Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Obyczajowe Opowiadanie detektywistyczne bez jakiegokolwiek tytułu
#1
Kilka słów wyjaśnienia: wstawiłam to, albowiem chciałabym się dowiedzieć, czy jest jakikolwiek sens, by dalej to kontynuować. Jest to napisane z humorem (chyba). Jeżeli nie odczujecie przy tym rozbawienia, to znaczy, że nie osiągnęłam zamierzonego celu... Enjoy! xD
–-–-–-–-
El – uosobienie wynaturzenia intelektualnego, z lekka nie rozumiana przez społeczeństwo, szczera do takiego stopnia, że nawet Chuck Norris poczułby się urażony.

Marco – gorący chłopak, rozmiękczający kolana nawet najpewniej stąpającym po ziemi dziewczętom.

Riley – komputerowiec z manią prześladowczą, podejrzewający każdego o najmniejszą zbrodnię. Gdy ginie długopis, wszyscy są za to odpowiedzialni. Na boku zajmuje się malowaniem, jednak nie chce, by o tym inni wiedzieli, chociaż i tak wszyscy już o tym trąbią na lewo i prawo.

Anne – cicha drobinka, zamknięta we własnym świecie, nie słuchająca praktycznie nikogo, nie interesująca się niczym poza myśleniem o niebieskich migdałach.

Kate – ja, we własnej osobie, narratorka.


Nuda pobudza myślenie po to, by jak najszybciej się z niej wydostać – jak to powiedział kiedyś mój tata. Oj, burza mózgów była, i to nie mała. Siedzieliśmy wszyscy w domu Marco, a dokładniej w salonie, rzucając co jakiś czas coraz to durniejsze i nieprzemyślane pomysły na zajęcie się rzeczą, która absolutnie nie byłaby siedzeniem i rzucaniem pomysłów bez uprzedniego pomyślenia nad nimi.
– Zróbmy napad na bank – mruknął zdegustowanym głosem Riley.
– Musiałbyś mieć odwagę, by być zdolny do czegoś takiego – odparła El, uderzając czołem w blat drewnianego stołu.
Riley obrzucił ją nienawistnym spojrzeniem, które wyraźnie wskazywało na to, iż jej komentarz zupełnie nie przypadł mu do gustu. Przeniosłam wzrok na Anne. Siedziała na kanapie, obejmując kolana i nucąc coś pod nosem. Przyglądałam się jej z wielkim podziwem, bowiem odkąd ją poznałam intrygowała mnie swoją osobą coraz bardziej. Ucieleśnienie stoickiego spokoju. Zawsze na wszystko reagowała tak samo. No, ja bym tak nie mogła.
– Słuchajcie. Pogoda jest do chrzanu, bo cały czas leje, nam mózgi zaraz wyparują uszami od myślenia nad przerwaniem nudy, a co poniektórzy w ogóle nad tym nie kontemplują, wpatrując się bezmyślnie przed siebie, jak cielę w malowane wrota. – Na ostatnie stwierdzenie, El zerknęła na Marco.
– I co w związku z tym? – spytał, usadawiając się na parapecie.
– Trochę spontaniczności by się tu przydało – odparła, podpierając głowę na rękach. – Wyjdźmy na zewnątrz i pobawmy się w pogan. Albo jeszcze inaczej, wrzućmy Marco do kałuży, bo może wtedy okaże się, że jednak w jego mózgu nadal istnieją szare komórki.
– To mnie zabolało – rzekł smutno Hiszpan, dotykając miejsca na klatce piersiowej, w którym powinno znajdować się serce.
– Może nieco krytyki ci pomoże, bo nie wiem co sprawiło, iż twe szare komórki stały się powsinogami, i na pewno nie chcę się dowiedzieć.
– Ja za to nie mam pojęcia, gdzie podziało się twoje sumienie. Chyba miało dość przebywania w ciele, w którym ego jest tak wielkie, że zajmuje trzy czwarte powierzchni.
I tak oto poczęli docinać sobie tekstami dotyczącymi ciała człowieka. Postanowiłam przerwać tę jakże fascynującą dyskusję:
– Komu herbaty?
Spojrzeli na mnie z oburzeniem, ale Riley od razu się ożywił.
– Ja poproszę! Z cytryną i jedną łyżeczką cukru, dobrze? – Pokazał swoje śliczne, białe ząbki.
– Nie ma sprawy. Ktoś jeszcze?
Reszta pokręciła przecząco głowami, tak więc dźwignęłam się z sofy i poszłam do kuchni. Okazało się, że znalezienie tu czegokolwiek nie było takie proste, jakby się mogło na początku wydawać. Istna Somora i Gomora, wszystko na wszystkim.
– W głębi szafki! – krzyknął Marco, gdy ja gimnastykowałam się by wyciągnąć cukier z najniższej półki.
– Warto wiedzieć! – odkrzyknęłam, całkowicie zirytowana tym bałaganem.
Mając przygotowane wszystkie składniki na blacie, zaczęłam parzyć herbatę. Nie wiedziałam, że robienie jej może sprawić aż tyle kłopotów. Cytryna i jedna łyżeczka cukru. Ha! Dobrze zapamiętałam! A co ja chciałam? No, tak. Owocową herbatę. I tu był problem… Za cholerę nie wiedziałam, gdzie w tym rozgardiaszu można znaleźć owocową herbatę! Załamana do granic możliwości, zrobiłam sobie zwykłą, bez cukru jak zawsze. Z głębokim westchnieniem powróciłam do salonu, po czym postawiłam przed Riley’ em jego kubek, a sama usiadłam na podłodze.
– I jak, połapałaś się? – zapytał Marco, zeskakując z parapetu.
– Nie – burknęłam, biorąc łyk gorącego napoju. – Ledwie odnalazłam cytryny i cukier, a herbata to już była tak zakopana, że szkoda gadać.
– Tia, muszę w końcu porządek zrobić… – odparł, drapiąc się po głowie. – Dobra, może pomyślimy o tym projekcie, co? Skoro już niczego innego na zabicie nudy nie wymyślimy…
– Brawo! – wykrzyknęła El, podrywając się z miejsca, zaczęła klaskać. – Geniuszu! W końcu rzuciłeś jakiś pomysł! Moje gratulacje!
– Ale po co ten sarkazm… – zastanowił się na głos Riley, odstawiając pusty kubek z powrotem na stół. – W sumie, to nie jest taki zły pomysł. Wprawdzie mamy jeszcze sporo czasu, bo trzy tygodnie, ale im wcześniej tym lepiej, prawda?
Spojrzał po wszystkich, oczekując aprobaty. Pokiwałam głową.
– Rzeczywiście… Trzeba by było się już tym zająć, póki czas mamy – potwierdziłam.
– Ale teraz od czego zacząć? – spytała El, zakładając nogę na nogę. – Projekt ma być o stereotypach dotyczących innych krajów. Nauczyciel powiedział, by zrobić go jak najbardziej ciekawym. Skoro jest nas piątka… Albo i czwórka, podzielmy się na zadania. Można zrobić ogromny plakat, wyznaczyć osobę do debaty i do napisania o tym artykułu. Chłopaki mogą zająć się prezentacją multimedialną. Oczywiście zakładam, iż reszta debaty ani artykułu mieć nie będzie, są zbyt przygłupi, by wyrażać swoje zdanie na forum klasy i to w taki sposób, by uszy nie bolały. Tak więc mamy jakieś szanse na dostanie najwyższej oceny, jednak musimy się do tego przyłożyć. Proponuję, by spotykać się co dwa dni… Nie, nie u Marco, bo u niego syf to chleb powszechni… Kate?
Zastanowiłam się. Ostatecznie, jakby się uprzeć, można by upchnąć co nieco do szafy, odkurzyć dywan i byłoby dobrze. Gdyby nie to, że straszny ze mnie leń i sprzątać mi się nie chce, w moim domu jako tako dałoby się wytrzymać. Mogę się bez bicia przyznać, że warunki są bardzo podobne do tych panujących w mieszkaniu Marco. Chociaż ja w kuchni mam przynajmniej wszystko poukładane.
– Nie wiem, El… Nie polecam. Ale zaraz! Czy aby nie Riley ma w domu porządek? No i sprzęt, dzięki któremu moglibyśmy tę prezentację zrobić. – Posłałam uśmiech artyście.
– Hmm… No, tak. Masz rację, rzeczywiście posiadam nienagannej jakości sprzęt – przyznał niezwykle skromnie. – No dobrze, niech będzie, ale pod jednym warunkiem. Nie tykać kota. Nie lubi obcych, a ja później nie chcę jeździć do szpitala na ostry dyżur.
Roześmialiśmy się.
Po dwudziestu minutach dyskusji doszliśmy do porozumienia, iż El wystartuje w debacie, ja napiszę artykuł, Anne wraz z Riley’ em zrobią plakat, a Marco pod okiem artysty będzie zajmował się prezentacją. Z tymi postanowieniami rozeszliśmy się do swoich ukochanych domów, albowiem było już dobrze po godzinie policyjnej, a nikt z nas nie chciał mieć awantury z rodzicami.
U mnie na szczęście jest tak, że oni pytają się, gdzie byłam, ja standardowo odpowiadam, iż u kolegi z kolegami, oni na to: „Acha, w porządku, ale wracaj nieco wcześniej”, po czym ja idę do swojego pokoju i siedzę tam, pastwiąc się nad swoimi wypocinami, które można nazwać opowiadaniami. Zwykle opisuję przygody jakie spotkały mnie i moich normalnych przyjaciół. Między innymi, właśnie w ten sposób powstała ta opowieść. Ale zeszliśmy z tematu.
Cóż, sądziłam, że wszystko pójdzie jak po maśle. Właściwie na samym początku i nieco po nim tak było, albowiem miałam już trzy czwarte artykułu, El ćwiczyła przed lustrem swoją przemowę, plakat wymagał tylko niedużych poprawek tu i tam, a prezentacji brakowało jedynie podkładu muzycznego, o który chłopaki cały czas się kłócili.
– Nie! Będzie Skillet! Koniec tematu! – wrzeszczał Riley, podtykając pod nos Marco płytę jego ulubionego zespołu.
– W snach chyba – prychnął Hiszpan. – Podłożymy Iron Maiden. To będzie najlepsze!
I tak oto trwała dyskusja, zresztą bardzo głośna… Nie, nie można było nazwać tego dyskusją, albowiem chłopcy nie dawali żadnych argumentów, by przekonać drugą stronę. To były po prostu wrzaski bez poparcia.
– Dosyć tego! – El starała się ich przekrzyczeć, ale nie było to zbytnio możliwe. Westchnęła poirytowana, ja tylko obserwowałam jak podchodzi do puszki z farbą, której Anne używała, by dokończyć plakat. Od zawsze wiedziałam, że El ma bardzo oryginalne sposoby na uspakajanie rozwścieczonego tłumu, w końcu co dzień musiała się siłować z trzema młodszymi braćmi. Nie zaskoczył mnie więc fakt, iż po chwili farba z puszki znalazła się na głowach chłopaków. Ci dwaj, w wielkim szoku, spojrzeli na nią z nożami w oczach.
– Teraz słuchać – rozkazała władczym tonem El. – Jeśli nie będzie prezentacji, projekt będzie mniej interesujący, a co za tym idzie, ludzie będą zasypiać, gdy nadejdzie nasza kolej. Tak więc ruszcie dupska i wybierzcie ten podkład w ciągu pięciu minut, bo jak nie, sama go wybiorę i na tym się skończy, będziecie zmuszeni do słuchania czegoś, czego szczerze nienawidzicie! Jasne?
Skinęli głowami w tym samym czasie. Po chwili rozległo się żałosne westchnienie i cichutki głosik Anne, przepełniony rezygnacją:
– To znaczy, że muszę nową farbę kupić?
Spojrzała na nich spode łba, jakby miała się za moment rozpłakać.
– Nie, nie musisz. Oni pójdą. – Wyszczerzyła się do chłopców. – Zaszokują społeczeństwo swoimi nowymi fryzurami.
– Sadystka… – mruknął pod nosem Marco, wycierając włosy chusteczką do nosa.
– Nie sadystka. Sadysta to ktoś, kto uwielbia krzywdzić innych, zaś ja staram się was naprostować chłopaki, tak więc robię to dla waszego dobra. A tak w ogóle, to wy jesteście sadystami, kłócąc się od dnia wczorajszego o ten podkład!
Nie zważałam na dalsze słowa El, albowiem musiałam dokończyć artykuł. Sprawę kupienia drugiej farby zostawiłam reszcie.

Trzy dni do prezentacji grup. Z lekka zaczęłam się niepokoić. Dlaczego? Nawet ja nie znam odpowiedzi na to pytanie, co oznacza, że będzie niedobrze.

Sprawdzaliśmy właśnie, jak będzie działała prezentacja naszego autorstwa na szkolnym sprzęcie. Było bardzo… ciekawie. Albo i nie. Przez pierwsze kilka minut laptop nie chciał połączyć się z rzutnikiem, tak więc czekaliśmy na cud w postaci wyświetlenia się obrazu na tablicy. Kiedy to już nastąpiło, pojawił się kolejny problem, a mianowicie taki, że laptop nie mógł wykryć USB, którym posłużył się Riley. Okazało się także, że ktoś zaiwanił mi mój artykuł, nad którym tak długo siedziałam.
– Niech ja go tylko dorwę! Nogi mu z dupy powyrywam! – wrzasnęłam, ogarnięta furią.
– To sabotaż! – wykrzyknął Riley. – Nie chcą, byśmy wystąpili, dlatego ogłupili sprzęt i skradli twój artykuł!
To rzeczywiście mógł być sabotaż… Jednak dziwiło mnie to, jakim cudem któryś z uczniów miał dostęp do laptopa szkolnego? Chyba że akurat któryś z nauczycieli używał sprzętu, zajął się czymś innym, a delikwent zepsuł owy sprzęt. Ale przecież artykuł był tuż obok mnie! Nie mógł sobie ot tak po prostu zniknąć! Ktoś ma zwinne ręce, niech go szlag trafi!
Chodziłam po klasie, zdenerwowana ostatecznie. Jeżeli dowiem się, kto zwinął moje dzieło, lepiej niech ucieka, gdzie pieprz rośnie, bo nie ręczę za siebie!
– To skandaliczne! Prymitywy w tej szkole żyją! – krzyczał Riley, tak samo wnerwiony jak ja.
– Młodzieży, spokojnie! – Nauczyciel od geografii starał się nas przekrzyczeć, na początku udawało mu się, jednak po chwili do wrzasków dołączył się Marco, tak więc zrezygnował z uspokajania nas i przyłączył się do narzekania. – Tak, to skandal! Zaraz porozmawiam z panem dyrektorem, może on tu coś zaradzi!
Po tych słowach nauczyciel wyszedł szybkim i pewnym krokiem, zatrzaskując za sobą drzwi. Staliśmy przez moment w osłupieniu, kontemplując nad jego zachowaniem. Mężczyzna zawsze spokojny i opanowany, a tu nagle zdziwko łapie, bo nagle zachciało mu się buntu! No, takich nauczycieli trzeba częściej spotykać. Na pewno nie ja jedna tak sądziłam, albowiem reszta wesołego stadka zaczęła dyskutować o nauczycielach matematyki, fizyki i chemii. Fakt, że bywają gorsi od nich, ale uczniowie naprawdę mają powody, by nienawidzić tej trójki. Dlaczego? Już wyjaśniam.
Matematyczka uwielbia brać do odpowiedzi. Na każdej lekcji pyta z pięć osób, mówiąc przy tym tak cicho jak Anne, a jako że hałas jest gorszy niż na ulicach Nowego Jorku, pytany musi cały czas prosić o powtórzenie pytania, czego efektem jest zazwyczaj jedynka, albowiem „niedokładnie słucha”. Tak, to jest zdanie nauczycielki. Z kolei pan uczący fizyki tłumaczy wszystko w taki sposób, że za żadne skarby nie da się tego zrozumieć. Nic dziwnego, że większość sprawdzianów świeci kolorem czerwonym od poprawek, wykreśleń i notatek na boku. Chemia? Jaka chemia? Podczas lekcji panuje taki chaos, jakiego nawet w Piekle nie można zobaczyć. Nauczyciel to straszna jąkała, pozwalająca na wszystko, ale potem wstawia uwagi za niestosowne zachowanie. Większość uczniów zaczyna planować już zamach na tę trójkę.
Wracając do tematu…
Geograf zjawił się po kilku minutach wraz z dyrektorem. Starszy pan, po pięćdziesiątce, z wielkimi wąsiskami pod kulfoniastym nosem podszedł do nas i rzekł:
– Wyjaśnijcie mi to.
Wszyscy westchnęliśmy w tym samym czasie. Ja zaczęłam, zaś Riley dokończył całą tę historię, od początku do końca wszystko zostało powiedziane. Kiedy artysta skończył mówić, cała nasza gromadka przeniosła swoje pary oczu na dyrektora, czekając na jego reakcję. Po chwili kontemplacji nad sytuacją, przemówił niskim głosem:
– Rozumiem wszystko całkowicie, postaram się rozwiązać tę sprawę jak najszybciej. Ile czasu macie jeszcze do prezentacji waszego projektu?
– Trzy godziny – odparła bez przekonania El, siadając na ławce. – Wątpię, by którykolwiek z uczniów przyznał się do kradzieży i majstrowania przy szkolnym sprzęcie, proszę pana. Boją się konsekwencji, tchórze jedne. Jednak żadne z nas nie chce tu przynosić swoich rzeczy typu laptop, wie pan już z jakich przyczyn.
Dyrektor westchnął zdegustowany. Postanowiłam pójść w ślady El i usadowiłam się obok niej, lekko zamyślona nad tym, kto mógł być sprawcą…
Meow!
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Zdania są zgrabnie napisane i być może to właśnie zachęcało mnie do dalszego czytania. Mam dosyć pozytywne odczucia co do tego tekstu, ale nie widziałam wiele dobrego humoru (przynajmniej w moim guście).
Jestem ciekawa, jak poprowadzisz dalszą akcję, Mezaara. Życzę weny ;)
EDIT: Zapomniałam wspomnieć, że chyba nadużywasz wyrazu "kontemplować". Tak mi się wydaje :)
– Światło porusza się szybciej od światła.
– Bezwzględnie, pułkowniku Pickering?
– Absolutnie, generale Bingam.
Odpowiedz
#3
(05-06-2013, 21:15)Mezaara napisał(a): – Musiałbyś mieć odwagę, by być zdolny(napisałabym "zdolnym") do czegoś takiego – odparła El, uderzając czołem w blat drewnianego stołu.


Pogoda jest do chrzanu, bo cały czas leje, nam mózgi zaraz wyparują uszami od myślenia nad przerwaniem nudy, a co poniektórzy w ogóle nad tym nie kontemplują("w ogóle tego nie kontemplują". Jeśli "nad tym" to "myślą" albo coś w tym stylu), wpatrując się bezmyślnie przed siebie,(bez przecinka) jak cielę w malowane wrota. – Na ostatnie stwierdzenie,(Może "po ostatnim stwierdzeniu"? Tak by według mnie lepiej brzmiało.) El zerknęła na Marco.


Istna Somora(Sodoma) i Gomora, wszystko na wszystkim.


– W głębi szafki! – krzyknął Marco, gdy ja gimnastykowałam się(postawiłabym przecinek) by wyciągnąć cukier z najniższej półki.


Ostatecznie,(nie stawiałbym przecinka) jakby się uprzeć, można by upchnąć co nieco do szafy, odkurzyć dywan i byłoby dobrze.


– No dobrze, niech będzie, ale pod jednym warunkiem.(postawiłabym dwukropek i dalej z małej litery) Nie tykać kota.


Zwykle opisuję przygody(raczej przecinek.) jakie spotkały mnie i moich normalnych przyjaciół.


Między innymi,(bez przecinka) właśnie w ten sposób powstała ta opowieść.

(...) prezentacji brakowało jedynie podkładu muzycznego, o który chłopaki(pasowałoby mi bardziej "chłopcy", nie przepadam za słowem "chłopaki" :)) cały czas się kłócili.


Westchnęła poirytowana, ja tylko obserwowałam (przecinek)jak podchodzi do puszki z farbą, której Anne używała, by dokończyć plakat.


Ci dwaj, (nie dawałabym przecinka)w wielkim szoku,(nie dawałabym przecinka) spojrzeli na nią z nożami w oczach. ("Noże w oczach" mi nie brzmią :)).


– Nie sadystka. Sadysta to ktoś, kto uwielbia krzywdzić innych, zaś ja staram się was naprostować (przecinek)chłopaki, tak więc robię to dla waszego dobra.


(...) laptop nie mógł wykryć USB, którym posłużył się Riley. Okazało się także, że ktoś zaiwanił mi mój artykuł, nad którym tak długo siedziałam. (Powtórzone "się".)

Jednak dziwiło mnie to, jakim cudem któryś z uczniów miał dostęp do laptopa szkolnego? Chyba że akurat któryś z nauczycieli używał sprzętu, zajął się czymś innym, a delikwent zepsuł owy sprzęt.


Nauczyciel od geografii starał się nas przekrzyczeć, na początku udawało mu się, jednak po chwili do wrzasków dołączył się Marco, tak więc zrezygnował z uspokajania nas i przyłączył się do narzekania. (Powtórzone "się")

Staliśmy przez moment w osłupieniu, kontemplując nad jego zachowaniem.("kontemplując jego zachowanie")


Starszy pan,(bez przecinka) po pięćdziesiątce, z wielkimi wąsiskami pod kulfoniastym nosem(przecinek) podszedł do nas i rzekł:


Po chwili kontemplacji nad sytuacją(lepiej "rozmyślenia nad sytuacją", a jeśli już kontemplacja, to "kontemplowania sytuacji"), przemówił niskim głosem:


Jednak żadne z nas nie chce tu przynosić swoich rzeczy typu laptop, wie pan już(przecinek) z jakich przyczyn.

Dobra, całkiem przyjemny tekst, ale jak na grupę młodych osób wysławiają się oni językiem bardzo literackim. ^^
Roboty nie wyrywają ludziom rąk, gdy tamci robią błędy w opowiadaniach, a Vetbacca – tak ~ Nidrax
Odpowiedz
#4
Skoro Vet już sprawdziła, ja tylko dodam, że nie przepadam za tekstami bez tytułów. Odrzucają mnie.
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
#5
No więc... Nie jestem od szukania błędów (czytając raczej tego nie robię), choć kilka z nich znalazłem (a przynajmniej tak mi się wydaje, bo mogę się mylić), ale są raczej małe. Opowiadanie mnie zaciekawiło. Ciekaw jestem, kto był tym "zbrodniarzem" ;). Powodzenia w dalszym pisaniu.
Odpowiedz
#6
Liczę na szybką kontynuację. :) Tekst bardzo ciekawy. Szkoda, że bez tytułu.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Jednak humoru trochę mało albo go nie rozumiem, ale nie zniechęcaj się i pisz dalej
Odpowiedz
#8
Nie oczekiwałam tu humoru w rodzaju tego, jaki prezentują uznane kabarety. Dlatego może nie zawiodłam się na Twoim tekście. Oczywiście widzę tu humor, i to nie byle jaki, a subtelny, z przymrużeniem oka, nie narzucający się nachalnie czytelnikowi. Pozostaje on niejako między wierszami, nadając tekstowi lekkość i sprawiając, że czyta się go łatwo i przyjemnie. Zasługę za to przypisuję oryginalnej, kunsztownej narracji, wyważonemu słownictwu i bogatym opisom dotyczącym scenerii wydarzeń.
Oprócz tego fabuła jest interesująca na tyle, że chciałabym przeczytać dalszy ciąg.
Pozdrawiam serdecznie.
..."Więc kimże w końcu jesteś?
– Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."...

J.W Goethe "Faust"
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Sci-Fi Bez tytułu. TomekSzymek 8 4,764 27-08-2013, 00:29
Ostatni post: Duśka
  Sci-Fi Póki co brak tytułu Kryptokot 34 16,811 07-05-2013, 16:21
Ostatni post: Kryptokot
  Fantasy Bez tytułu Triceraton 11 6,376 16-04-2013, 15:40
Ostatni post: Triceraton
  Przygodowe Jak na razie bez tytułu. Oceńcie sami :D. Alice.Bone 3 4,199 08-02-2013, 21:47
Ostatni post: StuGraMP
  Poezja *** bez tytułu wera3009 5 3,462 06-12-2012, 23:34
Ostatni post: Darena

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości