Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Sci-Fi Póki co brak tytułu
#1
Opowiadanie pisane wspólnie z przyjacielem. W zamyśle jest częścią czegoś większego, ale zżerała mnie ciekawość odnośnie tego jak zostanie przyjęte, dlatego za jego (i swoją własną oczywiście ;P) zgodą wrzucam niniejszy fragment, licząc tym samym, ze nie zostanę nabity na pal, lub spalony na stosie za jakieś banalne błędy. Miłej lektury. (Nie, to nie miał być sarkazm :P) Mile widziane są wszelkie poprawki ;)


– Słuchajcie, bo to bardzo ważne i nie będę tego powtarzać. Skomplikowana sytuacja polityczna doprowadziła do wojny światowej w połowie 2013 roku. Bodźcem, który pobudził państwa do rozpoczęcia działań zbrojnych, był zamach na prezydenta Federacji Rosyjskiej – Władimira Putina, goszczącego w Polsce z wizytą dyplomatyczną. Polskie złoża gazu łupkowego okazały się wystarczające, by uniezależnić Europę Zachodnią od rosyjskich dostaw na kilkaset lat, co groziło głębokim kryzysem gospodarczym Federacji. Nikt nie wiedział, że za zamachem stali sojusznicy Rosjan – Chińczycy, którym zależało na wywołaniu konfliktu – wszak to oni najbardziej by na nim zyskali. Wojska Federacji Rosyjskiej, sprzymierzone z siłami Chińskiej Republiki Ludowej, przypuściły szturm na tereny Unii Europejskiej. Stany Zjednoczone ogłosiły blokadę kontynentalną państw "Czerwonego Bloku", z której zaskakująco szybko się wycofały – Chińczycy zagrozili paraliżem amerykańskiej gospodarki – wszak ówczesny świat dobrze wiedział, kto ma kogo w kieszeni. Państwa Bliskiego Wschodu wykorzystały okazję i zrównały z ziemią Izrael, doprowadzając do kolejnego Holocaustu, jako zemsty za krzywdy Palestyńczyków. Atak jądrowy na Tel-Awiw spotkał się ze zdecydowaną reakcją Indii. Hindusi ostrzegli, że następne użycie broni atomowej skończy się odpaleniem indyjskich rakiet w kierunku największych stolic świata – najprawdopodobniej tylko dzięki tej decyzji udało się zapobiec nuklearnej zagładzie. Pokojowa Francja zrzekła się przywództwa w Unii Europejskiej na rzecz Niemiec. Przywódcy RFN wraz z Polakami opracowali skuteczny plan obrony terytorialnej, który spowodował załamanie rosyjsko-chińskiej ofensywy. NATO oficjalnie przestało istnieć, ale Amerykanie postanowili w tajemnicy przed Chińczykami wspierać państwa UE dostawami sprzętu wojskowego. Japończycy zadeklarowali neutralność. Od tamtych dni upłynęło ponad dwieście lat... A jeżeli pan Piotr Ostrowski nie przestanie spać na moich lekcjach, to nawet cała flota Federacji nie uchroni go przed poprawką z historii.
Gderliwy głos nauczycielki strzelił jak bicz w pomieszczeniu, co sprawiło, że młody chłopak siedzący w ostatniej ławce, drgnął i podniósł głowę z blatu. Potoczył lekko nieprzytomnym wzrokiem po sali i spostrzegł, że cała klasa na niego patrzy. Niektórzy uśmiechali się kpiąco, jakby chcieli powiedzieć: "Ha, Ostrowskiemu znowu się dostało". Młodzian wyprostował się i wymamrotał:
– Przepraszam, pani profesor, to się więcej nie powtórzy.
Nauczycielka, wciąż ze wściekłą miną odwróciła się do reszty uczniów.
– Jak już mówiłam, od czasu III wojny światowej, zwanej także Wojną Przedfederacyjną minęło ponad dwieście lat. Jak możecie zauważyć, wiele się od tamtego czasu zmieniło, a to wszystko dzięki bohaterskiej postawie naszych przodków.
W tym momencie zabrzmiał dzwonek i uczniowie zaczęli zbierać się do wyjścia.
– Przypominam, że w przyszłym tygodniu macie sprawdzian ze stosunków polsko-rosyjskich w czasach poprzedzających III wojnę światową. Radzę się przygotować! Ciebie to też dotyczy Ostrowski! I ciebie Lisiecka!
Piotr jako jeden z ostatnich wyszedł z klasy. Był wściekły na siebie, że znowu zasnął na lekcji tej starej krowy, ale wczoraj do późna nie mógł zasnąć. Wszystko dlatego, że czekał na ojca, który miał wrócić z ważnej misji wczoraj w nocy.
Kapitan Jan Ostrowski był bowiem wojskowym, dowódcą eksperymentalnej fregaty zwiadowczej klasy Ranger. Faktycznie, powinien wrócić poprzedniej nocy do domu, jednak jak zwykle przy rutynowych zadaniach, tak i tutaj "coś" musiało pójść nie tak...


*********


– Poruczniku, raport! – W kokpicie zabrzmiał spokojny głos kapitana okrętu.
– "Hubal" spisuje się znakomicie. Wszystkie systemy sprawne, wskaźniki na zielonych polach. Wygląda na to, że chociaż raz inżynierowie Federacji się postarali i sklecili coś co nie rozleci się przy przekroczeniu prędkości światła. – powiedział pilot.
– Taaak, może tym razem przeciążenia nie przełamią okrętu na pół... – odezwał się drugi pilot.
Na te słowa kapitan wzniósł wymownie oczy ku niebu i odwracając się do wyjścia rzucił:
– Dobrze, informujcie mnie co kwadrans – i wyszedł.
– Tomek, też masz wrażenie, że kapitan mnie nie lubi? – podjął po chwili milczenia drugi pilot.
– Stary, nikt na tym statku cię nie lubi. Jesteś irytujący z natury, wiesz?
– Ja to nazywam poczuciem humoru.
– A ja mogę nazwać strzał w głowę wypadkiem przy czyszczeniu broni. Przymknij się.
Ta uwaga zakończyła dyskusję. Piloci jeszcze przez chwilę przyglądali się sobie, by po chwili wrócić do swoich obowiązków. Byli swoimi absolutnymi przeciwieństwami.
Pierwszy pilot – porucznik Tomasz Wahowicz – był wysokim, muskularnym blondynem o pewnych ruchach i mocnym spojrzeniu, które mówiło: "Lepiej ze mną nie zadzieraj". Rzadko się odzywał i nigdy, ale to nigdy nie żartował.
Natomiast drugi nazywał się Krzysiek Terlecki, był przynajmniej sześć lat młodszy od kolegi z kokpitu, chudy, wygadany i energiczny. Wszędzie było go pełno, czym doprowadzał wielu do irytacji. Jego motto życiowe brzmiało mniej więcej: "Dzień bez żartu, to dzień stracony".
Jedyną wspólną cechą obu mężczyzn, poza płcią oczywiście, była niezrównana umiejętność pilotażu. Obaj potrafili sprawić, że okręt gwiezdny, niemal zatańczy. Do tego pomimo różnicy zdań w kwestii spędzania wolnego czasu, byli świetnie zgrani.
Teraz, testowali nowy statek projektu inżynierów Federacji. Lekką fregatę zwiadowczą klasy Ranger, wyposażoną w eksperymentalny silnik jonowy, zdolny prześcignąć wszystkie znane okręty tej klasy. Załoga postanowiła ochrzcić okręt mianem "Hubal" na cześć jednego z największych kawalerzystów, a jednocześnie speców od walki podjazdowej w historii.
– Dobra, sprawdźmy, co ta dziecinka potrafi – mruknął Tomasz otwierając przepustnicę. Okręt przyspieszył, a Krzysiek zameldował:
– Wszystko sprawne, zużycie energii 40%, stateczniki poziome w normie, pionowe również. Lewy akcelerator jonów zdaje się trochę marudzić. Wezmę Błażeja i sprawdzimy, w czym problem.
– Jasne, tylko nie usmażcie elektroniki – odrzekł Wahowicz nie odwracając się od konsoli.
Kapral Terlecki opuścił kokpit i minąwszy wąski korytarzyk ze śluzą powietrzną, znalazł się w głównym pomieszczeniu okrętu, zwanym przez załogę Salonem. Wpadł tam – dosłownie wpadł – na dwóch żołnierzy wsparcia, Franciszka i Antoniego Pawłowskich. Wyglądali, jakby się o coś kłócili. Obaj byli o głowę od niego wyżsi i lepiej zbudowani, mieli identycznie wyglądające twarze i żołnierskie fryzury. Może i byłoby to dziwne, gdyby nie fakt, że szeregowi Pawłowscy, to bracia bliźniacy. Na widok Krzyśka przerwali sprzeczkę i uśmiechnęli się w ten sam sposób (trochę go to przerażało, bo wyglądało to tak, jakby ktoś bawił się kserokopiarką), ale odwzajemnił gest.
– Jak leci? – spytał ten stojący bliżej.
– W porządku, szukam Błażeja, wiecie gdzie jest?
– A gdzie może być najtęższa głowa we flocie? – spytał drugi.
– Czyta w swojej kajucie – rzekł pierwszy.
– Dzięki eee... chłopaki...
"Cholera, trzeba im przylepić karteczki z imionami, bo nie wiadomo który jest który", pomyślał kapral, ruszając w kierunku kwater załogi. Bliźniacy wrócili do swojej wymiany zdań.
Przeszedł przez Salon, duże, okrągłe pomieszczenie ze stołem na środku, obstawionym dookoła dziesięcioma krzesłami. Na chwilę obecną blat zawalony był czymś, co przywodziło na myśl stertę brudnej bielizny połączonej z mieszaniną niekompletnego sprzętu wojskowego. Krzysiek nareszcie wiedział, o co kłóciła się tamta dwójka: "Kto ma sprzątnąć ten bajzel". Uśmiechając się lekko, ruszył dalej. W korytarzu prowadzącym do mesy i kwater minął jeszcze jednego członka załogi. Na pierwszy rzut oka wyglądał jak bezdomny w mundurze Federacji, obwieszony granatami. Nawet pachniał podobnie.
Był to jednak Sasza, a właściwie Starszy Szeregowy Sasza Koroliew. Spec od materiałów wybuchowych. Niski, pokaźnej postury mężczyzna z brodą i burzą tłustych, czarnych włosów na głowie. Był Rosjaninem z pochodzenia i jak przystało na prawdziwego Rosjanina, załoga rzadko widywała go zupełnie trzeźwym. Na widok pilota, rozpromienił się i powiedział ochrypłym głosem:
– Aa, tieliesnyj* Terlecki! Davaj na jednego!
– Nie mogę Sasza, szukam Błażeja, wiesz gdzie jest?
– Da, w swojej kajucie. Słaba głowa, nie chce pić.
Krzysiek roześmiał się i ruszył dalej. W końcu dotarł do kwater. Jak można się było domyślić Błażej leżał wyciągnięty na swojej pryczy z książką w ręku.
– Rzuć literaturę i podnieś tyłek. Stabilizator nawala i musimy go...
– Wiem – powiedział nie odrywając wzroku od książki. – Słyszę, jak nieregularnie pracuje.
Krzysiek nie zapytał, jakim cudem on może słyszeć sinik znajdujący się pod pokładem, okryty wygłuszającym materiałem. Po prostu wiedział, że Błażej nie kłamie. Nie bez powodu był jednym z najlepszych techników we flocie.
– To rusz się. kapitan nie będzie zadowolony, jak statek nie przejdzie prób ze stu procentową skutecznością.
Technik westchnął i wstał. Choć trudno w to uwierzyć, był jeszcze chudszy i niższy niż Krzysiek. Miał krótko ostrzyżone włosy i bystre niebieskie oczy. Nosił zawsze mundur służb technicznych i pas narzędziowy, który sprawiał wrażenie, jakby ciągnął go w dół. Kapral i bliźniacy często zastanawiali się jakim cudem ten pas nie ściąga mu spodni. Wyglądał bowiem, jakby ważył więcej niż jego właściciel.
Żołnierze wyszli z kwater i ruszyli ku schodom wiodącym do maszynowni. Znajdowały się na lewo od mesy, były bardzo wąskie i gdyby ktoś nie wiedział, że tam są, na pewno by je ominął.
Błażej prowadził. Szedł swobodnym krokiem po schodach, z rękami w kieszeniach. Krzysiek kroczył za nim, uważając, żeby nie poślizgnąć się na stromych stopniach.
Maszynownia. Właściwie to tylko wąski korytarz biegnący obok długiej rury, z konsolą sterującą po jednej stronie i strzelającym łukami elektrycznymi urządzeniem po drugiej. Oprócz tego, pełna była stuków i jakiegoś dziwnego dźwięku. Chyba połączenia szumu z buczeniem. Tak przynajmniej widział to Krzysiek, który przeszedł tylko podstawowe szkolenie z obsługi maszyn okrętowych.
– Partacze – mruknął Błażej podchodząc do konsoli. – Nie potrafią nawet zestroić stabilizatora jonów z napędem Basowa.
Krzysiek prawie nic nie rozumiał z tego, co mówił technik, ale nazwisko Basow znał chyba z akademii. To dzięki jego odkryciom w dziedzinie fizyki kwantowej, sto lat temu wynaleziono silnik, czerpiący energię ze zderzeń jonów.
– Gotowe – oznajmił triumfalnie Błażej po kilku minutach. – Teraz silnik chodzi jak złoto!
Odgłosy wydawane przez napęd rzeczywiście się zmieniły. Teraz brzmiał dużo spokojniej, buczenie było mniej natarczywe.
Wtedy coś zadudniło i zakołysało statkiem tak, że mężczyźni upadli na podłogę. Na konsoli zapaliło się kilka kontrolek i odezwał się alarm ostrzegawczy.
– Cholera, co się dzieje?! – spytał Krzysiek wstając.
– Nie mam pojęcia. – Błażej już starał się opanować sytuację, naciskając przyciski na konsoli. – Leć do kokpitu, sprawdź co się dzieje, ja posprzątam ten bałagan!
Kapral wybiegł z maszynowni i wpadł na schody. Przeskakując po dwa stopnie na raz, po kilku sekundach mknął już korytarzem w kierunku mostka. Minął się w nim z kolejnym członkiem załogi, jedyną kobietą na pokładzie. Posłał jej w biegu uśmiech i w końcu dotarł do kokpitu.
Tu także rozbrzmiewały alarmy ostrzegawcze. Kapral zajął miejsce i natychmiast rozpoczął diagnostykę.
– Co się dzieje? – spytał, gdy jego palce błądziły po przełącznikach i przyciskach na konsoli.
– Skaner średniego zasięgu coś wykrył – powiedział Tomek. – Coś dużego na lewej burcie.
– Asteroidy?
– Nie, to coś otworzyło do nas ogień. To były torpedy protonowe.
– Piraci?
– Sygnatura wskazuje na okręt Federacji.
– Co to za zamieszanie? – Kapitan właśnie pojawił się na mostku. Nie wyglądał na ani trochę zaniepokojonego. To była jedna z jego niesamowitych cech. Bez względu na okoliczności zawsze był spokojny i myślał trzeźwo.
– Zostaliśmy zaatakowani, sir! – zameldował Krzysiek. – Prawdopodobnie przypadkowy przyjacielski ostrzał.
– Wywołać mi tych idiotów na ekran!
– Tak jest!
Zapadła pełna napięcia cisza. Tomek siedział ze słuchawkami na uszach i mówił do mikrofonu:
– Tu Zwiadowczy Okręt Federacji, "Hubal". Otworzyliście do nas ogień. Podajcie numer kodowy i połączcie nas z kapitanem! – Pilot popatrzył na pozostałych i pokręcił głową. Odpowiedziała mu cisza.
– Em... kapitanie? – odezwał się nieśmiało Krzysiek.
– Co jest Terlecki?
– Okręt się zbliża. Za chwile nasze czujniki bezpośredniego zasięgu będą mogły przeskanować jego powierzchnię. Znajdziemy go w bazie danych.
– Dobra robota. Przygotuj skanery – powiedział opierając dłonie na fotelu.
Nagle kolejna eksplozja wstrząsnęła okrętem. Gdyby nie odpowiednio zaprojektowane fotele, piloci pospadaliby na podłogę, a tak tylko trochę nimi zarzuciło. Kapitan nie miał tyle szczęścia.
– Strzelają do nas! Krzysiek, manewry wymijające! – krzyknął Tomek łapiąc za stery.
– Robi się!
Statek wykonał ostry zwrot na prawą burtę, a następnie zaczął pikować w dół z zastraszającą prędkością.
– Siedzą nam na ogonie – rzekł Krzysiek patrząc na ekran. – Hmm... Nie wygląda mi to na żaden znany mi okręt Federacji.
Kapitan zajrzał mu przez ramię, a po chwili wyprostował się.
– Postarajcie się ich zgubić. Chcę mieć przekaz do Admirała Lisieckiego i Ambasadora Puławskiego na Tardilii w pokoju komunikacyjnym najdalej za dwie minuty. Mamy poważny problem. Wygląda na to, że na scenie pojawił się jeszcze jeden gracz.
Popatrzył jeszcze raz na ekran, na którym ukazany był okręt, który atakował "Hubala". Wyglądem przypominał wypukły deltoid z mnóstwem wieżyczek strzelniczych. Był przynajmniej pięć razy większy niż fregata klasy Ranger, ale na szczęście nie tak szybki. Wkrótce udało się go zgubić. Jednak poczucie zagrożenia zostało, a to był ledwie początek.


(*tieliesnyj (Ros.) – Kapral)
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Jeśli już chodzi o zapis fonetyczny, to 'kapral' po rosyjsku będzie 'tieliesnyj'.
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#3
Jestem zdumiony, że niczego więcej nie wychwyciliście :D
Odpowiedz
#4
Wychwyciliście, wychwyciliście...
A oto poprawki:

(24-11-2012, 02:26)Pixel napisał(a): (rozpoczynasz tekst od czyjejś wypowiedzi, więc poprzedź ją myślnikiem)

Bodźcem, który pobudził państwa do rozpoczęcia działań zbrojnych (przecinek) był zamach na prezydenta Federacji Rosyjskiej – Władimira Putina, goszczącego w Polsce z wizytą dyplomatyczną.

Wojska Federacji Rosyjskiej, sprzymierzone z siłami Chińskiej Republiki Ludowej (przecinek) przypuściły szturm na tereny Unii Europejskiej.

Gderliwy głos nauczycielki strzelił jak bicz w pomieszczeniu, co sprawiło,(spacja)że młody chłopak, (zbędny przecinek) siedzący w ostatniej ławce, drgnął i podniósł głowę z blatu.

Niektórzy uśmiechali się kpiąco, jakby chcieli powiedzieć (dwukropek) "Ha, Ostrowskiemu znowu się dostało". Młodzian wyprostował się i wymamrotał:
– Przepraszam (przecinek) pani profesor, to się więcej nie powtórzy.
Nauczycielka, wciąż ze wściekłą miną (przecinek) odwróciła się do reszty uczniów.
– Jak już mówiłam, Od (dlaczego dużą literą?) czasu III wojny światowej, zwanej także Wojną Przedfederacyjną (przecinek) minęło ponad dwieście lat.

– Przypominam, że w przyszłym tygodniu macie sprawdzian ze stosunków Polsko-Rosyjskich (dlaczego dużą literą?) w czasach poprzedzających III Wojnę Światową (dlaczego dużą literą; zwłaszcza, że wcześniej już pisałeś małą). Radzę się przygotować! Ciebie to też dotyczy Ostrowski! I Ciebie (małą literą) Lisiecka!

Kapitan Jan Ostrowski, (zbędny przecinek) był bowiem wojskowym, dowódcą eksperymentalnej fregaty zwiadowczej klasy Ranger.

Wygląda na to, że chociaż raz inżynierowie Federacji się postarali i sklecili coś (przecinek) co nie rozleci się przy przekroczeniu prędkości światła. (zbędna kropka) – powiedział pilot.

Na te słowa kapitan wzniósł wymownie oczy ku niebu i odwracając się do wyjścia (przecinek) rzucił:

Pierwszy pilot – porucznik Tomasz Wahowicz, (jeśli wprowadzasz wtrącenie myślnikiem, to i myślnikiem powinieneś je zakończyć) był wysokim, muskularnym blondynem o pewnych ruchach i mocnym, (zbędny przecinek) spojrzeniu, które mówiło (dwukropek) "lepiej (dużą literą) ze mną nie zadzieraj". Rzadko się odzywał i NIGDY (drażni mnie takie uwypuklanie słów; można przecież to zrobić tak: "nigdy(!)" albo tak: "nigdy, ale to nigdy") nie żartował.
Natomiast drugi, (zbędny przecinek) nazywał się Krzysiek Terlecki, (...)

Obaj potrafili sprawić, że okręt gwiezdny, (zbędny przecinek) niemal zatańczy.

Teraz, (zbędny przecinek) testowali nowy statek projektu inżynierów Federacji.

Załoga postanowiła ochrzcić okręt mianem "Hubal", (zbędny przecinek) na cześć jednego z największych kawalerzystów, a jednocześnie speców od walki podjazdowej w historii.
– Dobra, sprawdźmy (przecinek) co ta dziecinka potrafi – mruknął Tomasz otwierająć (otwierając – literówka) przepustnicę. Okręt przyspieszył, a Krzysiek zameldował:
– Wszystko sprawne, zużycie energii 40%, steteczniki (stateczniki – literówka) poziome w normie, pionowe również.
(czy to jest wypowiedź Krzyśka? bo dałeś od nowej linii) Lewy akcelerator jonów zdaje się trochę marudzić, (raczej kropka i nowe zdanie) wezmę Błażeja i sprawdzimy (przecinek) w czym problem.

apral (Kapral) Terlecki opuścił kokpit i minąwszy wąski korytarzyk ze śluzą powietrzną, (...)

Wyglądali (przecinek) jakby się o coś kłócili.

– Dzięki eee... chłopaki... – (bez myślnika od nowej linii i dużą literą; a całość myśli dałbym w cudzysłów) cholera, trzeba im przylepić karteczki z imionami, bo nie wiadomo który jest który, pomyślał kapral (przecinek) ruszając w kierunku kwater załogi.

Na chwilę obecną blat zawalony był czymś (przecinek) co przywodziło na myśl stertę brudnej bielizny połączonej z mieszaniną niekompletnego sprzętu wojskowego. Krzysiek nareszcie wiedział (przecinek) o co kłóciła się tamta dwójka: "kto (dużą literą) ma sprzątnąć ten bajzel". Uśmiechając się lekko (przecinek) ruszył dalej.

Niski, pokaźnej postury mężczyzna z brodą i burzą tłustych (przecinek) czarnych włosów na głowie.

Na widok pilota, (zbędny przecinek) rozpromienił się i powiedział ochrypłym głosem:
– Aa, tieliesnyj* Terlecki! Davatʹ (Davaj – odmiana w j. rosyjskim też istnieje, a Tłumacz Google jej nie pokazuje :) ) na jednego!

– Słyszę (przecinek) jak nieregularnie pracuje.
Krzysiek nie zapytał (przecinek) jakim cudem on może słyszeć sinik znajdujący się pod pokładem, okryty wygłuszającym materiałem.

– To rusz się. kapitan nie będzie zadowolony (przecinek) jak statek nie przejdzie prób ze stu procentową skutecznością.
Technik westchnął i wstał. Choć trudno w to uwierzyć (przecinek) był jeszcze chudszy i niższy niż Krzysiek.

Kapral i bliźniacy często zastanawiali się (przecinek) jakim cudem ten pas nie ściąga mu spodni.

Znajdowały się na lewo od mesy, były bardzo wąskie i gdyby ktoś nie wiedział, że tam są (przecinek) na pewno by je ominął.

Krzysiek kroczył za nim, uważając (przecinek) żeby nie poślizgnąć się na stromych stopniach.
Maszynownia. Właściwie to tylko wąski korytarz biegnący obok długiej rury, z konsolą sterującą po jednej stronie, (zbędny przecinek) i strzelającym łukami elektrycznymi urządzeniem po drugiej. Oprócz tego, pełna była stuków, (zbędny przecinek) i jakiegoś dziwnego dźwięku. Chyba połączenia szumu z buczeniem.

Krzysiek prawie nic nie rozumiał z tego (przecinek) co mówił technik, ale nazwisko Basow, (zbędny przecinek) znał chyba z akademii.

– Gotowe, (raczej myślnik) oznajmił triumfalnie Błażej po kilku minutach.

– Nie mam pojęcia (kropka) – Błażej już starał się opanować sytuację (przecinek) naciskając przyciski na konsoli.

Przeskakując po dwa stopnie na raz (przecinek) po kilku sekundach mknął już korytarzem w kierunku mostka.

– Co to za zamieszanie? – kapitan (dużą literą) właśnie pojawił się na mostku.

– Zostaliśmy zaatakowani (przecinek) sir! – zameldował Krzysiek. – Prawdopodobnie przypadkowy (przecinek) przyjacielski ostrzał.
– Wywołać mi tych idiotów w (zbędne) na ekran!
– Tak jest!

– Tu Zwiadowczy Okręt Federacji, "Hubal" (kropka i dalej dużą literą) otworzyliście do nas ogień.

Statek wykonał ostry zwrot na prawą burtę (przecinek) a następnie zaczął pikować w dół z zastraszającą prędkością.
– Siedzą nam na ogonie. (zbędna kropka) – rzekł Krzysiek patrząc na ekran. – Hmm... nie (dużą literą) wygląda mi to na żaden znany mi okręt Federacji.

Fabuła jak na razie świetna. Miło się czytało, ale cały efekt psują błędy.
Nasze poradniki:
zapis dialogów – http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...logow.html
interpunkcja – http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html
http://podziemieopowiadan.pl/forum/threa...nkcja.html
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
#5
Spokojnie, w kwestii wszelkich błędów, mamy korektorkę, która je poprawi. Bardziej interesowałaby mnie ocena fabuły i samego pomysłu.
Odpowiedz
#6
(25-11-2012, 17:30)Pixel napisał(a): Spokojnie, w kwestii wszelkich błędów, mamy korektorkę, która je poprawi. Bardziej interesowałaby mnie ocena fabuły i samego pomysłu.

To czy korektorka nie mogła tego sprawdzić, zanim wkleiłeś tu ten tekst? :P
W kwestii, która cię interesuje, wyraziłem swoją krótką opinię :)
Wita gospodarz, właściciel, przełożony, osoba starsza. Jeśli nie jesteś żadnym z nich, używaj zwrotu WITAJ.
Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Fajnie, ale chciałbym, żeby ktoś jeszcze się wypowiedział :P
Odpowiedz
#8
Dwieście dwadzieścia osiem lat. Tyle czasu minęło od ostatniej wielkiej wojny, która pochłonęła miliony istnień. Zaraz po jej zakończeniu światowe rządy wszystkich większych państw spotkały się w Brukseli, by jak zwykle po tego typu konflikcie, podebatować. Przegłosowano stworzenie Federacji, a Polska i Niemcy zostały obwołane bohaterami. Pozostali przywódcy ściskali dłonie ich przedstawicielom i gratulowali wspaniałej strategii obrony, (zupełnie jakby to oni brali udział w walkach i przelewali krew za resztę świata)
Niestety taki już jest świat. Ci, którzy najbardziej przysłużyli się sprawie, zazwyczaj siedzą w cieniu tych, którzy nie zrobili nic i tylko spijają śmietankę. Prosty żołnierz zawsze jest pominięty, gdy rozdają nagrody, ale jednocześnie to on ponosi największą ofiarę.
Do takich wniosków doszedł kapitan "Hubala" stojąc w pokoju komunikacyjnym i opierając dłonie o terminal. Pomyślał o swojej żonie i synu, których nie widział od ponad dwóch miesięcy. Jego syn miał za tydzień urodziny, a Jan obiecał, że się na nich pojawi. Niestety wyglądało na to, że nie dotrzyma obietnicy i nie wróci zbyt szybko do domu. O ile w ogóle kiedyś wróci...
Z rozmyślań wyrwał go głos admirała Lisieckiego, którego lekko przezroczysta, niebieskawa postać właśnie zmaterializowała się w przekaźniku terminala komunikacyjnego:
– O co chodzi kapitanie? Prosił pan o pilny przekaz – dowódca był zaniepokojony, gdy jego hologram wpatrywał się w lekko pochylonego Jana Ostrowskiego. Mężczyźni zasalutowali sobie szybko i przystąpili do rozmowy. Jan znów oparł dłonie o terminal.
– Tak, nie robiłbym tego gdyby to nie było naprawdę konieczne admirale – odpowiedział kapitan nie podnosząc głowy. – Wysyłam panu obraz okrętu, który ostrzelał nas w sektorze theta 3, w Mgławicy Kraba.
– Hmm... – mruknął hologram patrząc na przesłane dane. – Wiemy coś więcej?
– Używają kodów sygnaturowych okrętów Federacji – rzekł Jan. – Mogą zaskoczyć całą flotę i zbliżyć się na odległość strzału, zanim tamci zorientują się, że coś jest nie tak.
– Masz rację – odrzekł natychmiast admirał. – Nie możemy sobie na to pozwolić. Wysyłam "Hubala" z misją.
Kapitan wyprostował się i spojrzał na swojego dowódcę. Jego hologram miał nieprzenikniony wyraz twarzy, ale z zaciśniętych pięści można było wywnioskować, ze nie jest to dla niego łatwa decyzja.
– Co mamy zrobić? – spytał natychmiast Ostrowski.
– Zadanie nie będzie łatwe – powiedział powoli admirał. – Musicie namierzyć ten okręt, zakraść się na jego pokład i dowiedzieć się skąd mają nasze kody sygnaturowe. Jeżeli będzie to możliwe nie dajcie się wykryć, nie chcemy nowej wojny. Przyzwyczailiśmy ludzi do pokoju.
– Zrobimy co się da!
– Wiem.
Kapitan Ostrowski zasalutował i odwrócił się do wyjścia, gdy hologram przemówił po raz ostatni:
– Janek, powinieneś wysłać wiadomość do Renaty. Pewnie zamartwia się w domu...
– Taaak, ma pan rację admirale, dziękuję.
Kilka minut później Jan zjawił się na mostku.
– Terlecki, za pięć minut chcę widzieć wszystkich w Salonie. Mamy coś do omówienia, Sasza też ma być – po czym wyszedł nie czekając na odpowiedź.
– O stary, admirał musiał mu nieźle nagadać... – podjął Krzysiek gdy upewnił się, że dowódca już go nie słyszy.
– Taaa – mruknął Tomek. – Tyle, że admirał i kapitan, to kumple ze szkolnej ławy, nie wiedziałeś o tym? Była jakaś afera trzydzieści lat temu i uziemili Ostrowskiego przy obecnym stopniu. Lisiecki piął się dalej po szczeblach kariery... Swoją drogą ciekawe co to za ważna sprawa.
– Nie mam pojęcia, ale lepiej powiadomić resztę i ruszyć tyłki. Nie lubię oglądać kapitana wściekłego.
Piloci weszli do Salonu i zajęli swoje miejsca za stołem obok braci Pawłowskich. Jak to zwykle bywało, obdarzyli oni Krzyśka promiennymi uśmiechami i spojrzeniem, z którego jasno można było wyczytać, że mają kupę nowych żartów, którymi koniecznie muszą się z nim podzielić. Po lewej stronie Tomaka siedział mężczyzna, który wyglądał trochę jak kulturysta.
Miał szerokie, umięśnione ramiona, był wysoki i wyglądał dość groźnie. Na policzku widniała paskudna blizna, chyba po ostrzu noża. Do całości nie pasowały lśniące blond loki, delikatnie opadające na czoło i kilkudniowy zarost. Mężczyzna ów nazywał się Robert Kot i był zajęty wpatrywaniem się w kobietę siedzącą naprzeciwko, która swoją drogą całkowicie go ignorowała.
Na pierwszy rzut oka, była typem niebezpiecznej laski, którą lepiej ominąć szerokim łukiem, jeżeli nie chce się zebrać po twarzy za bycie facetem. W tym konkretnym przypadku, pierwsze wrażenie idealnie oddawało charakter kobiety. Można to było też wywnioskować po jej wyglądzie:
Długie, ciemne włosy ukryte pod chustką moro zawiązaną na głowie, biały podkoszulek bez rękawów (mimo iż pierwotnie je posiadał) i bojówki z kamuflażem khaki. Do tego wszystkiego pistolet w kaburze u pasa i spojrzenie spode łba na każdego przy stole.
Kapitan odchrząknął i wstał. Z jego twarzy jak zwykle ciężko było cokolwiek wyczytać. Po chwili przemówił spokojnym głosem:
– Kontaktowałem się admirałem w sprawie niedawnego ataku na "Hubala" – powiedział rozglądając się po twarzach zebranych. – Zaniepokoiła go informacja o korzystaniu z sygnatur Federacji, dlatego wysłał nas na kolejną misję.
Nikt przy stole się nie odezwał, ale napięcie było niemal namacalne. Krzysiek wiedział, że misja nie będzie należała do łatwych. Oni nigdy nie dostają łatwych zadań.
– Admirał chce, żebyśmy zakradli się na tamten okręt i dowiedzieli się skąd potencjalny wróg ma nasze kody. Podchodzimy "na cicho", nie chcemy nowej wojny.
Robert prychnął, jakby się z tym nie zgadzał, ale nie odezwał się. Kapitan obdarzył go szybkim spojrzeniem i ciągnął dalej:
– Terlecki i Wahowicz wprowadzą nas do jednego z hangarów, a wtedy reszta oddziału wejdzie na pokład i przekradnie się do jednego z terminali. Dmowski, będziesz musiał się do niego włamać i pobrać dane, jesteś w stanie to zrobić?
– Z rękami zawiązanymi na plecach kapitanie – odparł Błażej uśmiechając się.
– Dobrze, przekażę wam dalsze instrukcje gdy znajdziemy ten okręt. Na razie to wszystko. Rozejść się.
Wszyscy wstali prawie jednocześnie by wrócić do swoich obowiązków.

– Kurwa mać! – Krzysiek ukrył twarz w dłoniach, opierając łokcie o konsolę w kokpicie. – Jak taki wielki statek mógł zniknąć bez śladu?
– Nie gadaj, wypatruj anomalii na radarze – odrzekł spokojnie Tomek.
– Taaa, sranomalii chyba...
– Słyszałem to.
Szukali od kilku godzin. Przeczesując sektor po sektorze, nasłuchując przy sonarze, wpatrując się w bezkresną pustkę kosmosu i radar. Jak dotąd wciąż bez skutku. Nawet najmniejszego. Było to strasznie frustrujące, ale nie można było się poddać. Zadanie było ważne.
Minęła kolejna godzina bezowocnych poszukiwań. Krzysiek był bliski powiadomienia kapitana o tym, że statek przepadł, gdy odezwał się Tomek.
– Skanery coś wykryły. Ślad silników jonowych. Strasznie słaby, ale wzór pasuje do uciekiniera.
– Dasz radę wyśledzić jego trasę? – Spytał natychmiast Krzysiek.
– A jak myślisz, czemu to ja jestem głównym pilotem?
– Bo drugi, to ten mądrzejszy, który zna się na nawigacji?
– Ha, chciałbyś. Lepiej weź się za namierzanie tego śladu.
– Czyli jeden do zera dla mnie?
– Ty chyba dawno nie dostałeś po pysku, co Terlecki?
– Dobra, uznajmy, że był remis.
Krzysiek odwrócił się do konsoli i wcisnął na niej kilka przycisków. Na ekranie natychmiast pojawiła się symulacja prawdopodobnych tras śledzonego okrętu. Kapral wybrał tę, która wydawała mu się być najbardziej oczywistą i przesłał koordynaty do komputera nawigacyjnego.
– Gotowi do skoku – zameldował.
– Dobra, przygotuj się. Skok za trzy.
Ani się obejrzeli a gwiazdy dookoła zamieniły się w rozmazane punkty. Wszystko za sprawą akceleratorów jonów. Przyspieszają one cząsteczki do prędkości światła i prowokują ich zderzenia, co jednorazowo wyzwala ilość energii, jaka wystarczyłaby do zasilenia małego miasteczka przez trzy tygodnie. Osłony akceleratorów także mają swoje ograniczenia, toteż "Skoku", można użyć tylko dwa razy na jedno przebiegunowanie ładunków.
"Hubal" wyłonił się z przestrzeni w okolicy pola asteroid. Piloci byli zmuszeni do natychmiastowego uniku przed ogromną skałą zawieszoną w próżni. Jedną z tysięcy w tym sektorze.
– Pięknie wybrałeś punkt wyjścia, nie ma co – powiedział Tomek ocierając pot z czoła.
– Nie chciałem, żebyś się nudził – odrzekł Krzysiek szczerząc zęby w uśmiechu.
Tomek zignorował go i przyjrzał się odczytom. Wyglądało na to, że statek, który jest ich celem znajduje się w tym sektorze, a asteroidy zakłócą pracę ich czujników. Czy wrogowie serio mogą być aż tak głupi?
– Wyznaczam koordynaty podejścia. Wygląda na to, że nie spodziewają się infiltracji, wszystkie hangary są otwarte, zupełnie jakby nas zapraszali.
– Dobra. Podprowadźmy okręt, tylko bez szaleństw.
"Hubal" pomknął w stronę krążownika (przynajmniej na takowy wyglądała ta jednostka) i po kilku pełnych napięcia minutach osiadł gładko w jednym z hangarów. Co ciekawe był on...
– Pusty... – Powiedział Krzysiek patrząc przez iluminator. – Coś mi tu śmierdzi.
– Nie ważne, powiedz kapitanowi, że mogą ruszać.
Odpowiedz
#9
Ciekawe to opowiadanie, aczkolwiek za historiami o statkach kosmicznych nie przepadam. Podobała mi się wizja III wojny światowej jaką przedstawiłeś. Sojusz z Niemcami mnie zaskoczył :D
Będzie kontynuacja?
Odpowiedz
#10
Oczywiście, że będzie kontynuacja. Przynajmniej takową planuję.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Obyczajowe Opowiadanie detektywistyczne bez jakiegokolwiek tytułu Mezaara 7 7,017 13-12-2013, 18:34
Ostatni post: Zojka
  Sci-Fi Bez tytułu. TomekSzymek 8 4,764 27-08-2013, 00:29
Ostatni post: Duśka
  Fantasy Bez tytułu Triceraton 11 6,376 16-04-2013, 15:40
Ostatni post: Triceraton
  Przygodowe Jak na razie bez tytułu. Oceńcie sami :D. Alice.Bone 3 4,199 08-02-2013, 21:47
Ostatni post: StuGraMP
  Poezja *** bez tytułu wera3009 5 3,462 06-12-2012, 23:34
Ostatni post: Darena

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości