Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Problem teologiczny i nie tylko
#1
Wracałem do domu, przy wejściu zastałem dwie pogrążone w rozmowie sąsiadki. Nic dziwnego, obok wejścia do mojego bloku rośnie drzewo i stoją rozmawiające sąsiadki. Czasami wydaje mi się, że drzewo mogłoby się znudzić i gdzieś pójść, ale sąsiadki będą zawsze. W każdym razie niechcący usłyszałem zdanie, wypowiedziane przez jedną z kariatyd: „Dzięki Bogu ma chociaż pracę”.

Miała rację, jak rzadko. Po powrocie zajrzałem do Genesis i przeczytałem jeszcze raz krótką, aczkolwiek brzemienną w skutki, mowę pożegnalną na koniec turnusu Adama i Ewy w ośrodku wypoczynkowym „Raj”. Coś tam było o trudzie i pocie czoła. Nie ma co ukrywać, praca jest darem od Boga. Dokładniej wyrokiem, co prawda narozrabiał Adam, ale dobry Bóg nie będzie się bawił w szczegóły i konieczność pracy hurtowo została przydzielona całej ludzkości. Co tu dużo mówić – konieczność pracy jest karą Bożą. Tu żadne łamańce myślowe nie pomogą, jest to zapisane jasno i wyraźnie.

Jak to pogodzić z faktem, że religie chrześcijańskie przedstawiają pracę jako wielkie dobro? Co oznacza etyka pracy, jeśli praca jest karą? Wymaganie etycznego zachowania w pracy przypomina nieco nakazywanie skazanemu na chłostę, aby wrzeszczał z bólu nie używając słów powszechnie uważanych za wulgarne. Kara jednak nieco różni się od nagrody, przynajmniej moim zdaniem. Coś tu się kompletnie poplątało i ludzie dali sobie wmówić, że ewidentna pokuta za przeciwstawianie się woli Bożej jest w rzeczywistości przywilejem danym przez Stwórcę, za co powinniśmy Go nieustannie wielbić.

Co ciekawsze, są ludzie, którzy rzeczywiście lubią swoją pracę. Masochiści? Co prawda, gdy zacząłem przypominać sobie takie osoby z kręgu moich znajomych, to zwykle ich praca polegała na zmuszaniu do pracy innych, więc satysfakcja jest wytłumaczalna, bo zawsze to przyjemnie, gdy inni mają gorzej. Dodatkowo można zauważyć, że osób wręcz kochających swoją pracę jest szczególnie dużo wśród pedagogów, którzy cel swojego życia widzą w tym, aby innym zadać tyle obowiązków do wykonania, ile się da. Przynajmniej tak było onegdaj.

Gdy zacząłem z kolei zastanawiać się nad stanem kapłańskim, to zaczęło mi się wydawać, że oni wiedzą coś, czego my nie wiemy. Po pierwsze nie nazywają swoich czynności pracą, a posługą. Po drugie robią wszystko, aby ta posługa przypominała normalną pracę jak najmniej. Może oni po prostu czytali Pismo Święte i wiedzą, co jest grane?

Patrzę na cały problem być może naiwnie, ale wydaje mi się, że gdybym kogoś ukarał, a ten ktoś zacząłby się z tej kary radować, to miałbym dylemat, bo albo ja nie umiem karać, albo ukarani bezczelnie robią mnie w jajo i udają na potęgę. Zdaje się, że Jezus chciał trochę zasugerować ludziom, żeby się tak bardzo pracą nie podniecali, bo niby co miały znaczyć te wzmianki o ptaszętach niebieskich i liliach polnych? Jako lekki paranoik wyczuwam w tym drugie dno: jak tata się zorientuje, że nic sobie z tej kary nie robicie, a nawet ją polubiliście, to może sięgnąć po inne, a trochę tego w zanadrzu ma.

Świadomość, że praca jest karą, nie jest wypowiadana głośno, ale chyba odczuwana podświadomie, bo ludzie, a zwłaszcza biznesmeni rodzimego chowu, dostają piany na ustach, gdy mówią o bezrobotnych, co to żyją z zasiłku i nie chce im się pracować. Ja też bym się denerwował leżąc przywiązany do koła tortur i patrząc na przechadzających się beztrosko spacerowiczów.

Oczywiście ekonomiści mają coś do powiedzenia. Zawsze mają. Praca jest źródłem bogactwa narodów – ich sztandarowy tekst. Ja bym to jednak rozwinął następująco: „Praca jest źródłem materialnego bogactwa narodów i duchowego ubóstwa jednostek”, co chyba bardziej odpowiada rzeczywistości. Czy osoba, która jest ideałem obywatela według obecnych wzorców, czyli na przykład facet, który haruje dwadzieścia godzin na dobę, tak że przychodząc do domu nie czuje ani rąk, ani nóg, ani czasem rogów, jest jednocześnie ideałem człowieka? Ja takiego zachowania oczekiwałbym od dobrze zaprojektowanej maszyny. Niestety, człowieczeństwo nie jest kategorią ekonomiczną, a więc nie ma znaczenia.

Dlatego proponowałbym powrót do korzeni chrześcijaństwa. Nie udawać, że praca nas cieszy, myśleć jak najgorzej o Adamie i unikać tej kary jak każdej innej. Będzie to miłe Bogu, bo ostatnio ma coraz mniej dowodów na to, że traktuje się Go poważnie.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Jak dla mnie cała rzecz jest wzięta od drugiej strony. To fakt, że TRZEBA pracować jest karą, nie sama praca. Jej brak nie jest unikaniem kary, lecz pogarszaniem jej sobie. Więc wspomniane sąsiadki, mówiąc wspomnianą w tekście metaforą, powiedziały "Dzięki Bogu załapał się na prace społeczne, bo już mieli go chłostać".

Zaś co do kapłanów, to w założeniu mieli oni wyzbyć się wszystkiego co jest "ich" czyli samych siebie też. żyć tylko dla i z Pismem, dla innych. Po pracy człowiek jest sobą, sama praca nie musi go definiować, zaś posługa kapłańska, znów w założeniu, nie ma końca i jest nieustanna. Dlatego to nie praca. I dlatego lepiej się zastanawiać, czemu policjant/lekarz itd. są uznawane za 'prace".

A co do "zła" pracy... Wiele osób nienawidzi swoich, dlatego, że dali się złapać w wyścig. W ciągłe wmawianie ludziom, że muszą mieć 'stanowisko", mieć 'prestiż". Idą do nielubianej pracy, bo będzie może z tego kasa. Kij z tym, że będą chcieli zabić się każdego ranka. Polecam do przemyślenia: http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/20...1378559268 .
Nie wszyscy nienawidzą swojej pracy. I nie muszą. Nie sama praca jest karą, bo możemy ją sobie wybrać. Karą jest, że musimy.
Odpowiedz
#3
Pogląd, że praca jest karą, to jeden wielki absurd. A już szczytem bezczelności jest twierdzenie, że tak zapisano w Biblii.

Praca jest darem bożym.
Powołałeś się na werset z księgi Genesis (Rodzaju; 1 Mojżeszowa), że człowiek będzie pracował w pocie i trudzie. Mowa o tym w 17-tym wersecie trzeciego rozdziału, ale wcześniej, w wersecie 15-tym drugiego rozdziału jest napisane:
"I wziął Pan Bóg człowieka i osadził go w ogrodzie Eden, aby go uprawiał i strzegł" (BW)
Zanim człowiek zgrzeszył, otrzymał pracę, która nie sprawiała mu bólu i trosk. Sytuacja się jednak zmieniła, gdy Adam i Ewa odmówili posłuszeństwa Bogu i zostali wypędzeni z Raju. Pozbawieni boskiego błogosławieństwa pracowali, ale ich wysiłki przynosiły marne skutki – ziemia rodziła ciernie i osty (Rodz. 3:18). Nie oznacza to, że praca sama w sobie stała się karą. Praca, którą Adam powinien uszlachetniać wzniosły cel — pozyskiwanie uznania Stwórcy — przeobraziła się w żmudny trud, podyktowany koniecznością zdobywania chleba.
Król Salomon, który zastanawiał się nad sensem życia, stwierdził:
"(...) a także to, by każdy człowiek jadł i pił, i widział dobro za cały swój trud. Jest to dar Boży." (Kaznodziei 3:13).
Czyż nie odczuwamy przyjemności, gdy coś zrobimy i widzimy wspaniały efekt naszej pracy? Z drugiej strony Biblia potępia lenistwo:
"Idź do mrówki, leniwcze; przyjrzyj się jej drogom i stań się mądry" (Przysłów 6:6).
Apostoł Paweł nie chciał być ciężarem dla innych i żyć na cudzy koszt:
"(...) a ponieważ uprawiał ten sam zawód, zatrzymał się w ich domu; i pracowali, bo byli z zawodu wytwórcami namiotów" (Dzieje Ap. 18:3).
Dlatego mógł z czystym sumieniem napisać:
"Bo też gdyśmy u was byli, tak wam nakazywaliśmy: „Jeżeli ktoś nie chce pracować, niech również nie je”." (2 Tesaloniczan 3:10).
Księża powinni się więc poważnie zastanowić, czy podążają za biblijnym przykładem apostoła Pawła, i może w końcu zaczną pracować na własne utrzymanie!
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#4
Tekst znakomity. Zawsze mam coś do powiedzenia, a tym razem mnie zatkało – pozytywnie. Z samą pracą to jest rzeczywiście wielki i ciekawy problem. Pomijam Biblię i zawarte w niej mnóstwo sprzeczności, między innymi dotyczących zjawiska pracy. Od strony idealnej, czyli tak jak powinno być, praca ma być twórczą samorealizacją człowieka i wyrazem jego zaangażowania w życie wspólnoty, grupy społecznej (np szewc robiący wspaniałe buty dla całej swojej wioski). Jak to się ma do przeciętnego polskiego pracownika, choćby tej pani przy kasie w Biedronce, to już inna sprawa. Tłum zebrany w ostatnich dniach w Warszawie przed siedzibą rządu też miałby w tej materii duuuużo do powiedzenia – i wiele zostało tam powiedziane.
Odpowiedz
#5
(17-09-2013, 23:27)drabina napisał(a): Pomijam Biblię i zawarte w niej mnóstwo sprzeczności, między innymi dotyczących zjawiska pracy.
Wypraszam sobie – podaj konkretne przykłady.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
Wybacz, ale chyba nie traktujesz poważnie zbioru starożytnych bajek pustynnego ludu, bo to znaczyłoby, że uważasz za prawdę np to, że stworzył Bóg cały wszechświat w sześć dni, zaczynając od nieba i ziemi, światła i ciemności (stworzonych podobno w pierwszym dniu) podczas gdy Słońce, Księżyc i gwiazdy "zawiesił" dobry Bóg na nieboskłonie dopiero w czwartym dniu stworzenia. Pytanie – jak bez wschodu i zachodu Słońca nad Ziemią policzył Bóg te pierwsze trzy dni?
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Po pierwsze, zapewne tak, traktuje na serio. Są na świecie ludzie wierzący w dosłowność albo niemal dosłowność Biblii.
Po drugie, nawet jeśli wyznaje się tylko Nowy Testament, i rozumie wiele tekstów jako metafory, mówienie "nie traktujesz poważnie zbioru starożytnych bajek pustynnego ludu,' jest dziecinne i chamskie. Uszanuj inne wyznania.
Po trzecie, Stu mówił o cytuję "mnóstwo sprzeczności". SPRZECZNOŚCI. Nie niedopowiedzeń, błędów logicznych czy tak dalej. Sprzeczności. W tym co podałeś nie ma sprzeczności.
Odpowiedz
#8
Odpowiedź do: drabina
To że czegoś nie rozumiesz, nie oznacza, że jest kłamstwem.
Poza tym kłania się nieznajomość treści Biblii. Bóg stworzył Słońce, gwiazdy i Księżyc pierwszego „dnia” (Rodzaju 1:3-5). Jednak dopiero w czwartym „dniu” atmosfera oczyściła się do tego stopnia, że „w przestworzu niebios” pojawiły się źródła światła (Rodzaju 1:14-16). Innymi słowy, Słońce i Księżyc stały się widoczne z Ziemi. Wszystko to działo się stopniowo.
Niektórzy uczeni zwrócili uwagę na kolejność zdarzeń opisanych w Księdze Rodzaju. Na przykład znany geolog Wallace Pratt oświadczył: „Gdyby mnie, jako geologa, poproszono o krótkie przedstawienie prostym ludom pasterskim — takim jak plemiona, do których była skierowana Księga Rodzaju — naszych współczesnych poglądów na powstanie Ziemi i rozwój życia na niej, nie mógłbym zrobić nic lepszego, jak tylko przytoczyć w możliwie dosłownym brzmieniu treść pierwszego rozdziału Księgi Rodzaju”. Geolog ten wspomniał też, że przedstawione w niej następstwo zdarzeń — od powstania oceanów i wyłonienia się lądów aż do pojawienia się zwierząt wodnych, ptaków i ssaków — w zasadzie odpowiada kolejności podstawowych okresów geologicznych.

Ile trwały dni stwarzania?
A co powiedzieć o długości dni stwarzania? Czy były to literalne doby? Niektórzy powołują się na fakt, że Mojżesz, pisarz Księgi Rodzaju, powiązał później dzień odpoczynku następujący po sześciu dniach stwarzania z cotygodniowym sabatem (Wyjścia 20:11). Ich zdaniem musiało więc chodzić o okresy 24-godzinne. Ale czy tekst Księgi Rodzaju naprawdę uzasadnia taki wniosek?
Absolutnie nie. Hebrajski wyraz tłumaczony na „dzień” może oznaczać różne odcinki czasu, nie tylko 24-godzinne. Na przykład Mojżesz, podsumowując relację o sześciu dniach stwarzania, określił je mianem jednego dnia (Rodzaju 2:4). Poza tym w pierwszym dniu „Bóg zaczął nazywać światło Dniem, ciemność zaś nazwał Nocą” (Rodzaju 1:5). W tym wypadku słowo „dzień” odnosi się jedynie do części zwykłej doby. Pismo Święte z całą pewnością nie daje podstaw do twierdzenia, że każdy z dni stwarzania obejmował literalne 24 godziny.
Biblijny opis sześciu kolejnych dni stwarzania kończy się słowami: „I nastał wieczór, i nastał ranek — dzień pierwszy [drugi, trzeci, czwarty, piąty i szósty]” (Rdz 1:5, 8, 13, 19, 23, 31). Ale siódmy dzień nie został jednak tak samo podsumowany, co świadczy o tym, iż ów okres, w którym Bóg odpoczywa od dzieł stwórczych w odniesieniu do Ziemi, wówczas się nie zakończył. W Hebrajczyków 4:1-10 apostoł Paweł wskazał, że Boży dzień odpoczynku trwał jeszcze w jego czasach, a było to ponad 4000 lat po rozpoczęciu się owego siódmego dnia. Jak stąd wynika, każdy z dni stwarzania, czyli okresów działalności stwórczej, trwał co najmniej tysiące lat. W dziele A Religious Encyclopædia (red. P. Schaff, 1894, t. I, s. 613) powiedziano: „Dni stwarzania były okresami, fazami procesu twórczego, a nie dobami 24-godzinnymi”.
Jak długo więc trwały te dni? Biblia nie mówi o tym wprost, ale sformułowania użyte w pierwszych dwóch rozdziałach Księgi Rodzaju wskazują na bardzo długie okresy.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#9
To kwestia definicji. Mity Starego Testamentu sprzeczne są z logiką i zdrowym rozsądkiem ,z osiągnięciami nauki i doświadczeniami życia codziennego .Widział ktoś gadającego węża ? Gdzie w Biblii wspomniano coś o Big Bangu ? Rozważanie długości "dnia" w kategoriach innych niż jeden obrót planety wokół własnej osi ,to dopisywanie do Biblii treści jakich w niej nie ma.I jeśli w Genezis jest napisane ,że w czwartym "dniu" stworzenia zawiesił Bóg na nieboskłonie dwa wielkie światła (Słońce i Księżyc...) ,to próby interpretacji tego faktu inaczej niż jest napisane ,jest już sprzeczny z biblijnym zapisem . Ale mniejsza z tym , bajki Starego Testamentu nie są warte szczególnej uwagi ,choćby ze względu na fakt ,że stary Jehowa występuje tam jako okrutny satrapa ,masowy ludobójca i eksterminator świata ludzkiego (niewinne dzieci ,kobiety w ciąży itp. ) , zwierzęcego i roślinnego ,który w pewnym momencie uznał stworzony świat ,za eksperyment z gruntu nieudany . Zresztą świat po potopie też pozostawia wiele do życzenia,też niezbyt udał się temu majsterklepce .Spójrzmy więc na parę szczegółów w Nowym Testamencie . Ewidentnie sprzeczne ze soba są rodowody Jezusa podane przez Łukasza i Mateusza , w każdym z nich ma już różnych dziadków (ojców Józefa – Hele ,albo Jakub ? ) ,potem nic już się nie zgadza ,pomijam fakt ,ze Józef był przecież ojczymem ,nie zaś ojcem Jezusa ,co czyni watpliwym pochodzenie Jezusa z "rodu dawidowego" .Który więc ewangelista się mylił ? Może obaj ? Czyż nie jest to ewidentna sprzeczność ? Może jeszcze parę innych drobiazgów ? U synoptyków Jezus powołuje pierwszych uczniów po uwięzieniu Chrzciciela , u Jana – przed tym zdarzeniem (sprzeczność ) . U synoptyków powołuje ich w Galilei , u Jana – w Judei ( sprzeczność) . U synoptyków spotyka ich nad jeziorem Genezaret ,gdy łowią ryby, u Jana – jako uczniów Jana Chrzciciela (sprzeczność) . U synoptyków Jezus wybiera najpierw Piotra i Andrzeja , u Jana – wpierw kogoś nie nazwanego oraz Andrzeja ,potem zaś Piotra.W czwartej ewangelii nie znajdujemy – czego doszukują się w niej niektórzy teologowie ,chcący sharmonizować ewangelie- informacji o tym ,że dopiero drugie spotkanie z Jezusem doprowadziło do ostatecznego przyłączenia się doń uczniów .A przecież ich opowiedziane przez synoptyków natychmiastowe podporządkowanie się, stanowi puentę owej opowieści. Według Marka ,wystąpienia publiczne Jezusa rozpoczynają się po uwięzieniu Jana Chrzciciela przez Heroda. W ewangelii Jana Jezus przez pewien czas współdziała z Chrzcicielem (sprzeczność) . Wydarzenia tak spektakularne ,jak usunięcie handlarzy ze świątyni,które u Mateusza i Łukasza przypada na pierwszy ,u Marka zaś na drugi dzień po przybyciu Jezusa do Jerozolimy, i u wszystkich synoptyków pod koniec jego działalności publicznej , u Jana przypada na jej początek (sprzeczność) . W przeciwieństwie do synoptyków Jan każe swojemu Chrystusowi wypędzić ze świątyni również owce i woły. Ale w świątyni w ogóle nie sprzedawano bydła ,tylko gołębie !
Jan nie jest zgodny z synoptykami nawet co do daty ukrzyżowania. U tamtych Jezus umiera 15 dnia nisanu, w przeddzień spożywszy razem z uczniami uroczystą wieczerzę z okazji święta Pesach. W ewangelii Jana zostaje on ukrzyżowany 14 dnia nisanu ,jeszcze przed świętem Pesach (sprzeczność) ... itd. niewielka to część ,sprzeczności zawartych w Biblii ,sprowokowałeś mnie do bardziej szczegółowej wypowiedzi.To tylko niewielka część biblijnych "kwiatków" ,ale daje dobry obraz charakteru tej "natchnionej przez Ducha Św. " książeczki . Trzeba Himalajów ekwilibrystyki intelektualnej,by jakoś nie odczuwać tych ewidentnych sprzecznośći ,i tłumaczyć ja samemu sobie ,by własną wiarę jakoś obronić ,wbrew rozumowi i faktom....
Odpowiedz
#10
Drabina, aż słabo mi się robi jak Cię czytam, chociaż nie jestem ani katoliczką, anii wyznawczynią innych religii, które oparte są na Biblii. Nie wszystko, co jest napisane w Biblii powinno być dosłownie odbierane. Ów wąż może być jakąkolwiek pokusą. Jeśli masz dziecko i chcesz mu przekazać, że kłamanie jest złe, używasz do tego bajki o chłopcu i wilku, tak? (na przykład) Tak samo jest z Biblią. Lud, do którego była ona kierowana to lud ubogi. Ubogi w wiedzę. Nie było technologii, nie było wielkich teorii, nie było powszechnego szkolnictwa. Ci ludzie byli traktowani jako te dzieci, które błądzą i w sposób prosty trzeba im niektóre rzeczy wyjaśnić. Nie poruszę tego, czy Bóg jako taki istnieje – dla mnie jest to aktualnie bez różnicy. Uważam jednak, że Biblia to fajna rzecz, która zawiera mnóstwo (może nie zawsze się z nią zgadzam) dobrych wytycznych dla człowieka.
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości