Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Obyczajowe Spojrzenie
#31
(13-12-2013, 19:08)Zojka napisał(a): Pozwolę się nie zgodzić z moim przedmówcą. Zarówno pierwszy wstawiony fragment jak i drugi po prostu tchnie subtelną erotyką. Dla samej tylko tej delikatnej tendencji warto pochylić się nad Twoim tekstem. To, że potrafiłeś powiedzieć tak wiele, właściwie niczego nie precyzując, świadczy jak duża jest Twoja wrażliwość, jak bawisz się z upodobaniem słowami, cierpliwie, nigdzie się nie śpiesząc, jak muzyk, który kolejno układa dźwięki, zmierzając do umyślonej cody.
Nie zrozumiałam tylko sensu tego zdania:
..."Świt ubierał w kształt wtuloną Annę. "...
Poza tym czytało mi się płynnie. I rzeczywiście, tak, jak to ktoś przede mną już nadmienił, oba fragmenty mają wiele stycznych z poezją, powiedziałabym, że balansują na granicy prozy poetyckiej. Podobały mi się bardzo.
Pozdrawiam serdecznie.
Cieszy mnie Twoja opinia o tekście. Odnalazłaś w nim to co próbowałem wyrazić. To opowiadanie, jak już wcześniej pisałem, jest rozwinięciem wiersza. Słowa, które zacytowałaś są proste do rozszyfrowania, jeśli nie wyjmiemy ich z kontekstu zdarzeń. Paweł nad ranem, jeszcze w ciemności pozostawał sam z myślami, dopóki świt nie rozświetlił szczegółów, w tym kształtów śpiącej Anny. Pozdrawiam serdecznie, a jak wg. Ciebie komponują się dwiema pierwszymi częściami dwie następne? Leszek
Odpowiedz
Reklama AdSense
#32
Wiesz, Leszku, jestem na tym forum całkiem od niedawna i jeszcze nie orientuję w jego strukturze należycie. Dlatego moje posty są bardzo chaotyczne. Przeczytałam najpierw dwa pierwsze fragmenty, potem czwarty, a teraz, po Twojej odpowiedzi, trafiłam na trzeci. Pierwszy i drugi skomentowałam na początku, później, w ramach edycji postu wstawiłam komentarz do czwartego. Pozostał mi jeszcze więc trzeci fragment.
Wyraźnie zaznacza się w nim rola informacyjna, wspomnienia, opisujące postać Róży i jej młode lata.Według mnie dobrze się to komponuje z całością, bo urozmaica opowiadanie, daje więcej informacji, pozwalających na osadzenie fabuły w odpowiednich realiach. To istotne, szczególnie, gdy postać Róży będzie miała w przyszłości wpływ na losy głównych bohaterów.
Ta trzecia część utrzymana jest, jak i poprzednie w delikatnym, wrażliwym tonie, co świetnie koresponduje z całością. Nie wiem, ile jeszcze fragmentów planujesz wstawić. Mam nadzieję, że utrzymasz w nich dotychczasowy poziom. Życzę Ci tego szczerze i pozdrawiam, jak zwykle, serdecznie.
..."Więc kimże w końcu jesteś?
– Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."...

J.W Goethe "Faust"
Odpowiedz
#33
(13-12-2013, 19:08)Zojka napisał(a): W ramach edycji chciałam, po pierwsze przeprosić za swoje gapiostwo, a po drugie zaznaczyć, że trzeci fragment, który mi umknął, nie odstaje poziomem od dwóch poprzednich. W nim także, jak i w pozostałych jest pięknie zbudowany nastrój, z dbałością o te wszystkie elementy, które budują atmosferę zacisza, oczekiwanej czułości i cudowności tego wszystkiego, co może dać bliski kontakt z drugim człowiekiem.
Nie chcę Ci tu słodzić, ale po raz pierwszy spotkałam się z tak wrażliwie napisanym tekstem i to w dodatku przez mężczyznę. Przepraszam za wydźwięk tej ostatniej frazy. Naprawdę, mężczyźni rzadko zwracają uwagę na takie subtelności.

Często spotykam się z takimi stwierdzeniami o "niemęskim" podejściu do tekstów, zarówno poetyckich, jak też prozatorskich. Wydaje mi się, że skutecznie łamię te stereotypy. :)

(13-12-2013, 20:06)Zojka napisał(a): Wiesz, Leszku, jestem na tym forum całkiem od niedawna i jeszcze nie orientuję w jego strukturze należycie. Dlatego moje posty są bardzo chaotyczne. Przeczytałam najpierw dwa pierwsze fragmenty, potem czwarty, a teraz, po Twojej odpowiedzi, trafiłam na trzeci. Pierwszy i drugi skomentowałam na początku, później, w ramach edycji postu wstawiłam komentarz do czwartego. Pozostał mi jeszcze więc trzeci fragment.
Wyraźnie zaznacza się w nim rola informacyjna, wspomnienia, opisujące postać Róży i jej młode lata.Według mnie dobrze się to komponuje z całością, bo urozmaica opowiadanie, daje więcej informacji, pozwalających na osadzenie fabuły w odpowiednich realiach. To istotne, szczególnie, gdy postać Róży będzie miała w przyszłości wpływ na losy głównych bohaterów.
Ta trzecia część utrzymana jest, jak i poprzednie w delikatnym, wrażliwym tonie, co świetnie koresponduje z całością. Nie wiem, ile jeszcze fragmentów planujesz wstawić. Mam nadzieję, że utrzymasz w nich dotychczasowy poziom. Życzę Ci tego szczerze i pozdrawiam, jak zwykle, serdecznie.

Dziękuję za życzliwe przyjęcie tekstów. Pierwszy tekst powstał jako rozwinięcie wiersza (o tym już pisałem), a właściwie to dwóch wierszy. Był to mój eksperyment poetycki polegający na przedstawieniu tego samego spotkania oczami mężczyzny i kobiety. Widać to w opowiadaniu, gdy we wspólne losy wplatane są ich odrębne spojrzenia. Ponieważ każde z nas ma sporo doświadczeń w swoim życiu, a także zna ciekawe postacie, jak cioteczka Róża, to postanowiłem, o retrospekcyjne spojrzenia, rozbudować fabułę.
Chciałbym pociągnąć oba wątki, wprowadzając i inne mocno zarysowane postacie. Może okres zimowy będzie sprzyjał powstawaniu kolejnych części. :)
Odpowiedz
#34
Bardzo się cieszę, że masz zamiar to kontynuować. Chciałabym dodać jeszcze coś, o czym zapomniałam w poprzednich komentarzach. Twoje opowiadanie tchnie świeżością, jakąś taką niewinnością serca, co sprawia, że odpoczywałam przy nim. Z tego powodu z niecierpliwością będę oczekiwała następnych wpisów.
Pozdrawiam Cię.
..."Więc kimże w końcu jesteś?
– Jam częścią tej siły,
która wiecznie zła pragnąc,
wiecznie czyni dobro."...

J.W Goethe "Faust"
Odpowiedz
#35
(14-12-2013, 11:30)Zojka napisał(a): Bardzo się cieszę, że masz zamiar to kontynuować. Chciałabym dodać jeszcze coś, o czym zapomniałam w poprzednich komentarzach. Twoje opowiadanie tchnie świeżością, jakąś taką niewinnością serca, co sprawia, że odpoczywałam przy nim. Z tego powodu z niecierpliwością będę oczekiwała następnych wpisów.
Pozdrawiam Cię.

Pięknie dopingujesz. :)
Odpowiedz
#36
Ta Anna z pierwszej części jest niemal jak Sukkub
Odpowiedz
Reklama AdSense
#37
Dwa tysiące trzysta kilometrów

Wszystko było inne, odkąd wspólnie zamieszkali. Razem wpisywało się złotymi zgłoskami w uspokojone dni i szalone noce.
– Aniu. – Paweł mówił niezwykle poważnie, ale z dużą dozą tkliwości. – Dajesz mi więcej, niż mógłbym zamarzyć.
Czuła to od dawna. Każdy błysk w piwnych oczach, ciepłe spojrzenie, przekonywały ją o prawdziwości wypowiedzianych po raz pierwszy słów.
Któregoś tygodnia weekend rozpoczął się wyjątkowo w piątek przed południem, gdy Anna wróciła wcześniej z pracy. Paweł na jej widok rzucił z tajemniczym uśmiechem:
– Masz dziesięć minut, aby przygotować się do wyjazdu. – Po pięciu byli już w samochodzie i mknęli w nieznane.
Zmieniały się widoki zza okien. Po chwili góry zaglądały im przez szyby. – Vítejte! – brzmiało na każdym zakręcie drogi. Pierwszym przystankiem był Mikulov. Stare zamczysko skusiło do zatrzymania. Nie wierzyli, że zdążą, ale chyba duchy starych murów przytrzymały klucznika za ręce i młodzi mogli wejść w atmosferę wieków. Tylko ciepło płynące z dłoni Pawła mogło sprawić, że Anna nie bała się, gdy półprzeźroczyste postacie w dostojnych komnatach bawiły się rozwianymi włosami. Ze wzgórza widać było panoramę okolic, na którą Napoleon Bonaparte spoglądał po bitwie pod Austerlitz.
Na shledanou – dochodziło z pobliskich domów.
Pałac Schönbrunn pojawił się nagle i pomimo twardego Willkommen przywitał ich serdecznie. Nie patrzyli na mapę, a jednak ten kluczowy punkt wiedeńskiej przygody jako pierwszy rozwarł przed nimi ramiona zieleni przy wjeździe do miasta. Niezwykły wieczór w kwiatowych labiryntach ogrodów francuskich obfitował wstrzymanymi oddechami i pocałunkami przy fontannie Neptuna. Weszli na wzniesienie i zachłysnęli się panoramą miasta muzyki i niezapomnianych: Józefa Haydna, Wolfganga Amadeusza Mozarta i Ludwiga van Beethovena, a w dole pysznił się wielkością monument pamiętający cesarza Franciszka Józefa. Słońce przystanęło na kasztanowych włosach Anny i zapewne opóźniłoby swój zachód, gdyby nie zeszli ze wzgórza i nie pojechali w noc, która otworzyła przed nimi zdobione cekinami poły płaszcza.
Najczęściej w podróży towarzyszyło im milczenie, ale bezsłowia były niezwykle wymowne i rozgadane. Opowieściom nie było końca. Cielesne powłoki przenikały epizody i odczucia. Umykały kilometry i kolejne granice. Anna bała się; nigdy i z nikim nie przemierzała takich odległości. Była podniecona sytuacją, ale i zmartwiona, czy zdoła upilnować kierowcę przed zaśnięciem. Kiedy samochód zaczął tańczyć po szosie, w upiornym tańcu, zbuntowała się i zjechali na parking. Paweł resztką świadomości opadł na jej kolana. Pogładziła bujną czuprynę i ukołysana równym oddechem także zasnęła.
Obudzili się po dwóch godzinach. Pognały ich dalej tajemnicze iskierki w oczach ukochanego mężczyzny. Roje świetlików rozjaśniły drogę. Nad ranem sterczące postacie olbrzymów kąpały się w przedświcie. Nagle złocista poświata wspięła się ponad wierzchołki. Dziewczyna nigdy nie była w Alpach i taki widok wstrzymał jej oddech, wywołując zachwyt. Paweł czuł jak palce Anny wpijały się w jego dłoń w momentach, gdy złoto spływało po ośnieżonych stokach.
Do Wenecji dojechali, kiedy leniwie rozstawiała stragany. Obcojęzyczne nazwy i porcelanowe cudeńka z Murano stanowiły preludium wyspiarskiej przygody. Canal Grande wypisywał na wodzie Buongiorno, a rozciągnięty nad nim Most Rialto przyciągał wzrok. Wyobraźnia wpisywała w wielowiekowe pałace kolorowo odziane postacie. Nie wierzyli, że tu są, a ich uśmiechy, jak karnawałowe maski, odkłaniały się gondolierom, licznym kanałom, mijanym łodziom i statkom z turystami. Poranne słońce odbijało się w oknach pałaców i kamieniczek. Pałac Dożów, Plac i Bazylika Św. Marka, strzeżone przez skrzydlate lwy, zapisały się niezapomnianymi obrazami i kapiącym bogactwem. Aby zobaczyć z bliska rumaki Lizypa Anna musiała przysłonić chustą miejsce, w którym wielokrotnie i bez pamięci tonął oddech Pawła, a jego pocałunki szroniły jędrne wzniesienia. Potem było Lido i Adriatyk rozciągający się pomiędzy kolorowymi parasolami. Anna nie mogła powstrzymać się od śmiechu, gdy Paweł opowiedział jej o przygodzie na tej nadmorskiej plaży.
Jego pierwsze spotkanie z kurortem przyległym do laguny wiązało się z wyjazdem służbowym do Włoch. Nieświadom zbliżającego się upału zaparkował samochód na dachu wielopiętrowego parkingu. W tym dniu także popłynął na Lido. Była to już ostatnia porcja wrażeń, którą zaserwował sobie pod koniec samotnego zwiedzania Wenecji. Adriatyk był słony; jakaś wewnętrzna konieczność kierowała jego ręką, którą zaczerpnął wodę. Oddalił się od ludzkiego mrowia, aby całym, nieosłoniętym ciałem poczuć chłód fal. Nie chciał wracać. Przysiągłby, że to syrenie głosy zatrzymywały go w wybranym miejscu. Prawie tysiąc czekających go kilometrów, a także promienie słońca, które powoli chowały się za wieżycami kościołów niedalekiej Wenecji, skłoniły go do ubrania się i wyruszenia w powrotną drogę. Boleśnie wtedy zrozumiał, dlaczego na adriatyckich plażach rozstawione są prysznice, z których nie skorzystał. Sól wyżerała mu ciało. Po chwili nie potrafiłby wyrzec się kowbojskich korzeni. Chodził tak, jakby dopiero co zsiadł z wierzchowca po całodziennym przepędzaniu stada na prerii. Po powrocie do samochodu w osłupienie wprawiła go kaseta magnetofonowa powykręcana od nadmiernej temperatury.
Pojechali dalej, aby wieczór spędzić w Weronie. Chłonęli wieki. Tak można by powiedzieć o pobycie wśród austriacko-włoskich atrakcji. Na Piazza Bra wyborna lasagne bolognese przypomniała im, że syci wrażeń zapominali o ciałach. Spod parasola przyglądali się tłumom oczekującym na wejście do Areny na spektakl operowy.
Chyba ręka Giulietty zaprowadziła zakochanych na via Cappello 23. Nie musieli wzdychać, odgrywać słynnej sceny balkonowej, a także gładzić piersi brązowego posągu dziewczyny, dłuta Nereo Costantiniego, gdyż szczęście, które inni chcieli przywołać głaśnięciem, im towarzyszyło od pamiętnego spotkania u cioteczki Róży.
Arrivederci – szeptały poprzecinane długimi cieniami gaje oliwne.
Kolejna noc w samochodzie nie była już taka cicha. Anna dzieliła się wrażeniami pozbieranymi na ciasnych uliczkach Wenecji. Odrzucone w kąt buciki współczuły opuchniętym stopom. Zaledwie dotknęli Wenecji – miasta zbudowanego na wodzie – ale zdążyli zauważyć, jak fale upominają się o zabrane terytoria, żłobiąc słonymi pazurami stare mury.
Guten Morgen – tak przywitała ich, wraz ze wschodzącym słońcem, malownicza Norymberga. Ciekawość poprowadziła młodych, po pustych uliczkach „przeraźliwie” czystego miasta, do górującego nad okolicą zamku. Monumentalny kompleks trzech budowli, składający się z zamku cesarskiego (Kaiserburg), zamku burgrabiego (Burggrafenburg) i zamku miejskiego (Stadtburg), rozpoczął wsączać kolejną opowieść w wygłodniałe umysły zwariowanej pary jak natchniony przewodnik. Na jednej z uliczek odbudowanego miasta spotkali Albrechta Dürera, który ze swojej kamienicy pokłonił się im nisko.
Czekająca przygoda nie pozwalała tracić czasu na posiłki. Co prawda włoskie cornetti nijak się miały do niemieckiej tradycji, ale Anna karmiła nimi Pawła w podróży do Drezna. Pośród monumentalnych budowli kończyły się plany weekendowej podróży.
Pogodę zamówił w sklepie internetowym na kilka dni przed szaloną podróżą. Sprzedawcy zapewniali, że mają certyfikaty jakości i dostarczyli ją kurierem, starannie opakowaną, aby nie uległa uszkodzeniu, w przeddzień realizacji eskapady.
W brązowiejącej opaleniźnie przeglądało się kolejne zachodzące słońce. Nie mieli już siły, ale starali się zapamiętać jak najwięcej obrazów, obiecując sobie, że wrócą, aby rzetelnie pozaglądać w każdy zakamarek starego miasta. Pozostałe resztki zachwytu osiadały na mijanych budowlach. Gdzieniegdzie rozrzucali je jak ziarno wygłodniałym gołębiom. Kiedy ich pamięci pozapełniały się i nie przyjęłyby już ani jednego dodatkowego wrażenia, usiedli na bulwarze nad Łabą.
Pawłem targały mieszane odczucia. Z jednej strony był szczęśliwy, patrząc w roziskrzone oczy Anny, a z drugiej z niepokojem patrzył na coraz większe zmęczenie widoczne na wątłej postaci dziewczyny.
– Pawełku, kiedyś opowiem ci o oceanach wrażeń, które miotały, w tych dniach, łupiną mojej wrażliwości na piękno. Zapewniam cię, że podziękuję, jak najlepiej będę potrafiła, za tę podróż szalejących migawek, ale to kiedyś…
Nie spodziewał się takiego finału podróży. Rozczulony wziął śpiącą Annę na ręce i zaniósł do stojącego opodal samochodu. W czasie nocnej jazdy wzruszenie sennym pomrukiwaniem dziewczyny odganiało zmęczenie.
Dzień dobry – jakże swojskie skowronki radośnie oznajmiły świt.

Anna

Ponieważ Paweł odciął się od imprez i przypadkowości kolejnych dni, to nie uszło to uwadze kolegów.
– Wiesz, stary, zachowujesz się jak „matrona” u schyłku życia – niejednokrotnie padało pod jego adresem.
– Jeśli wymienisz kilka cech Anki, poza zgrabnym tyłkiem i czymś tam jeszcze, to damy ci spokój. – Tu przymykali oko i z rozmarzeniem otwierali puste dłonie.
Zastanawiał się, co odpowiedzieć na te niewybredne zaczepki. Co takiego było w dziewczynie, czego nie miały tysiące innych? Patrząc z boku była nijaka. Wyciszona szara myszka, bez krzykliwego makijażu i ubrań wyzywająco podkreślających kształty. Gdyby wiedzieli… Tu dopiero byłyby cmokania kumpli, co to już niejedno, a właściwiej – niejedną widzieli. Anna w towarzystwie pozostawała z boku, jednak bystre oczy zapisywały każde wypowiadane słowo. Ożywiała się u Róży, tam czuła się bezpieczna, wiedziała, że nie popełni gafy, a nawet jeżeli, to nie będzie źle zrozumiana.
Kiedyś zaskoczonym chłopakom odpowiedział:
– Nie mam dziewczyny, bo takich kobiet nie ma. Anna nie ma racji bytu, a jeśli tak, to po prostu nie istnieje. – Odpowiedzią był śmiech, ale wyczuwał w nim zazdrość pomieszaną z niedowierzaniem.
Jaka była? – Czuła, zgrabna, inteligentna, wyrozumiała, konsekwentna, czysta, oczytana. – Myśli podpowiadały mu, z szybkością strzałów karabinowych, kolejne cechy. To wszystko nie to, to byłby banał.
Anna była ciszą. Po jazgocie przeszłości, po sponiewieranych chwilach, pełnych potoków przypadkowych i nic nie znaczących słów, wpadł w objęcia ciszy. Każde wypowiadane słowo nie zaburzało milczenia, jak śpiew skowronków czy szum wiatru nie zaburzają ciszy łanów zboża powplatanych w milczące krajobrazy. Może Anna była tylko wytworem jego wyobraźni spragnionej ciepła? Mocno sfatygowany Mały Książę, leżący na półce, podpowiadał jeszcze ciekawsze źródła istnienia Anny. Czy miłość może aż tak zaślepiać, że nie potrafi znaleźć minusów w tej idealnej postaci?
– Przecież takich kobiet nie ma – powracają echem słowa, odbijane od ścian czy słuchających.
Jednak istniała. Nawet kiedy nie wypełniała pobliskiej przestrzeni, czuł jej obecność, dotyk, zapach włosów. Czy mógł uzyskać odpowiedzi na dręczące pytania? Przeniosła go w inny wymiar rzeczywistości. Bezszelestnie wpisała się w obrys świata będącego dla innych mirażem.
– Idealizujesz mnie, Pawełku – często odpowiadała rozbawiona, na jego maślane oczy.
Widział, że było jej przyjemnie, chociaż wyczuwał lekkie zakłopotanie w głosie.
Byli jak fatamorgana, bajkami z tysiąca i jednej nocy. Pomimo że czuli nad głową, podobni Szeherezadzie, chłodną i ostrą stal brutalnej codzienności, to zatracali się w tworzonych fikcjach, wpisani w odległe lądy, w syreni śpiew, jak i w ułudę nierealnych osób i miejsc. Znamiennym stawał się fakt, że to oni rozpływali się przed patrzącymi oczami przy każdej próbie zrozumienia. Dla przenikliwych spojrzeń jawili się bajką. Nie mieli prawa istnieć w tak wyidealizowanej postaci, a jednak nie tylko wpisywali się w dzisiaj, ale przywoływali jutro i pojutrze.
Paweł nie miał ochoty opuszczać meandrów nierealności, w jakich utkwił od pamiętnego spotkania u cioteczki Róży. Dotykał, pieścił, przenikał i wnikał w zwariowane chwile, dostarczające mu jeszcze bardziej szalonych inspiracji, jak weekendowa podróż przez cztery granice. Pozostały po niej miliony zapisanych w pamięci obrazów, stanowiących tło wielu ożywionych rozmów czy rozmarzonego milczenia.
– Takich kobiet nie ma, nie ma, nie ma… – echo przekrzykiwało dźwięk trącanych kieliszków z winem i strumieni wody, niknących w spienionej kąpieli.
Odpowiedz
#38
To była dość długa przerwa. Tekst trafił już do działu 'Skończone' – a tu niespodzianka :) Jest kontynuacja.

(26-04-2015, 17:23)Jantar napisał(a): – Aniu (kropka)Paweł niezwykle poważnie mówił (szyk – Paweł mówił niezwykle poważnie), ale z dużą dozą tkliwości.

– Masz dziesięć minut, aby przygotować się do wyjazdu. – Po pięciu byli już w samochodzie i mknęli w nieznane. (Kobieta gotowa w pięć minut do wyjazdu? Chyba żartujesz; to nierealne.)

Dziewczyna nigdy nie była w Alpach i taki widok wstrzymał jej oddech (przecinek) wywołując zachwyt. Paweł czuł (przecinek) jak palce Anny wpijały się w jego dłoń w momentach, gdy złoto spływało po ośnieżonych stokach.

Aby zobaczyć z bliska rumaki Lizypa (przecinek) Anna musiała przysłonić chustą miejsce, w którym wielokrotnie i bez pamięci tonął oddech Pawła, a jego pocałunki szroniły jędrne wzniesienia.

Chodził tak (przecinek) jakby dopiero co zsiadł z wierzchowca po całodziennym przepędzaniu stada na prerii.

Na Piazza Bra, (zbędny przecinek) wyborna lasagne bolognese przypomniała im, że syci wrażeń zapominali o ciałach.

Arrivederci – szeptały, (zbędny przecinek) poprzecinane długimi cieniami gaje oliwne.

Zaledwie dotknęli Wenecji – miasta zbudowanego na wodzie, (raczej myślnik – wtrącenia wydzielamy z obu stron takimi samymi znakami) ale zdążyli zauważyć, jak fale upominają się o zabrane terytoria, żłobiąc słonymi pazurami stare mury.

Pośród monumentalnych budowli, (zbędny przecinek) kończyły się plany weekendowej podróży.

Pogodę zamówił w sklepie internetowym, (zbędny przecinek) na kilka dni przed szaloną podróżą.

Zapewniam cię, że podziękuję, jak najlepiej będę potrafiła, za (tę) podróż szalejących migawek, ale to kiedyś…

– Wiesz (przecinek) stary, zachowujesz się jak „matrona” u schyłku życia – niejednokrotnie padało pod jego adresem.

Zastanawiał się (przecinek) co odpowiedzieć na te niewybredne zaczepki.

– Nie mam dziewczyny, bo takich kobiet nie ma. Anna nie ma racji bytu, a jeśli tak, to po prostu nie istnieje (kropka i po myślniku dużą literą) – odpowiedzią był śmiech, ale wyczuwał w nim zazdrość pomieszaną z niedowierzaniem.

Nawet, (zbędny przecinek) kiedy nie wypełniała pobliskiej przestrzeni, czuł jej obecność, dotyk, zapach włosów, czy (nie wiem, w jakim celu użyłeś spójnika 'czy', bo w moim odczuciu jest zbędny, ale skoro już jest, to usuń przecinek przed 'czy') mógł uzyskać odpowiedzi na dręczące pytania.

– Idealizujesz mnie, Pawełku – często odpowiadała, rozbawiona, na jego maślane oczy. (styl i zbędny przecinek – ale że nie znam twoich intencji, nie wiem, który jest zbędny)

Pomimo, (zbędny przecinek) że czuli nad głową, podobni Szeherezadzie, chłodną i ostrą stal brutalnej codzienności, to zatracali się w tworzonych fikcjach, wpisani w odległe lądy, w syreni śpiew, jak i w ułudę nierealnych osób i miejsc.

Pozostały po niej miliony zapisanych w pamięci obrazów, stanowiących tło wielu ożywionych rozmów, (zbędny przecinek) czy rozmarzonego milczenia.

Pierwsza część jest wybitnie poetycka, tylko nie wiem, po co przeciągnąłeś nas przez pół Europy. Poczułem się jak w biurze podróży, gdzie wciskają mi foldery, zachwalając i reklamując atrakcje turystyczne. Ten fragment nie wiele wniósł do całej fabuły, mimo że był naszpikowany mnóstwem informacji – taki paradoks.
Druga część była dla mnie ciekawsza i może stanowić piękny epilog całego opowiadania.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#39
Dziękuję za błyskawiczną korektę, którą naniosłem, a także za miłe słowa. :)

(26-04-2015, 21:19)StuGraMP napisał(a): To była dość długa przerwa. Tekst trafił już do działu 'Skończone' – a tu niespodzianka :) Jest kontynuacja.

Pierwsza część jest wybitnie poetycka, tylko nie wiem, po co przeciągnąłeś nas przez pół Europy. Poczułem się jak w biurze podróży, gdzie wciskają mi foldery, zachwalając i reklamując atrakcje turystyczne. Ten fragment nie wiele wniósł do całej fabuły, mimo że był naszpikowany mnóstwem informacji – taki paradoks.
Druga część była dla mnie ciekawsza i może stanowić piękny epilog całego opowiadania.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości