Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Na siłę czy pod wpływem weny?
#71
(11-05-2013, 17:53)Kubuś puchatek napisał(a): Problem w tym, że mam bardzo dużo pomysłów ale są one związane z dalszym rozwojem fabuły. A moment obecny sprawia mi trudności.
Czasem mam podobnie. Po prostu myślę poszczególnymi scenami, w których wiele się dzieje. Mam milion pomysłów na to, co będzie dalej, ale co z tym czasem, zanim do tego dojdzie? Np. nie lubię opisywać drogi skądś dokądś.
Np.
Godfryda jest w mieście i nawala w przechodniów z kałasznikowa.
(brak pomysłu jak się tam znalazła, z kim tam poszła, którędy szła itd.)
Godfryda jest w elektrowni atomowej i wali pięścią w reaktor.

A obie te sceny mam dopracowane w najmniejszych szczegółach. I czasem łapie się na tym, że w moich opowiadaniach pomiędzy chwilami akcji są nudne i monotonne "łączniki", przez co fabułą jest niejednorodna. Wtedy zazwyczaj kasuję całość bądź fragment i zaczynam od nowa.

Ale to chyba kwestia praktyki. ;)

Odpowiedz
Reklama AdSense
#72
Tak szczerze? Czasem pomaga mi też wcielenie się (dosłownie) w danego bohatera (oczywiście nie latam po osiedlu i nie wrzeszczę kwestii ani nie macham mieczem dookoła, no bez przesady :D). To pozwala mi na większe upodobnienie kreowanego bohatera do rzeczywistości gdyż spływa na niego zawsze część moich reakcji i przemyśleń.
[Obrazek: sygnatura_hrwnpws.jpg]

Odpowiedz
#73
Pisanie to dla mnie w znacznej mierze czynność mechaniczna. Rzemieślnicza. Rzecz, którą można wyćwiczyć i da się wykonywać bez żadnych magicznych sił.

Bo wena, podług mojego rozumienia, nie istnieje. To tylko dobra wymówka, żeby nie pisać.
Oczywiście jeśli ktoś zamierza tylko skrobnąć sobie coś od czasu do czasu i praktycznie nigdy nie wyćwiczyć swojego warsztatu do w miarę znośnego poziomu, to proszę bardzo, niech pisze "nawenowany/a". U mnie to by się zwyczajnie nie sprawdziło.

Rozróżniam natomiast pewne... stopnie łatwości pisania, zależne od tematu, długości tekstu, ilości czasu nad nim spędzonego, nastroju, osobistych możliwości i upodobań.
U mnie wygląda to tak:

1. Poziom boski – każdy zna to uczucie, kiedy słowa same wyskakują spod palców i przelewają się na ekran. Wtedy człek po prostu siada i pisze, bez żadnych problemów. U mnie to jakieś 10 000 znaków na godzinę.

2. Poziom ludzki – normalne pisanie, bez ekscesów, z okresowymi przystankami na zastanowienie się "Quo vadis?" z całą fabułą. U mnie około 6 500 znaków na godzinę.

3. Troll – czasami zdarzają się takie dni, że zupełnie nic nie chce iść. Ni z lewej, ni z prawej, ni z góry. W takie dni potrafię siedzieć przed klawiaturą i wypluć z trudem 2000 znaków na godzinę, jakości podłej.
W takie dni najlepiej mieć coś do sprawdzania i tworzenie nowych tekstów zostawić na następny dzień. Chyba że akurat nie można, to trzeba się zawziąć i pisać, a jakością po porządnej korekcie można dorównać do normalnego poziomu.

Myślę że podejście do pisania różni się u każdego z nas. Główny podział to na pewno ci chcący napisać coś raz na jakiś czas, dla zabawy oraz ci, którzy kiedyś chcieliby wydać własną książkę.
Tutaj tworzą się największe różnice jeśli chodzi o przymuszanie się do pisania, ilość znaków wypluwanych dziennie, ilość czasu poświęcana na czynności okołopisarskie.

Wszystko jednak da się wyćwiczyć, co do tego nie ma wątpliwości.


P.S. Zdaję sobie sprawę, że temat jest dość stary, ale zarazem wydaje się zawsze aktualny.
Głupi gada, bo nade wszystko chce zabłysnąć.


[Obrazek: O7mWLoq.png]
Odpowiedz
#74
Mam czas i ochotę – przyjmuję minimum równowartość ćwiartki wódki w alkoholu/inne substancje i zaczynam pisać.
Odpowiedz
#75
Ostatnio odkryłam, że kiedy zaczynam pisać wena przychodzi sama. Natomiast kiedy na nią czekam jest zawsze zajęta. =D
Odpowiedz
#76
Tylko i wyłącznie pod wpływem weny ;D
Odpowiedz
Reklama AdSense
#77
Cytat:Zasiadacie do pracy tylko gdy poczujecie natchnienie do pisania, czy może np. poświęcacie każdego dnia godzinę na pisanie, niezależnie od tego czy macie na to ochotę i bez względu na efekty jakie przynosi?

Jak się zmuszę do tego żeby siąść i zacząć, to szybko się rozkręcam, nie mogę się oderwać i leci z górki. Ale na samo zaczynanie chęci nie mam praktycznie nigdy.
[niedozwolony link]
Odpowiedz
#78
Mam to samo jak kolega wyżej. Kiedyś chciałem napisać powieść i trochę się zmuszałem, aby jak najwięcej napisać. Kiedy zacząłem od luźnych opowiadań to łatwiej idzie i wena sama przychodzi :D
Odpowiedz
#79
W mojej opinii wenę powinno się traktować jako nagrodę, nie przywilej. Bez mozolnego klepania wenie się nie śpieszy. Jest rutyna – jest warsztat – bywa wena.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości