Podziemie Opowiadań
Zaloguj się
Login/Adres e-mail::
Hasło:
Nie pamiętam hasła
Nie masz konta?
Rejestracja



Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Tryby wyświetlania wątku
Fantasy Pomocnica Diabła
#1
Rozdział Pierwszy

Na moim czole pojawiły się kropelki słonej wody. Nie czułam się również zażenowana tym, że zostawiałam na rozgrzanych płytkach ślady mokrych stóp, które przesiąknęły potem. Ciepło owych płytek również mnie nie parzyło, mogłam więc spokojnie przechadzać się korytarzami. Ściany z czerwonego kamienia, od czasu do czasu wysadzane diamentami, oświetlane przez pochodnie, w swojej roli odnajdywały się znakomicie, grzejąc mimo srogiej zimy na zewnątrz. Obrazy, a właściwie zdjęcia, wiszące na tych ścianach, sprawiały, że mimo ciepła, które mnie otaczało, wzdrygałam się i obsypywałam ciało gęsią skórką. Na przekór tego, co miało mnie spotkać, szłam dalej, by przekonać się ile zostało we mnie dawnej odwagi.
Buty jakimś cudem spadły z moich stóp, kiedy stanęłam u bram TEGO miejsca. Szłam tylko w szalu, który cudem uszedł z życiem, podkoszulce i krótkich spodenkach, a na moje nagie ramiona spadały kaskady brązowych włosów. Czy pasowałam do TEGO miejsca? Wyglądałam bardziej na zagubioną turystkę, niż na kogoś, kto został TU zaproszony i TU miał spędzić resztę swego życia. Przynajmniej tak uprzedzono mnie na wejściu.
Swąd spalenizny drażnił mój nos. Musiałam wtulić go w mój kwiecisty szal, by nie czuć niewidzialnego dymu, smagającego moje nozdrza. Wszystko co mówiłam znikało w głuchej ciszy, więc nie było sensu krzyczeć i błagać o pomoc. Tym bardziej, że sama chciałam TAM iść.
Mimo owej ciszy, atmosfera zdawała się być przeciążona ciężarem hałasu i tłoku. Nie było tu nikogo oprócz mnie i zdjęć, na które patrzyłam z odrazą i strachem. A jednak miałam wrażenie, że otaczają mnie ludzie, rozmawiają, krzyczą, płaczą i śmieją się jakby to było to życie, którym jeszcze wczoraj żyłam. Czułam się popychana, dotykana, drapana i targana za włosy. Nie należało to do tych uczuć, które zwykłam odczuwać podczas histerii. Było to jak oszołomienie, jak ogłuszenie własnej duszy, która została uwięziona we mnie, w ciele tej zwykłej dziewczyny. Do czasu.
Ktoś mnie pociągnął za rękę. Spojrzałam na nią zdumiona. Wisiała w powietrzu. Nie czułam temperatury 'drugiego ciała', które ciągnęło mnie w swoją stronę, czułam tylko siłę z jaką szarpano moją dłoń. Chciałam się uwolnić, lecz uścisk był za mocny. Zostałam pchnięta na ścianę, tam też straciłam przytomność.
Kiedy się obudziłam było już zupełnie cicho. Słyszałam tylko palące się drewno w ogniu, trzaski iskier i dokładanego węgla do żywiołu. Pochodnie nadal rzucały cienie na ściany, a ja czułam się zupełnie bezsilna. Takie uczucie często mnie ogarniało kiedy miałam grypę, lecz to było silniejsze i zdawało się być niezależne ode mnie. Czułam się jak w transie, byłam marionetką niewidzialnej siły, coraz bardziej bałam się następnego oddechu, mrugnięcia, słowa. Bałam się najmniejszego ruchu. Było jak w teatrze kukiełkowym, z widownią na czarno białych zdjęciach.

to jest początek. Gdy dopiszę to zaktualizuję.
はい、私は大好き ♥ Սերժ Թանգյան ♥
Odpowiedz
Reklama AdSense
#2
Cytat: A jednak miałam wrażenie, że otaczają mnie ludzie, rozmawiają, krzyczą [...]
Zaczęłabym nowe zdanie od rozmawiają

Cytat: w ciele tej zwykłej dziewczyny.
Zbędne.

Cytat: Ktoś mnie pociągnął za rękę.
Tu zmieniłabym szyk. Tak to niefajnie się czyta.
Moja propozycja: Ktoś pociągnął mnie za rękę.


Cytat: czułam tylko siłę ( , ) z jaką szarpano moją dłoń
Cytat: Zostałam pchnięta na ścianę, tam też straciłam przytomność.
Troche to zdanie nielogiczne. Przeredagowałabym je.

Cytat: Kiedy się obudziłam ( , ) było już zupełnie cicho.
Cytat: Czułam się jak w transie, byłam marionetką
Tu zaczełabym nowe zdanie. Byłam marionetką ... ( i tak dalej...)

Większosć to sugestie, także nie przejmuj się. :)
Ogólnie zapowiada się ciekawie. Już lubię główną bohaterkę – sama nie wiem czemu. :)
Niemy krzyk, najgorszym z możliwych. Cierpienie na własne życzenie. Krzyk i błaganie o litość nie zawsze są ratunkiem. Natłok straszliwych myśli, nie do odpędzenia. Ból i uczucie, jakby cała radość i szczęście zostały wyssane, jakby zostały same najgorsze chwile.

Cierpi ciało, cierpi umysł, cierpi dusza...
Odpowiedz
#3
Ciekawe. Nie jestem poprawiaczem, więc się do stylu nie przyczepię... A MOŻE JEDNAK? Nie. Chyba nie. Nie porywa, nie jest źle. Pisz dalej, a może zmienię zdanie. MOŻE.
Odpowiedz
#4
To co dałaś, jest dobrą podstawą, by na tym budować. Można to rozwinąć w każdą stronę i zrobić z tym co chcesz.

Co mi się nie podobało? Długie, męczące zdania. Można je często podzielić na dwa, trzy mniejsze.
Ogólnie od początku mi też coś nie pasuje i drażni. Ale jeszcze nie wiem co to jest. Jak znam życie, po poprawieniu błędów, które poda osoba niżej, będzie wszystko w porządku.
(28-02-2011, 17:04)Duśka wyrażająca się o moich obowiązkach napisał(a): (...)kawy nie robię, herbaty też nie, nie zmywam naczyń i nie myję podług. To robota Norbisia.


Odpowiedz
#5
(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Na moim czole pojawiły się kropelki słonej wody. (raczej potu, no niby to samo, ale jednak psuje zamierzony efekt) Nie czułam się również(również? po co to?) zażenowana tym, że zostawiałam na rozgrzanych płytkach ślady mokrych stóp, które przesiąknęły potem. (stopy przesiąknęły potem? dziwnie jakoś tak. Zresztą, musiałabyś to zmienić w stosunku do poprzedniego zdania, byłoby powtórzenie)Ciepło owych płytek również mnie nie parzyło, mogłam więc spokojnie przechadzać się korytarzami. Ściany z czerwonego kamienia, od czasu do czasu wysadzane diamentami, oświetlane przez pochodnie, w swojej roli odnajdywały się znakomicie, grzejąc mimo srogiej zimy na zewnątrz. (za długie zdanie, bezsensowny opis, może bardziej zwięźle, albo w dwóch zdaniach?) Obrazy, a właściwie zdjęcia, wiszące na tych ścianach, sprawiały, że mimo ciepła, które mnie otaczało, wzdrygałam się i obsypywałam ciało gęsią skórką. Na przekór tego, co miało mnie spotkać, szłam dalej, by przekonać się ile zostało we mnie dawnej odwagi.
Buty jakimś cudem spadły z moich stóp, kiedy stanęłam u bram TEGO (ładniej byłoby Tego, pasowałoby do klimaciku)miejsca. Szłam tylko w szalu, który cudem uszedł z życiem, podkoszulce i krótkich spodenkach, a na moje nagie ramiona spadały kaskady brązowych włosów. Czy pasowałam do TEGO (to samo )miejsca? Wyglądałam bardziej na zagubioną turystkę, niż na kogoś, kto został TU( i znów) zaproszony i TU ( i jeszcze raz, imho, Tu) miał spędzić resztę swego życia. Przynajmniej tak uprzedzono mnie na wejściu.
Swąd spalenizny drażnił mój nos. Musiałam wtulić go w mój kwiecisty szal, by nie czuć niewidzialnego dymu (od kiedy dym jest niewidzialny? no, chyba, że mówisz o tlenku węgla, zwanym czadem), smagającego moje nozdrza. Wszystko(przecinek) co mówiłam znikało w głuchej ciszy, więc nie było sensu krzyczeć i błagać o pomoc. Tym bardziej, że sama chciałam TAM (...) iść.
Mimo owej ciszy, atmosfera zdawała się być przeciążona ciężarem hałasu i tłoku. Nie było tu nikogo oprócz mnie i zdjęć, na które patrzyłam z odrazą i strachem. A jednak miałam wrażenie, że otaczają mnie ludzie, rozmawiają, krzyczą, płaczą i śmieją się jakby to było to życie, którym jeszcze wczoraj żyłam. Czułam się popychana, dotykana, drapana i targana za włosy. (Za dużo wymieniania, w obu zdaniach. Nieładnie sie to czyta) Nie należało to do tych uczuć, które zwykłam odczuwać podczas histerii. Było to jak oszołomienie, jak ogłuszenie własnej duszy, która została uwięziona we mnie, w ciele tej zwykłej dziewczyny. Do czasu.
Ktoś mnie pociągnął za rękę. Spojrzałam na nią zdumiona. Wisiała w powietrzu. (Zaś te trzy są za krótkie) Nie czułam temperatury 'drugiego ciała' (te kreseczki sa niepotrzebne), które ciągnęło mnie w swoją stronę, czułam tylko siłę z jaką szarpano moją dłoń. Chciałam się uwolnić, lecz uścisk był za mocny. Zostałam pchnięta na ścianę, tam też straciłam przytomność. (Obśmiałam się jak głupia. TAM TEŻ STRACIŁAM PRZYTOMNOŚĆ. Dobre, bardzo dobre. Ale nie tutaj, bo brzmi jak opko dokumentalne.)
Kiedy się obudziłam było już zupełnie cicho. Słyszałam tylko palące się drewno w ogniu, trzaski iskier i dokładanego węgla do żywiołu. (tutaj mogłabyś usunąć to wczesniejsze słowo ogień, bo tam raczej go nie powinno być, a żywioł nim zastąpić)Pochodnie nadal rzucały cienie na ściany, a ja czułam się zupełnie bezsilna. (jakie pochodnie? jaka bezsilność? to ma coś ze sobą wspólnego?)Takie uczucie często mnie ogarniało kiedy miałam grypę, lecz to było silniejsze i zdawało się być niezależne ode mnie. Czułam się jak w transie, byłam marionetką niewidzialnej siły, (Nowe zdanie)coraz bardziej bałam się następnego oddechu, mrugnięcia, słowa. Bałam się najmniejszego ruchu. Było jak w teatrze kukiełkowym, z widownią na czarno białych zdjęciach.

I... co? No właśnie, nico. Takie sobie, tylko prosty opis, nieumiejętnie opisane uczucia, za długi i męczące zdania. Nie podobało mi się.
[Obrazek: R33wB.gif]

Sorry, I'm allegic to BULLSHIT.
Odpowiedz
#6
(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Na moim czole pojawiły się kropelki słonej wody. Nie czułam się również zażenowana tym, że zostawiałam na rozgrzanych płytkach ślady mokrych stóp, które przesiąknęły potem.

"również"?
A co oprócz zażenowania?

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): rozgrzanych płytkach ślady mokrych stóp, które przesiąknęły potem. Ciepło owych płytek również mnie nie parzyło, mogłam więc spokojnie przechadzać się korytarzami.

Korytarze kojarzą mi się z chłodem. Ale to tylko aktualne skojarzenie, zaraz zobaczymy, co będzie później.

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Ściany z czerwonego kamienia, od czasu do czasu wysadzane diamentami, oświetlane przez pochodnie, w swojej roli odnajdywały się znakomicie, grzejąc mimo srogiej zimy na zewnątrz. Obrazy, a właściwie zdjęcia, wiszące na tych ścianach, sprawiały, że mimo ciepła, które mnie otaczało, wzdrygałam się i obsypywałam ciało gęsią skórką.

bleh.

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Na przekór tego, co miało mnie spotkać, szłam dalej, by przekonać się ile zostało we mnie dawnej odwagi.
Buty jakimś cudem spadły z moich stóp, kiedy stanęłam u bram TEGO miejsca. Szłam tylko w szalu, który

...

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Wszystko co mówiłam znikało w głuchej ciszy, więc nie było sensu krzyczeć i błagać o pomoc.

"Wszystko, co"

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Mimo owej ciszy, atmosfera zdawała się być przeciążona ciężarem hałasu i tłoku.

MASŁO MAŚLANE!

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Nie było tu nikogo oprócz mnie i zdjęć, na które patrzyłam z odrazą i strachem.

A zdjęcia to jest ktoś?

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): A jednak miałam wrażenie, że otaczają mnie ludzie, rozmawiają, krzyczą, płaczą i śmieją się jakby to było to życie, którym jeszcze wczoraj żyłam.

"się, jakby"
Poza tym, brzydkie zdanie.

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Kiedy się obudziłam było już zupełnie cicho. Słyszałam tylko palące się drewno w ogniu, trzaski iskier i dokładanego węgla do żywiołu.

A może w kominku? Bo dziwne, gdyby paliło się coś w wodzie.

(11-02-2011, 15:58)refleksja napisał(a): Pochodnie nadal rzucały cienie na ściany, a ja czułam się zupełnie bezsilna. Takie uczucie często mnie ogarniało kiedy miałam grypę, lecz to było silniejsze i zdawało się być niezależne ode mnie.

Hmm...



Mnie się nie podobało. A raczej, nie zaciekawiło mnie. Takie sobie, o. Nie wiem, o co biega, bo nie wyjaśniłaś, nie wiem, gdzie ona jest, chociaż wyobraźnia przysunęła mi zamek, ale ciepłe płytki rozwiewają moje skojarzenia. Nie, nie dla mnie. No takie, o. Zwykłe.

Take my mind and take my pain
And heal




Odpowiedz
Reklama AdSense
#7
Najchętniej nie skomentowałbym, ale jestem opiekunem i czuję się zobowiązany. Nie podobało się wszystkim i niestety mnie również. Szeroko pojęty słowotok i wylew zdań, których czytelnik nie rozumie, to niezbyt dobra opcja dla wstępu. Akcja w tym tekście umarła. Zza grobu rękę wyciągają przemyślenia, które większość czytelników mogła by uznać za nic nie znaczące, tyle warte, co te wszystkie myśli, które w człowieku buzują przy wybieraniu szamponu w hipermarkecie.

Droga refleksjo, sprawiasz wrażenie osoby na poziomie. Jeśli mam rację może zmusi cię to do refleksji, z której wyciągniesz jakieś wnioski i będziesz pisała lepiej. Jeśli nie – obruszysz się i będziesz robiła nadal to samo, a ja nadal będę zmuszony pisać smutne i czepialskie komentarze. (nie, że lubię – tak mam w umowie o pracę :< )

(11-02-2011, 19:54)Azza napisał(a): Ogólnie zapowiada się ciekawie. Już lubię główną bohaterkę – sama nie wiem czemu. :)

To pewnie przez te jej ciekawe dialogi. : ) Agh! Pyskata jest!
Lubię Tytanica. Moim ulubionym bohaterem była góra lodowa.
Odpowiedz
#8
Yami, spróbuję się poprawić. ^^
A tymczasem dziękuję. Musiałabym dostać laptopa, by cokolwiek teraz poprawić, więc na razie mi się to nie uda.
はい、私は大好き ♥ Սերժ Թանգյան ♥
Odpowiedz
#9
Szczerze mówiąc, nie zainteresowało mnie.
Opisy były dość płytkie, nie widziałam tego, co czytałam. Jakiś opis uczuć niby był, ale kompetnie do mnie nie przemówił, a to:
Cytat:Buty jakimś cudem spadły z moich stóp, kiedy stanęłam u bram TEGO miejsca. Szłam tylko w szalu, który cudem uszedł z życiem, podkoszulce i krótkich spodenkach, a na moje nagie ramiona spadały kaskady brązowych włosów. Czy pasowałam do TEGO miejsca? Wyglądałam bardziej na zagubioną turystkę, niż na kogoś, kto został TU zaproszony i TU miał spędzić resztę swego życia. Przynajmniej tak uprzedzono mnie na wejściu.
Nie lubię takiego zaznaczania. Te słowa wręcz krzyczą "zwróć na mnie uwagę", jakbyś chciała na siłę zaciekawić. To nie jest fajne.
Ponadto powtórzenia, popracuj nad tym.
Ode mnie to tyle, mimo wszystko jeszcze tu zerknę.
Odpowiedz
#10
Jeśli chodzi o pomysł i akcję...Podoba mi sie. Całokształt "wciąga" i aż chce się dalej czytać. Czekam na dalsze części i zapraszam do komentowania mojego opowiadania. <3
Wampirza miłość.
Również liczę na poprawki itp.
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości