cytat:– Jeszcze raz bardzo przepraszam – w tym momencie spojrzał na Katherine.
kropka po przepraszam, W z wielkiej.

Cytat:Chłopak spojrzał na mnie swoimi nieziemsko pięknymi oczami
spojrzala... spojrzal... na bogow uzywajmy synonimow...

Cytat:– Nie zapominaj, ze masz już swojego Romea…Chwila, jak on się nazywa? – próbowałam sobie przypomnieć.
probowalam z wielkiej.

Cytat:– No tak, już pamiętam – uśmiechnęłam się.
Kropka po pamietam. Usmiechnelam z wielkiej.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

No spoko, beda wampiry, czyli dostrzegam tu fanke zmierzchu, do ktorego osobiscie nic nie mam, ale rowniez nie przepadam. Jaki z tego wniosek? Nie bardzo ambitny temat wybralas ;] Pozwol, ze czepne sie stylu. Piszesz w pierwszej osobie, a nie trzeciej. Zadnych wzmianek z tzw. "jajem", zadnych luznych mysli, po prostu opowiadasz czynnosci, wykonywane przez bohaterke, co sprawia, ze tekst jest nudny jak flaki z olejem i ciezko mi bylo przez niego przebrnac. Problem z dialogami – razi w oczy jak cholera i przyprawia o "facepalm". Coz, mnie nie porwalo, ale pisz dalej, bo trening czyni mistrza ;)

Peace

Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
#3
Cóż, liczę na kolejne komentarze związanie z poprawkami, sugestiami, zażaleniami i problemami. Jakby to powiedzieć, jestem otwarta na krytkę...(Choć moja psychika zbyt silna nie jest...)

Rozdział II

Była godzina dziewiętnasta piętnaście. Siedziałam na huśtawce na pustym placu zabaw w parku, niedaleko centrum miasta. Lekki wiatr co jakiś czas powodował szum liści na drzewach.
Chwilę wcześniej odprowadziłam Katherine na miejsce randki z „chłopakiem z parku”. Obiecałam jej, że będę na nią czekać o dwudziestej trzeciej pod kinem. Nie chciała wracać sama, a poza tym umówiliśmy się, iż dzisiejszą noc spędzimy u niej i wtedy zda mi wszystkie relacje ze spotkania. Nie widziałam sensu, aby jechać do domu, bo sama droga w jedną stronę zajęłaby mi pół godziny, a biegnięcie wampirzym tempem było zbyt niebezpieczne wśród tylu ludzi. Poza tym lubiłam spędzać czas na świeżym powietrzu. Postanowiłam więc zaczekać na nią w parku.
Huśtając się lekko, rozmyślałam o popołudniowym spotkaniu z tajemniczym chłopakiem. Łudziłam się, że jeszcze go spotkam. Nie wiedziałam nawet czy jest stąd, jednak mimo to, chciałam go zobaczyć i bliżej poznać. Nie znałam jego imienia, ani ile ma lat. Nigdy dotąd nie widziałam go w naszej szkole. Odkąd żyję, a żyję dosyć długo, nie spotkałam chłopaka w którym bym się mogła zakochać.
Oczyma swojej wyobraźni widziałam jego idealnie czarne włosy, długością sięgające do ucha. Oczarowały mnie także jego oczy. Nie potrafiłam zapomnieć tego widoku.
Po jakimś czasie, kiedy słońce zaczęło już powoli zachodzić, a niebo robiło się pomarańczowe, postanowiłam przejść się trochę dookoła parku. Wstałam i ruszyłam w stronę ścieżki ułożonej z płaskich kamieni, która znajdywała się na uboczu – z dala od gwaru.
Spacerując między drzewami i krzakami, nasłuchiwałam jak śpiewają ptaki i oglądałam jak fruwają. Zaczęłam zastanawiać się, kiedy stanę się już dorosłym wampirem i będę mogła latać, a raczej lewitować. Dorosłe wampiry już tak mają. Lewitowanie jest ich jedynym darem.
Na nic były tutaj wyliczenia. Nigdy nie wiadomo kiedy młody wampir osiągnie wszystkie cechy dorosłego wampira. Z biegiem czasu słuch, węch i wzrok stają się coraz lepiej wykształcone, a kiedy wszystko to osiągnie swój maksymalny rozmiar, młody wampir staje się dorosłym. Wtedy przestajemy rosnąć i nie możemy mieć już dzieci. Po swoich narodzinach potrzeba sześciu lat, aby nieletni wampir wyglądał jak roczne dziecko człowieka. Ja, wyglądając na szesnastolatkę i będąc szesnastolatką w ludzkim świecie, jako wampir mam dziewięćdziesiąt sześć lat.
Zamyśliłam się i nagle w coś uderzyłam. Zachwiałam się i prawie bym się przewróciła, lecz ktoś mnie złapał i nie dopuścił do mojego upadku. Spojrzałam w górę i zobaczyłam chłopaka, który trzymał mnie w ramionach. Tego samego chłopaka, którego poznałam po południu. Był ubrany w to, co wcześniej – biały podkoszulek i jeans’y.
Tego było zbyt wiele jak na jeden dzień. Próbowałam uspokoić swoje oszalałe serce, co było niełatwą sprawą.
– Hej, nic ci nie jest? – zapytał puszczając mnie, abym poczuła się swobodniej.
– Nie, po raz kolejny jestem cała – uśmiechnęłam się lekko do niego. Próbowałam się rozluźnić.
– Widzę, że lubisz na mnie wpadać – rzekł z zadziornym uśmieszkiem na twarzy.
– Hej, to nie ja na ciebie wpadam, tylko ty na mnie! – mówiąc to zarumieniłam się.
– Spokojnie, spokojnie. Powiedzmy, ze mamy remis.
– Niech ci będzie – poddałam się.
– Jak masz na imię? – zapytał, ni stąd, ni zowąd po chwili zastanowienia. Chciałam właśnie zapytać o to samo.
– Aurora.
– Rzadko spotykane imię, a szczególnie w Ameryce, ale podoba mi się.
– Moja prababcia była włoszką, jednak przeprowadziła się do ameryki w wieku dziewiętnastu lat i tutaj wyszła za mąż. Moja babcia i mama mają amerykańskie imiona, lecz babcia chciała, abym ja miała coś po przodkach, więc dali mi takie same imię jak miała prababcia.
– A więc masz włoskie korzenie. Hm.. – zamyślił się.
Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem. Chciałam wiedzieć o co mu chodzi.
– Ja także mam włoskie korzenie.
– Naprawdę? – zapytałam zaskoczona, chociaż nie było czego się dziwić. Wiele osób pochodzi z Włoch.
– Tak. W prawdzie mówiąc cała rodzina pochodzi z Włoch.
– Ooo…– powiedziałam zaszokowana. Może i wiele osób pochodziło z Włoch, ale nigdy nie poznałam żadnej osobiście w Nowym Jorku.
– Byłaś tam kiedyś?
– Tak, kilka razy.
Rozmawialiśmy jeszcze z dwie godziny. To, co się działo było zbyt piękne. Dowiedziałam się sporo interesujących rzeczy, między innymi, że ma na imię Paul. Gra w tenisa ziemnego i siatkówkę, lubi lody truskawkowe i ma dwadzieścia lat, czyli jest ode mnie o cztery lata starszy(teoretycznie). Mieszka też kilka przecznic ode mnie.
Opowiedziałam mu także trochę o sobie. Rozmawialiśmy o rzeczach ważnych, jak i o mało ważnych, ale nie obchodziło mnie to. Chciałam tylko być przy nim. Mimo tego, że znałam go zaledwie parę godzin czułam się przy nim niebiańsko. Cofałam wszystkie wcześniejsze słowa jakie powiedziałam na temat zakochania się. Nie interesowało mnie teraz to, co mówiłam wcześniej – że nigdy się nie zakocham. Jak ja mogłam w ogóle o tym tak pomyśleć?
Kiedy słońce zaszło już zupełnie za horyzont, my siedzieliśmy na drewnianej ławce oświetlanej przez latarnie ustawione wzdłuż alejek. Obok nas od czasu do czasu przechodziło kilka osób, jednak nie było szczególnego ruchu. Nie dziwiłam się. Była już noc i rzadko kto o tej porze chodzi po parku.
Wymienialiśmy się spostrzeżeniami na temat różnych rzeczy i śmialiśmy się, jakbyśmy znali się od bardzo dawna. Nie wiedziałam nawet, która jest godzina. Ważne, że to, co jeszcze przed kilkoma godzinami wydawało mi się nierealne, teraz działo się w rzeczywistości. Czułam się jak w niebie, jak w moim własnym raju.
– Co robisz jutro wieczorem, mniej więcej o tej godzinie co teraz? – zapytał.
Chwilę się zastanowiłam zanim odpowiedziałam.
– Nie mam na jutro żadnych planów.
– Co byś powiedziała, jakbyśmy się jutro spotkali? Tutaj o dziewiętnastej ?
– Oczywiście – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy, którego nie dało się ukryć.
– W takim razie jesteśmy umówieni, a teraz wybacz, ale jest już dość późno a ja musze jeszcze iść w pewne miejsce.
– Dobrze.
Paul wstał.
– Może odprowadzić cię? Nie chcę, aby coś ci się stało – zapytał spojrzawszy na mnie.
– Nie, nie trzeba. Jestem umówiona z przyjaciółką pod kinem. To niedaleko. Nic mi nie będzie.
– W takim razie do zobaczenia – rzekł, a następnie nachylił się nade mną i złożył delikatny pocałunek na moim czole.
Jeszcze raz na mnie spojrzał, posyłając mi ciepły uśmiech i ruszył kamienną ścieżką w stronę wyjścia z parku na ulice miasta.
Siedziałam jeszcze chwilę na ławce nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zaszło. Pocałował mnie. Naprawdę pocałował mnie. Nieważne gdzie. Ważne, że to zrobił. Byłam w siódmym niebie. To tak, jakbym idąc ulicą dostała od jednego z przechodniów klucz do szczęścia.
Wpatrywałam się w jego czarne włosy, które tak cudnie mieniły się pod wpływem promieni światła. Trudno było oderwać od niego oczy, więc odprowadziłam go wzrokiem aż do miejsca, w którym zniknął za zakrętem.
Dopiero kiedy po chwili otrzeźwiałam, wyciągnęłam z torebki telefon. Była godzina dwudziesta trzecia dziesięć.
Zorientowałam się, że seans na którym była Katherine zakończył się dziesięć minut temu, więc szybko wstałam i pobiegłam w przeciwnym kierunku niż Paul’a. Katherine już na pewno czekała.
Kiedy dotarłam do celu, Katie stała wpatrzona w ekran komórki przed wejściem do budynku. Wyglądała na rozmarzoną i zadowoloną.
– Już jestem. Przepraszam, że musiałaś czekać.
– Nic się nie stało – uśmiechnęła się do mnie. – Wszystko w porządku?
– Tak, to znaczy… Nie. Sama nie wiem. Nie uwierzysz kogo spotkałam. Z resztą, sama w to nie mogę uwierzyć – spojrzałam na nią. – Idziemy? Opowiem ci wszystko po drodze – rzekłam.
– Tak, chodźmy.
Co to ma być? – pomyślałam, kiedy ruszyłyśmy do domu Katherine. Czy ja już zupełnie zgłupiałam? Czy ja już nie pamiętam, co sobie kiedyś obiecywałam? Że nigdy nie zakocham się w ludzkim chłopaku? Dlaczego przy nim na wszystko patrzę z innej perspektywy niż teraz? Straciłam rozum i to zupełnie!
Odpowiedz
#4
Pozwolę sobie skomentować, ekspertką nie jestem, więc z góry sory za błędy, głownie się kieruję subiektywnymi odczuciami.

Cytat:umówiliśmy się, iż dzisiejszą noc spędzimy u niej
umówiłyśmy, chyba że przegapiłam jakiegoś chłoptasia
Cytat:Nie znałam jego imienia, ani ile ma lat
czegoś brakło
Cytat:w którym bym się mogła zakochać
w którym mogłabym się zakochać
Cytat:ścieżki ułożonej z płaskich kamieni, która znajdywała się na uboczu – z dala od gwaru.
Jakiego gwaru? W parku na ogół jest cicho i spokojnie
Cytat:Zachwiałam się i prawie bym się przewróciła
Zachwiałam się chyba wystarczy.
Cytat:– Hej, to nie ja na ciebie wpadam, tylko ty na mnie! – mówiąc to zarumieniłam się.
krzyknęłam/zawołałam i zarumieniłam się pasuje mi bardziej. Chyba, że bez wykrzyknika, wtedy powiedziałam
Cytat:Moja prababcia była włoszką, jednak przeprowadziła się do ameryki
Ameryki
Cytat:– Jak masz na imię? – zapytał, ni stąd, ni zowąd po chwili zastanowienia. Chciałam właśnie zapytać o to samo.
rozmawiali, więc to normalne, że zapytał, a nie ni stąd, ni zowąd.

Cytat:Dopiero kiedy po chwili otrzeźwiałam, wyciągnęłam z torebki telefon. Była godzina dwudziesta trzecia dziesięć.
Zorientowałam się, że seans na którym była Katherine zakończył się dziesięć minut temu
Skubana, jakim cudem umie liczyć :P

Zacznę od plusów. Super, że piszesz, widać, że to lubisz. Masz bogate słownictwo w pewnym sensie, powtórzeń stosunkowo mało, choć nie zawsze trafnie ich uniknęłaś. Ile masz lat?
Ok, teraz minusy.
Za dużo wyjaśnień, za dużo opisów, za dużo czynności, za dużo rozmyślań. Złamałam moją zasadę, że nie czytam tego, co nie zawiera akapitów. Ponadto sporo rzeczy się nie trzyma kupy. Paul spytał co robi o tej samej godzinie jutro, umówili się na 19, a wynika że spytał około 23-ej. Często w tekście wystąpiło masło maślane(przynajmniej w moim odczuciu). Styl zbyt poważny, przez to sztuczny. Miałam wrażenie, że napisała to dwunastolatka. Mam nadzieję, że nie piszesz pod chwilowym wpływem fascynacji zmierzchem i, że dużo czytasz. Trzymam kciuki za kolejne opowiadania. Pisz bardziej na luzie, wczuj się w bohaterów, używaj słów jakich używasz, gdy opowiadasz coś koleżankom. Potem tylko 'podretuszuj' i będzie dobrze.

@Aurora
To dobrze, że jesteś taka młoda. Możesz się jeszcze wiele nauczyć.
Odpowiedz
#5
(07-03-2011, 15:59)Śliwka napisał(a): Pozwolę sobie skomentować, ekspertką nie jestem, więc z góry sory za błędy, głownie się kieruję subiektywnymi odczuciami.

Cytat:umówiliśmy się, iż dzisiejszą noc spędzimy u niej
umówiłyśmy, chyba że przegapiłam jakiegoś chłoptasia
Cytat:Nie znałam jego imienia, ani ile ma lat
czegoś brakło
Cytat:w którym bym się mogła zakochać
w którym mogłabym się zakochać
Cytat:ścieżki ułożonej z płaskich kamieni, która znajdywała się na uboczu – z dala od gwaru.
Jakiego gwaru? W parku na ogół jest cicho i spokojnie
Cytat:Zachwiałam się i prawie bym się przewróciła
Zachwiałam się chyba wystarczy.
Cytat:– Hej, to nie ja na ciebie wpadam, tylko ty na mnie! – mówiąc to zarumieniłam się.
krzyknęłam/zawołałam i zarumieniłam się pasuje mi bardziej. Chyba, że bez wykrzyknika, wtedy powiedziałam
Cytat:Moja prababcia była włoszką, jednak przeprowadziła się do ameryki
Ameryki
Cytat:– Jak masz na imię? – zapytał, ni stąd, ni zowąd po chwili zastanowienia. Chciałam właśnie zapytać o to samo.
rozmawiali, więc to normalne, że zapytał, a nie ni stąd, ni zowąd.

Cytat:Dopiero kiedy po chwili otrzeźwiałam, wyciągnęłam z torebki telefon. Była godzina dwudziesta trzecia dziesięć.
Zorientowałam się, że seans na którym była Katherine zakończył się dziesięć minut temu
Skubana, jakim cudem umie liczyć :P

Zacznę od plusów. Super, że piszesz, widać, że to lubisz. Masz bogate słownictwo w pewnym sensie, powtórzeń stosunkowo mało, choć nie zawsze trafnie ich uniknęłaś. Ile masz lat?
Ok, teraz minusy.
Za dużo wyjaśnień, za dużo opisów, za dużo czynności, za dużo rozmyślań. Złamałam moją zasadę, że nie czytam tego, co nie zawiera akapitów. Ponadto sporo rzeczy się nie trzyma kupy. Paul spytał co robi o tej samej godzinie jutro, umówili się na 19, a wynika że spytał około 23-ej. Często w tekście wystąpiło masło maślane(przynajmniej w moim odczuciu). Styl zbyt poważny, przez to sztuczny. Miałam wrażenie, że napisała to dwunastolatka. Mam nadzieję, że nie piszesz pod chwilowym wpływem fascynacji zmierzchem i, że dużo czytasz. Trzymam kciuki za kolejne opowiadania. Pisz bardziej na luzie, wczuj się w bohaterów, używaj słów jakich używasz, gdy opowiadasz coś koleżankom. Potem tylko 'podretuszuj' i będzie dobrze.
W styczniu skończyłam 14 lat (Co do pytania o wiek). Fascynacji jako takiej zmierzchem nie mam, ale lubię dużo czytać. Głownie są to właśnie książki o miłości ( a ostatnio także wampiry).
Co do akapitów. Nie zwróciłam na nie uwagi, kiedy dodawałam tutaj tekst. Mam już kilka rozdziałów i dodanie tego tutaj było tylko opcją "wkopiuj-wklej" (Akapity są i to całkiem sporo, ale na wordzie xD).
Styl oficjalny..Cóż, jak narazie. Niezbyt dobrze znaja się główni bohaterowie, co prowadzi do "spięcia", które chciałam tutaj wyrazić.
Serdecznie dziękuję za pomoc i liczę, iż gdy dodam kolejne rozdziały równiez będe mogła liczyć na twój "komentarz". ;)
Odpowiedz
#6
(07-03-2011, 16:22)Aurora161 napisał(a): Co do akapitów. Nie zwróciłam na nie uwagi, kiedy dodawałam tutaj tekst. Mam już kilka rozdziałów i dodanie tego tutaj było tylko opcją "wkopiuj-wklej" (Akapity są i to całkiem sporo, ale na wordzie xD).
Ale też nie zajmie ci dużo czasu użycie opcji znajdź i zamień, żeby pozmieniać akapity na tag:
Kod:
[p]
Czasami, gdy pojawiają się nowi, próbują na jeden raz wrzucić wszystko, co mają. Zupełnie, jakby portal miał lada dzień zniknąć z Internetów, a administracja pojechać do Afryki, sprzedawać olejek do opalania rdzennym murzynom.
~Yami
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Cytat:a biegnięcie wampirzym tempem było zbyt niebezpieczne wśród tylu ludzi
biegniecie... Blagam... Bieg.

Cytat:Nie wiedziałam nawet czy jest stąd, jednak mimo to, chciałam go zobaczyć i bliżej poznać
Przecinek po "to" mi nie lezy.

Cytat:Nie znałam jego imienia, ani ile ma lat.
ani NIE WIEDZIALAM ile ma lat.

Cytat:Odkąd żyję, a żyję dosyć długo, nie spotkałam chłopaka w którym bym się mogła zakochać.
Przecinek po chłopaka;]

Cytat:Spacerując między drzewami i krzakami, nasłuchiwałam jak śpiewają ptaki i oglądałam jak fruwają.
Boze... To "i ogladalam jak fruwaja" zupelnie niepotrzebne lub do skrajnej redakcji.

Cytat:Z biegiem czasu słuch, węch i wzrok stają się coraz lepiej wykształcone, a kiedy wszystko to osiągnie swój maksymalny rozmiar, młody wampir staje się dorosłym.
Za duzo slowa "dorosly" oraz "wampir".
Poza tym... Maksymalny rozmiar... To jak to jest? Oczy, uszy i nos im rosna?

Cytat:Zamyśliłam się i nagle w coś uderzyłam. Zachwiałam się i prawie bym się przewróciła,
się, się, się... Wiecej się matka nie miala? :p

Cytat:– Nie, po raz kolejny jestem cała – uśmiechnęłam się lekko do niego. Próbowałam się rozluźnić.
Ile razy prosilam w poprzednim komentarzu, zebys przeczytala zasady pisania dialogow? Jesli wytykam wszystkie bledy, siedze nad komentarzem po 40 minut, zaniedbujac tym samym swojego chlopaka (ktory nie omieszkuje mi oczywiscie tego wytknac), a Ty w ogole nie bierzesz sobie do serca uwag, ktorymi rzucam... To jaki, na bogow, jest sens mojego komentowania, hmm?
KROPKA po "cala". Uśmiechnęlam z wielkiej litery!!!!!

Cytat:– Hej, to nie ja na ciebie wpadam, tylko ty na mnie! – mówiąc to zarumieniłam się.
Mówiąc wielką!!

Cytat:– Moja prababcia była włoszką, jednak przeprowadziła się do ameryki w wieku dziewiętnastu lat i tutaj wyszła za mąż. Moja babcia i mama mają amerykańskie imiona, lecz babcia chciała, abym ja miała coś po przodkach, więc dali mi takie same imię jak miała prababcia.
Zna chlopaka kilka chwil, a juz opowiada mu swoja rodzinna historie? Blagam...

Cytat:– A więc masz włoskie korzenie. Hm.. – zamyślił się.
Napisalabym to tak: "– A więc masz włoskie korzenie... – Zamyślił się."

Cytat:– Naprawdę? – zapytałam zaskoczona, chociaż nie było czego się dziwić. Wiele osób pochodzi z Włoch.
Nie znam ani jednej ;)

Cytat:– Ooo…– powiedziałam zaszokowana. Może i wiele osób pochodziło z Włoch, ale nigdy nie poznałam żadnej osobiście w Nowym Jorku.
"Ooo" ciezko jest podkrecic pod "powiedzialam"...
Włoch włoch włoch... Wiecej sie nie dalo wloch wcisnac? ;p

Cytat:Dowiedziałam się sporo interesujących rzeczy, między innymi, że ma na imię Paul. Gra w tenisa ziemnego i siatkówkę, lubi lody truskawkowe i ma dwadzieścia lat, czyli jest ode mnie o cztery lata starszy(teoretycznie).
Kropka po "rzeczy". Wyciac "miedzy innymi". Reszte przeksztalcic w jedno zdanie. KONIECZNIE USUNAC TEN CHOLERNY NAWIAS ^^

Cytat:Rozmawialiśmy o rzeczach ważnych, jak i o mało ważnych, ale nie obchodziło mnie to.
To zdanie do wywalenia, psuje tekst :P

Cytat:Wymienialiśmy się spostrzeżeniami na temat różnych rzeczy i śmialiśmy się, jakbyśmy znali się od bardzo dawna.
Się, się, się. Redaguj...

Cytat:– Oczywiście – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy, którego nie dało się ukryć.
Zdanie do redakcji. Mocno nieskladne.

Cytat:Jeszcze raz na mnie spojrzał, posyłając mi ciepły uśmiech i ruszył kamienną ścieżką w stronę wyjścia z parku na ulice miasta.
Siedziałam jeszcze chwilę na ławce nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zaszło.
Jeszcze, jeszcze. Powtorzenie.

Cytat:więc szybko wstałam i pobiegłam w przeciwnym kierunku niż Paul’a.
Paul, a nie Paul'a...

Cytat:– Nic się nie stało – uśmiechnęła się do mnie. – Wszystko w porządku?
Kropka po stało. Uśmiechnela z wielkiej... Zabijasz mnie tymi dialogami. Mimo tego, ze skierowalam Cie ku zasadom ich pisania mam wrazenie, ze w ogole nie obczailas takowego tematu, ktory mozna znalezc na tym forum. Link w sygnaturze Nidrax'a...

Cytat:– Tak, to znaczy… Nie. Sama nie wiem. Nie uwierzysz kogo spotkałam. Z resztą, sama w to nie mogę uwierzyć – spojrzałam na nią.
I znowu... RZal ;/

Cytat:Czy ja już nie pamiętam, co sobie kiedyś obiecywałam?
Zbedny przecinek.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ok, akcja sie rozkreca. Zaczyna byc sympatycznie. JEDNAK...
Te dialogi raza mnie do takiego stopnia, ze odechciewa mi sie czytac, a gwaltownie zaczyna chciec modlic o Twoje opamietanie w tej kwestii ;)
Przeciez w poprzednim komentarzu wytknelam Ci tyle bledow w zapisie rozmow miedzy bohaterami. W ogole sprawdzilas te wszystkie potkniecia, na ktore zwrocilam Ci uwage? Mam wrazenie, ze srednio na jeza, a to stanowczo demotywuje mnie do czytania czegokolwiek Twojego autorstwa...

p.s... Jesli ja slecze i poprawiam pierwsza czesc tego opowiadania, wytykam byki, zachodze do tematu i widze je niepoprawione, to zal sciska mi odbytnice. Albo je poprawisz, albo wiecej nie bede sie meczyc nad komentarzami w Twoich tematach, bo nie widze sensu poswiecania swojego czasu komus, kogo to nie obchodzi. Tyle.

Peace
Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
#8
(07-03-2011, 16:47)Sem napisał(a):
Cytat:a biegnięcie wampirzym tempem było zbyt niebezpieczne wśród tylu ludzi
biegniecie... Blagam... Bieg.

Cytat:Nie wiedziałam nawet czy jest stąd, jednak mimo to, chciałam go zobaczyć i bliżej poznać
Przecinek po "to" mi nie lezy.

Cytat:Nie znałam jego imienia, ani ile ma lat.
ani NIE WIEDZIALAM ile ma lat.

Cytat:Odkąd żyję, a żyję dosyć długo, nie spotkałam chłopaka w którym bym się mogła zakochać.
Przecinek po chłopaka;]

Cytat:Spacerując między drzewami i krzakami, nasłuchiwałam jak śpiewają ptaki i oglądałam jak fruwają.
Boze... To "i ogladalam jak fruwaja" zupelnie niepotrzebne lub do skrajnej redakcji.

Cytat:Z biegiem czasu słuch, węch i wzrok stają się coraz lepiej wykształcone, a kiedy wszystko to osiągnie swój maksymalny rozmiar, młody wampir staje się dorosłym.
Za duzo slowa "dorosly" oraz "wampir".
Poza tym... Maksymalny rozmiar... To jak to jest? Oczy, uszy i nos im rosna?

Cytat:Zamyśliłam się i nagle w coś uderzyłam. Zachwiałam się i prawie bym się przewróciła,
się, się, się... Wiecej się matka nie miala? :p

Cytat:– Nie, po raz kolejny jestem cała – uśmiechnęłam się lekko do niego. Próbowałam się rozluźnić.
Ile razy prosilam w poprzednim komentarzu, zebys przeczytala zasady pisania dialogow? Jesli wytykam wszystkie bledy, siedze nad komentarzem po 40 minut, zaniedbujac tym samym swojego chlopaka (ktory nie omieszkuje mi oczywiscie tego wytknac), a Ty w ogole nie bierzesz sobie do serca uwag, ktorymi rzucam... To jaki, na bogow, jest sens mojego komentowania, hmm?
KROPKA po "cala". Uśmiechnęlam z wielkiej litery!!!!!

Cytat:– Hej, to nie ja na ciebie wpadam, tylko ty na mnie! – mówiąc to zarumieniłam się.
Mówiąc wielką!!

Cytat:– Moja prababcia była włoszką, jednak przeprowadziła się do ameryki w wieku dziewiętnastu lat i tutaj wyszła za mąż. Moja babcia i mama mają amerykańskie imiona, lecz babcia chciała, abym ja miała coś po przodkach, więc dali mi takie same imię jak miała prababcia.
Zna chlopaka kilka chwil, a juz opowiada mu swoja rodzinna historie? Blagam...

Cytat:– A więc masz włoskie korzenie. Hm.. – zamyślił się.
Napisalabym to tak: "– A więc masz włoskie korzenie... – Zamyślił się."

Cytat:– Naprawdę? – zapytałam zaskoczona, chociaż nie było czego się dziwić. Wiele osób pochodzi z Włoch.
Nie znam ani jednej ;)

Cytat:– Ooo…– powiedziałam zaszokowana. Może i wiele osób pochodziło z Włoch, ale nigdy nie poznałam żadnej osobiście w Nowym Jorku.
"Ooo" ciezko jest podkrecic pod "powiedzialam"...
Włoch włoch włoch... Wiecej sie nie dalo wloch wcisnac? ;p

Cytat:Dowiedziałam się sporo interesujących rzeczy, między innymi, że ma na imię Paul. Gra w tenisa ziemnego i siatkówkę, lubi lody truskawkowe i ma dwadzieścia lat, czyli jest ode mnie o cztery lata starszy(teoretycznie).
Kropka po "rzeczy". Wyciac "miedzy innymi". Reszte przeksztalcic w jedno zdanie. KONIECZNIE USUNAC TEN CHOLERNY NAWIAS ^^

Cytat:Rozmawialiśmy o rzeczach ważnych, jak i o mało ważnych, ale nie obchodziło mnie to.
To zdanie do wywalenia, psuje tekst :P

Cytat:Wymienialiśmy się spostrzeżeniami na temat różnych rzeczy i śmialiśmy się, jakbyśmy znali się od bardzo dawna.
Się, się, się. Redaguj...

Cytat:– Oczywiście – odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy, którego nie dało się ukryć.
Zdanie do redakcji. Mocno nieskladne.

Cytat:Jeszcze raz na mnie spojrzał, posyłając mi ciepły uśmiech i ruszył kamienną ścieżką w stronę wyjścia z parku na ulice miasta.
Siedziałam jeszcze chwilę na ławce nie mogąc uwierzyć w to, co przed chwilą zaszło.
Jeszcze, jeszcze. Powtorzenie.

Cytat:więc szybko wstałam i pobiegłam w przeciwnym kierunku niż Paul’a.
Paul, a nie Paul'a...

Cytat:– Nic się nie stało – uśmiechnęła się do mnie. – Wszystko w porządku?
Kropka po stało. Uśmiechnela z wielkiej... Zabijasz mnie tymi dialogami. Mimo tego, ze skierowalam Cie ku zasadom ich pisania mam wrazenie, ze w ogole nie obczailas takowego tematu, ktory mozna znalezc na tym forum. Link w sygnaturze Nidrax'a...

Cytat:– Tak, to znaczy… Nie. Sama nie wiem. Nie uwierzysz kogo spotkałam. Z resztą, sama w to nie mogę uwierzyć – spojrzałam na nią.
I znowu... RZal ;/

Cytat:Czy ja już nie pamiętam, co sobie kiedyś obiecywałam?
Zbedny przecinek.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Ok, akcja sie rozkreca. Zaczyna byc sympatycznie. JEDNAK...
Te dialogi raza mnie do takiego stopnia, ze odechciewa mi sie czytac, a gwaltownie zaczyna chciec modlic o Twoje opamietanie w tej kwestii ;)
Przeciez w poprzednim komentarzu wytknelam Ci tyle bledow w zapisie rozmow miedzy bohaterami. W ogole sprawdzilas te wszystkie potkniecia, na ktore zwrocilam Ci uwage? Mam wrazenie, ze srednio na jeza, a to stanowczo demotywuje mnie do czytania czegokolwiek Twojego autorstwa...

p.s... Jesli ja slecze i poprawiam pierwsza czesc tego opowiadania, wytykam byki, zachodze do tematu i widze je niepoprawione, to zal sciska mi odbytnice. Albo je poprawisz, albo wiecej nie bede sie meczyc nad komentarzami w Twoich tematach, bo nie widze sensu poswiecania swojego czasu komus, kogo to nie obchodzi. Tyle.

Peace

Nie do końca rozumiem twoje "czepianie się" moich dialogów. Jakąkolwiek książkę wezmę do ręki...Pisownia dialogów jest taka sama jak w ksiazkach...

Odpowiedz
#9
Otoz widzisz, sadzisz w dialogach tyle bledow, ze rece opadaja.. Widac, ze masz z nimi problemy. I sorry, ale NIE CZEPIAM SIE, tylko ZWRACAM UWAGE NA BLEDY. Albo poprawisz dialogi i zaznajomisz sie z zasadami ich pisowni albo (z bolem serca stwierdzam), ze mnie wiecej w swoich tematach nie uswiadczysz ;) bo troche mi zajmuje dokladna, wnikliwa analiza tekstu i proby wytkniecia wszystkich, najmniejszych potkniec.

I zwroc tez uwage na to, ze poswiecam swoj cholerny, cenny czas na obszerny komentarz, a Ty nawet nie poprawiasz bledow, ktore z dobrego serca, w trosce o Twoje postepy w pisarskim rzemiosle, wytykam. Pisze od czternastego roku zycia, a lat mam dwadziescia. Ja juz sie naczytalam o bykach, ktore popelnialam, teraz moge sobie pozwolic na to, by o nich pisac ;]
Dżon Rambo z cyckami
Odpowiedz
#10
(07-03-2011, 17:40)Sem napisał(a): Otoz widzisz, sadzisz w dialogach tyle bledow, ze rece opadaja.. Widac, ze masz z nimi problemy. I sorry, ale NIE CZEPIAM SIE, tylko ZWRACAM UWAGE NA BLEDY. Albo poprawisz dialogi i zaznajomisz sie z zasadami ich pisowni albo (z bolem serca stwierdzam), ze mnie wiecej w swoich tematach nie uswiadczysz ;) bo troche mi zajmuje dokladna, wnikliwa analiza tekstu i proby wytkniecia wszystkich, najmniejszych potkniec.

I zwroc tez uwage na to, ze poswiecam swoj cholerny, cenny czas na obszerny komentarz, a Ty nawet nie poprawiasz bledow, ktore z dobrego serca, w trosce o Twoje postepy w pisarskim rzemiosle, wytykam. Pisze od czternastego roku zycia, a lat mam dwadziescia. Ja juz sie naczytalam o bykach, ktore popelnialam, teraz moge sobie pozwolic na to, by o nic pisac ;]
Ale ja nadal nie rozumiem, o co ci chodzi z tymi wielkimi literami po myślniku...Jakąkolwiek książkę otworzę, wszędzie jest tak samo, jak ja mam...

Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Romans Podryw czy Miłość? Rebeldomaniaczka 1 1,310 16-07-2016, 02:53
Ostatni post: Nawka
  Romans Miłość w Madrycie Rebeldomaniaczka 5 2,075 14-07-2016, 12:58
Ostatni post: CamilaDarien

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości