Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Obyczajowe Leśniczy (opowiadanie)
#1
„Leśniczy”

Śnieg mienił się blaskiem promieni słonecznych niczym miliony kryształów ułożonych na podłodze obok siebie. Drzewa pokryte śnieżnobiałym puchem wyglądają jak świeżo ulepione ogromne bałwanki, w których znajdują się iskrzące żarówki. Spadające gwiazdki unoszą się lekko w powietrzu, a pod wpływem ciepła ciała znikają jak marzenie. Biały puch zdradza obecność zwierząt, szukających pożywienia dla siebie i swojej rodziny. W oddali słychać chrupanie, jakby ktoś stąpał wzdłuż alei z krystalicznego szkła.
Zza drzew wyłoniła się postać wysokiego mężczyzny. Niósł na plecach pokaźny worek. Jego twarz naznaczona była cierpieniem. Oliwkowa czapka z daszkiem przykrywała bujną czuprynę ciemnych włosów. Gruba kurtka, również w kolorze oliwki, okrywała go szczelnie, zapięta pod szyję. Jasne oczy przyjaźnie spoglądały na siedzącego obok małego kundelka.
Kim był ten mężczyzna? To Adam Mierzwa, leśniczy. To człowiek, który ma wielkie serce, skrywające bolesną tajemnicę.
Kiedyś, przed laty, gdy był jeszcze młody, zmarła mu żona. To ona znalazła bezbronnego psiaka w rzece, a teraz żyje w lepszym świecie, w którym nie ma bólu i cierpienia.
Kundel dostał imię Funcik. Tylko on został leśniczemu. Stał się jego wiernym przyjacielem.
Dni mijały im szybko, wypełnione ciężką pracą i bezgraniczną przyjaźnią. Gdzie Adam się ruszył, tam za nim szedł pies. Wybierali się wspólnie na długie spacery po lesie. Pies, zawsze czujny, wszystko potrafił wywęszyć. Leśniczy zawsze go wtedy chwalił i był dumny, że ma tak mądrego psa.
Mężczyzna podniósł się z westchnieniem, zarzucił worek na plecy i ruszył w las, do leśniczówki, w której mieszkał. Był to domek bardzo ubogi, ale pięknie wykonany. Murowana konstrukcja otoczona była płotem. Na tyłach stała drewniana buda dla Funcika.
Kiedyś ludzie zjeżdżali się tu, było gwarno i wesoło. Teraz Adam mieszkał sam (nie licząc kundelka) w środku tętniącego życiem lasu. Czasem tylko sprowadzał do niej jakieś ranne zwierzę, czy zagubionego wędrowca.
Wraz z Funcikiem leśniczy wszedł do bardzo dobrze mu znanego wnętrza leśnego domu. Rzucił worek na stół i usiadł na kanapie. Spojrzał na zdjęcie Eryki, swojej żony. Łza spłynęła mu po policzku. Dlaczego musiała odejść w tak młodym wieku? Tego nie wiedział. Był przekonany, że tak musiało być, że tak chciał Bóg. Wmawiał sobie, że jej świeczka się wypaliła, nadszedł jej czas. Ale dlaczego tak wcześnie?! Chwilami nawet obwiniał się za śmierć ukochanej, co było czystym absurdem. Eryka zmarła w skutek zarazy, nie miał na to wpływu. Wciąż to sobie powtarzał.
A jednak czasem dręczyła go myśl, że gdyby wtedy nie wyjechał, Eryka by żyła. Zabrałby ją do lekarza, zadbałby o odpowiednią opiekę, by doszła do zdrowia.
Odstawił fotografię na miejsce i wyjął z worka kosz owoców. Wsypał je na miskę, a chrust, który również spoczywał w worku, wrzucił do pieca. Będzie przynajmniej ciepło. I będzie można się ogrzać lub coś ugotować.
I tak też zrobił. Zagotował wodę na herbatę, a do tego odgrzał zupę z puszki. Jak dobrze mieć znajomego sklepikarza, który zawsze coś dla ciebie ma.
Ów sklepikarz, pan Mikosz, co miesiąc przyjeżdżał do leśniczówki z zapasem żywności dla Adama. Mówił wtedy:
– Tu masz jadła na miesiąc cały, byś do miasta nie musiał spieszyć. Gdy ten czas minie, znów przybędę z zapasami.
Tak mówił za każdym razem. A miał wyjątkowo kwiecisty styl wypowiadania się. On jedyny zapuszczał się w las, by spotkać się z leśniczym. Zawsze miał dla niego dobre słowo.
Pewnego dnia, gdy sklepikarz jak co miesiąc pojawił się w leśniczówce, zastał Adama bardzo chorego.
– Oh, Adamie, mój biedaku. Wezwać medyka?
– Nie trzeba mi lekarza. Samo przejdzie.
Adam nawet nie wiedział, w jakim był błędzie. Nie wiedział, że jego dni już się kończą. Pan Mikosz postawił na swoim i po godzinie wrócił z lekarzem. Doktor Pietrucha, bardzo ceniony, zbadał chorego i postawił diagnozę, która zabrzmiała jak wyrok dla prostego człowieka, jakim był powszechnie lubiany leśniczy.
– Niestety, drogi panie Adamie, ale mam dla pana złą wiadomość. Jest pan bardzo, ale to bardzo poważnie chory. Nieuleczalnie.
– Co? Jak to?
– Tak, panie Adamie. Bardzo mi przykro, ale w obliczu pańskiej dolegliwości dzisiejsza medycyna jest bezsilna. A jak to się stało, że pan zachorował?
– Przeprawiałem się przez rzekę. Brzeg się załamał i wpadłem do lodowatej wody. Cudem się wydostałem i doczołgałem do domu. Wtedy mój wierny Funcik zniknął.
– Przybiegł po mnie, mimo, że i tak miałem się do ciebie wybrać
– Doprawdy panie Mikosz? – dziwił się sklepikarz – Niemożliwe. Funcik był również u mnie, ale zignorowałem go. Dopiero zdałem sobie sprawę z tego, że źle zrobiłem, gdy pan Florian po mnie przybiegł. Czy pański pies, panie leśniczy, wył po nocach?
– Ostatnio zaczął. Czy to zła wróżba?
Na to pytanie odpowiedział sklepikarz:
– Tak. Oznacza to, że wkrótce przyjdzie po szanownego leśniczego śmierć niechybna.
Po tych słowach obaj panowie wyszli. Sklepikarz zostawił rzecz jasna zapas jedzenia. Ale czy to się Adamowi przyda? Szczerze w to wątpił.
Pies nadal wył co noc. Biednego, poczciwego leśniczego trawiła gorączka. Zlany potem cierpiał męki piekielne. A wycie nie ostawało. Za dnia zaś przychodzili lekarz Pietrucha i pan Florian.
Następnego dnia, gdy lekarz, tym razem bez sklepikarza, bo ten miał za dużo pracy w sklepie, znów przyszedł sprawdzić co z chorym, zastał go martwego. Spokój malował się twarzy leśniczego. Oczy pozostawały bez wyrazu.
Pies wiernie leżał przy łóżku skomląc cicho.
Lekarz zabrał ciało do miasta, by uzgodnić datę pogrzebu i by pielęgnować zwyczaj trzech dni czuwania przy zmarłym.
Ciało leśniczego przeniesiono do kaplicy, a pogrzeb miał odbyć się trzy dni od daty śmierci. I tak też się stało. Pogrzeb pana Adama Mierzwy zgromadził całą parafię i nie tylko. Drewniany kościół wypchany był po brzegi wiernymi, którzy przyszli uczcić pamięć tego prawego człowieka o gołębim sercu.
Po pogrzebie, gdy zgromadzenie się rozeszło, Funcik przybiegł na cmentarz. Położył się przy grobie swojego pana, skomląc. Chciał w ten psi sposób wyrazić swój smutek i przywiązanie.
Ludzie, idąc do sklepu mijali cmentarz. Widzieli też wiernego psa, który był już tam od wielu dni. Czuwał przy grobie swojego przyjaciela. Pomimo nawoływań i częstowania smakołykami (a od dłuższego czasu nic nie jadł ani nie pił) nie opuścił posterunku. W końcu głowa Funcika opadła, oczy zgasły. Teraz mógł być na zawsze ze swoim właścicielem. Pochowano go obok grobu leśniczego.
Ilekroć ktoś odwiedzał ten grób, wiedział jaka między człowiekiem i psem nawiązała się przyjaźń, złączona nierozerwalną nicią wiecznego oddania.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Ja już się wypowiadałam gdzie indziej na temat tego tekstu. Dla mnie trochę z bajkowy i temat dość oklepany. dodatkowo nie do końca wyszła Ci realizacja. Nie przemówiło to do mnie.
Odpowiedz
#3
Ooo, jakie to ładne :D Cała historia mnie urzekła, może prosta i oklepana, ale ma w sobie tą iskierkę. Wyczuwam dobry styl na horyzoncie, jeżeli tego nie popsujesz, możesz całkiem porządnie pisać. Budujesz rozbudowane zdania, w których nie gubisz się. Twoje opisy są plastyczne, kolorowe.
Na co musisz zwrócić uwagę? Koniecznie na przekaz emocji. Wiele osób ma z tym problem w opowiadaniach, a jest to kluczową sprawą, jeżeli piszesz coś poważniejszego. Kiedy przedstawili leśniczemu, że umiera, równie dobrze, mogli powiedzieć, że podano obiad. Pisz, rozwijaj się, a może się okazać, że masz w sobie potencjał i talent. ;)
Odpowiedz
#4
Dziękuję,Souri za komentarz i za to, że przebrnąłeś przez ten tekst. :)

Poprawiłam, dodałam akapity.
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
#5
van Tesse napisał(a):Adam nawet nie wiedział, w jaki (w jakim) był błędzie.
Cytat:(tu zabrakło znacznika akapitu) – Tak, panie Adamie.
Cytat:Spokój malował się (na) twarzy leśniczego. Oczy pozostawały bez wyrazu.
(tu zabrakło znacznika akapitu) Pies wiernie leżał przy łóżku skomląc cicho.
Cytat:Drewniany kościół wypchany był po brzegi wiernymi, który (którzy) przyszli uczcić pamięć tego prawego człowieka o gołębim sercu.

Historia przypomina psa Bobby'ego z Edynburga, który 14 lat czuwał przy grobie swego pana (postawiono mu pomnik) – http://pl.wikipedia.org/wiki/Greyfriars_Bobby .
Szkoda, że nie napisałaś, na co zmarł leśniczy.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#6
Dziękuję za wskazanie błędów. poprawione.. :)
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
Reklama AdSense
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości