Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Wpływ ojca i matki na osobowość człowieka
#1
Tekst poniżej jest pracą na religię. Hah. Śmieszne to. Miłego czytania.



Jaki wpływ na życie człowieka mają rodzice? Czy ich starania o godne życie dla nas, ich próby wpojenia w swoje dzieci pewnych schematów, wartości, które dla każdego człowieka powinny być ważne, mają jakiś cel? Co jeśli z tych ‘dobrych’ rodzin, z tych przepełnionych miłością i zrozumieniem, wyrasta przyszły renegat? Zapewne nic. Takie rzeczy rzadko się zauważa.
Wiele jest rodzin, uchodzących za bardzo dobre i ułożone. Kochająca matka, ojciec. A dziecko? Dziecko widzi błędy rodziców. Zawsze coś nie pasuje. I staje się kimś, kogo próbuje stworzyć. Sam. Pod małym wpływem, bądź presją, rówieśników.
Rodzice zawsze próbują wbić nam do głów zasady, których powinniśmy przestrzegać. Nie pal, nie pij, idź do kościoła, wyspowiadaj się. Czasami przesadzają. Nierzadko doprowadza to do buntu. Kościół? Nie. Stanowczo nie. Zamiast tego – kierunek miasto. Na papierosa, piwo. Gdziekolwiek byleby nie do kościoła.
Czy to można uznać za tworzenie osobowości? Możliwe. To, jaki nacisk kładą na nas rodzice, najczęściej ojciec, ma na nas wpływ. Owszem. Raczej jednak negatywny. Żeby przybliżyć problem, odwołam się do własnego przykładu.
Gdyby nie rodzice, nie byłoby mnie, prawda? No tak. To nie znaczy, że mają prawo mną kierować na każdym kroku. Nie jestem z tych, którzy dadzą sobie wmawiać. Przez dłuższy czas bywałam w kościele, żeby nie mieć ‘przypału’. Miałam dość gróźb. Nie dostanę pieniędzy jeśli nie pójdę, nie puszczą mnie na imprezę ( na którą, tak czy siak, wyszłabym z ich pozwoleniem bądź bez). Zaczęłam się buntować, więc matce wpadł nowy pomysł do głowy. Toż to grzech, i to dodatkowo zaliczany na jej konto, jeśli ja, pełnoletnia dziewczyna, nie chodzę do kościoła. Chyba każdy z nas wie, że w tym momencie sama mogę wybrać jaką ścieżką chcę iść. Wpływ rodziców, punkt pierwszy – ogólne podsumowanie – wpływ negatywny.
Jak inaczej mogą na nas wpływać? Młodzież rodzi się coraz gorsza. Coraz bardziej pyskata, zdemoralizowana i perwersyjna. Co więc zrobi młodzieniec, słyszący od mamy ‘ Nie rób’ ? Wyśmieje ją. W wieku 11 lat zacznie palić, wcześniej już pił. Potem przyjdzie czas na narkotyki. Z własnego doświadczenia wiem, że jeśli ma się na coś pozwolenie, po krótkim czasie się to nudzi. Młodzież, która od czasu do czasu nie może się napić, przez zakaz rodziców rzecz jasna, robi to częściej niż ten, komu się pozwala. Dziwne? Nie. Kiedy byłam młodsza, każdą wolną chwilę, wieczory, weekendy, nieważne czy szkoła czy wolne, poświęcałam na to, by pić. Kilka szybkich piw, dwie godziny prób dojścia do stanu trzeźwości i powrót do domu z rozradowaną buzią. Teraz, kiedy mogę, nikt mi nie zabrania, rodzice sami częstują, nie mam ochoty. Myślę, że to nie jest spowodowane tym, że jestem doroślejsza i więcej rozumiem. Dlaczego? Bo wiem, że jestem zasmarkaną gówniarą. Mało wiem o życiu. Mogę bazować tylko na tym, co sama przeżyłam. I mimo że nie jest tego mało, nie wiem nic.
Rodzice powinni wspierać. Taak. Młodzież zawsze ma wiele problemów. Ja też je miałam. I mam do tej pory. Psikus w tym, że nigdy nie otrzymałam pomocy ani od ojca, ani od matki. Sama sobie radziłam. Sama zmagałam się z tym jak kształtowały mnie owe wydarzenia. Zazwyczaj przykre. Rodzice trzymali się od tego daleko. Co więcej, jeśli widzę, że to co się ze mną dzieje, mało ich obchodzi, mnie zaczyna być wszystko jedno. Nie zwracam więc uwagi na to, co do mnie mówią. Mam ich głęboko. Takim rozumowaniem kieruje się duża grupa ludzi w XXI wieku. Oddalanie się od siebie powoduje nieprzyswajanie wartości, o których mówią rodzice.
Uważam, że osobowość kształtujemy sami. Patrząc na świat, na to, co robią inni. Jak się zachowują, jak mówią. Ale wybieramy sami. Rodzice pokazują nam, co jest dobre, co złe, nie wszystko jednak uważamy za słuszne. Przeprowadzamy ogromną selekcję z twardymi regułami. Tak, by zostały najlepsze zasady. Takie, które nas satysfakcjonują, nie innych.
Dobry wpływ na życie człowieka, nie zawsze, ale trzeba o tym powiedzieć, mają rodzice z problemami. Często widząc błędy popełniane przez opiekunów, chcemy postępować inaczej. Mając ojca alkoholika – nie chcemy takim być, matkę prostytutkę – tym bardziej. Widząc brak zainteresowania i miłości do nas ze strony rodziców, chcemy swoim dzieciom dać jak najwięcej.
Czasem zdarza się jednak, że mimo iż w wieku dziecięcym myśleliśmy w ten sposób, gdy dorośniemy będziemy powielać błędy rodziców.
Jest też pewna zasada. Jeśli rodzice byli rygorystyczni, ich dziecko będzie ich przeciwieństwem. Będzie pozwalało własnemu na wiele, może nie na wszystko, ale na pewno na dużo. Jeśli byli ulegli, dziecko stanie się ‘dyktatorem’.
Jaki wpływ jeszcze mogą mieć rodzice? Hm. Jeśli dziecko jest kochane, wie, że rodzicielom na nim zależy, jest wspierane, chwalone, cenione – będzie odważne, pewne siebie i na pewno poradzi sobie w życiu. Jeśli zaś będzie co chwila strofowane, rodzice będą wypominać mu każdy błąd, nawet jeśli bardzo się starał – zamknie się w sobie, nie będzie potrafił sobie radzić przez nieufność do samego siebie (nie muszę chyba tłumaczyć, co oznacza brak wiary w siebie).
Jeśli w rodzinie panuje patologia, dzieje się źle, z dzieciaka może wyrosnąć istne zło. Kradzieże, narkotyki, alkoholizm. Wszystko, aby zabić smutek i spróbować poprawić sobie życie ( nie okłamujmy się, narkotyki dają wiele przyjemności). Kiedyś ktoś powiedział ‘patologia rodzi patologię’.
Od rodziców może zależeć wiele – na przykład szczęście dziecka. Jeśli w rodzinie jest więcej niż jedno dziecko – muszą potrafić dzielić miłość na wszystkie po równo, inaczej ‘mniej kochane’ odsunie się, straci chęć życia, co doprowadzić może do wielu tragedii, nawet w przyszłości.
Ten temat, to ‘temat rzeka’. Na jego podstawie można prowadzić wiele dyskusji. Ja jednak skończę na tym. To jest tylko i wyłącznie moje zdanie. Nikomu nie musi się podobać. Ja uważam, że rodzice nie do końca mają dobry wpływ na dzieciaki. Jacy by nie byli. Zawsze znajdzie się coś, co ukłuje i odbije się w przyszłości. Dziękuję za uwagę, o.
Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Zamiast potępiać, jak to niektórzy lubią, spróbuję się włączyć w dyskusję.

(16-02-2011, 03:20)Duśka napisał(a): Rodzice powinni wspierać. Taak. Młodzież zawsze ma wiele problemów. Ja też je miałam. I mam do tej pory. Psikus w tym, że nigdy nie otrzymałam pomocy ani od ojca, ani od matki. Sama sobie radziłam. Sama zmagałam się z tym jak kształtowały mnie owe wydarzenia. Zazwyczaj przykre. Rodzice trzymali się od tego daleko. Co więcej, jeśli widzę, że to co się ze mną dzieje, mało ich obchodzi, mnie zaczyna być wszystko jedno. Nie zwracam więc uwagi na to, co do mnie mówią. Mam ich głęboko. Takim rozumowaniem kieruje się duża grupa ludzi w XXI wieku. Oddalanie się od siebie powoduje nieprzyswajanie wartości, o których mówią rodzice.

A czy kiedykolwiek zastanowiłaś się, jak wiele wartości z tego wyciągnęłaś, jak wiele nabyłaś cennego doświadczenia, które przyda ci się przez resztę życia? Jak bardzo reszta twojego życia będzie prostsza, niż u tych, którym rodzice do dziś podają kanapeczki i prowadzą "dorosłe rozmówki"?
Samodzielność, dziewczyno samodzielność.
Rzucono mnie na głęboką wodę życia zupełnie jak ciebie. Matki brak, ojciec spracowany. Nawet głupio byłoby mi mówić mu o swoich problemach. Wysłuchałby, olał. Po matce w sumie sam miał w cholerę problemów.
Z czasem znajdujesz dobrych przyjaciół, którzy są oparciem dla twoich problemów, a gdy dorastasz, zaczynasz radzić sobie z tym sama.
W wieku lat 16 potrafisz wokół siebie zrobić. Wiesz jak dorobić, wiesz do czyich drzwi pukać. Starsi zauważają twoją samodzielność. Masz przepustki na wypady do klubu lub na domówki. Zazwyczaj szybko zaczynają traktować Cię na lajcie.

Spójrz na koleżanki, na pewno takie masz. Może już nie w tym wieku, ale spójrz rok wstecz albo dwa. Szłaś gdzie chciałaś, a one prosiły o pozwolenie. Czy je dostawały, czy nie – nieważne. Spójrz na siebie teraz i powiedz, że nie mam racji.

Cytat:Dobry wpływ na życie człowieka, nie zawsze, ale trzeba o tym powiedzieć, mają rodzice z problemami. Często widząc błędy popełniane przez opiekunów, chcemy postępować inaczej. Mając ojca alkoholika – nie chcemy takim być, matkę prostytutkę – tym bardziej. Widząc brak zainteresowania i miłości do nas ze strony rodziców, chcemy swoim dzieciom dać jak najwięcej.

Racja. Wykoleisz się albo staniesz się wzorem. Schlejesz się z ojcem lub zostaniesz abstynentem.

Cytat:Jest też pewna zasada. Jeśli rodzice byli rygorystyczni, ich dziecko będzie ich przeciwieństwem. Będzie pozwalało własnemu na wiele, może nie na wszystko, ale na pewno na dużo. Jeśli byli ulegli, dziecko stanie się ‘dyktatorem’.

I tu właśnie niekoniecznie. Mój syn będzie mógł wszystko, moja córka nic.
Mając syna pilnujesz jednego faceta.
Mając córkę pilnujesz całe miasto facetów.

Cytat:Jaki wpływ jeszcze mogą mieć rodzice? Hm. Jeśli dziecko jest kochane, wie, że rodzicielom na nim zależy, jest wspierane, chwalone, cenione – będzie odważne, pewne siebie i na pewno poradzi sobie w życiu. Jeśli zaś będzie co chwila strofowane, rodzice będą wypominać mu każdy błąd, nawet jeśli bardzo się starał – zamknie się w sobie, nie będzie potrafił sobie radzić przez nieufność do samego siebie (nie muszę chyba tłumaczyć, co oznacza brak wiary w siebie).

A z tym znowu się nie zgodzę. Ojciec podchodzi do mnie krytycznie, były tygodnie, że ochrzan dostawałem dzień w dzień. Jestem otwarty na ludzi. To zależy od charakteru, od psychiki jednostki. Spójrz też inaczej – będąc niewolnikiem w domu, zamkniętym, milczącym człowiekiem, wychodząc z niego, niektórzy się otwierają. Tracą ciężar z serca.


Pisanie o wpływie rodziców na dziecko jest raczej trudne. Trzeba uogólnić całość w jedną kupę, a zarazem zwrócić uwagę, że każda jednostka jest inna, na każdego to działa inaczej. Uchylisz się lub postawisz. Twój wybór.

Cytat:Dziękuję za uwagę, o.

Ja również dziękuję. Bardzo przyjemna lektura.
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#3
Wychowała mnie mama – wychowała mnie tak, że nigdy nie użyłam wobec niej słowa matka. Ojciec zmarł zanim mogłam pamiętać i zawsze byłyśmy we dwie. Żadnych zakazów, nakazów, presji i oczekiwań. Sama pojechałam do Hamburga na koncert ulubionej wtedy grupy kiedy miałam trzynaście lat. Wolno mi było wszystko, bo nigdy nie dałam mamie powodu by mi nie ufała. Obydwie przeżyłyśmy mój czas najbardziej nastoletni bez żadnych buntów. Najwyżej co narozrabiałam to popalałam parę papierosów na przerwach w ostatniej klasie gimnazjum. Nie zmieniłabym w mojej mamie niczego, bo wychowała mnie najlepiej jak mogła – biorąc pod uwagę fakt że była wiecznie w pracy a ja z kluczami na szyi robiłam całkowicie co chciałam.
Mam trochę inną perspektywę na temat niż Ty. Nie uważam, że to źle, że rodzice nas po części kształtują. To my sami, jako istoty rozumne, wybieramy z naszych rodziców to, co chcemy by miało na nas wpływ. Oni nam dają wszystko co mogą, a my decydujemy co chcemy wziąć. Oczywiście niektórzy, Ci co wybrali źle, potem obwiniają o to swoich twórców. Oczywiście, że alkoholik – syn będzie obwiniał alkoholika – ojca. "Całe życie musiałem na to patrzyć, nic dziwnego że też taki jestem!"... ale przecież gdyby syn alkoholika wybrał inaczej, mógłby zostać nawet księdzem.
Rodzice to ludzie tacy sami jak my. Nie istnieje szkoła jak być rodzicem, bo jest to stu procentowa sztuka improwizacji.
Ja doceniam każdego człowieka, który od zera wybudował osobę myślącą i odpowiadającą za samą siebie. Mam ten przywilej niedługo przed sobą i właśnie dzięki mojej mamie się tego nie boję.
Wystarczy wymyślić wszystkie błędy wychowawcze jakie mogą przyjść do głowy, zapisać je sobie na kartce, a potem popełniać je jeden za drugim.
Miło mi było przystanąć na chwilę przy Twoich przemyśleniach i troszkę nimi zakwestionować swoje własne.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości