Podziemie Opowiadań
Przygodowe Rozdział w kasynie - Wersja do druku

+- Podziemie Opowiadań (https://podziemieopowiadan.pl/forum)
+-- Dział: Teksty literackie (https://podziemieopowiadan.pl/forum/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Archiwum tekstów (https://podziemieopowiadan.pl/forum/forumdisplay.php?fid=113)
+---- Dział: Niepoprawione (https://podziemieopowiadan.pl/forum/forumdisplay.php?fid=61)
+---- Wątek: Przygodowe Rozdział w kasynie (/showthread.php?tid=390)



Rozdział w kasynie - alonso4 - 10-07-2011

Pierwszy wpis i zarazem odsłona rozdziału mojej powieści.

W gwoli ścisłości, jestem winny przedstawić swojemu czytelnikowy przebieg wydarzeń
i zarys postaci, których nie może dojrzeć. W pigułce: nastolatek Mikołaj Martin zwraca się
o pomoc do swojego ojca-Marcela. Problematyka wiąże się z nieudolnością w kontaktach z kobietami.
Ojciec, który w rzeczywistości jest dziekanem na Uniwersytecie, sugeruję synowi pomoc osoby,
która od dawna pragnie spłacić swój dług wdzięczności. Jest nim Borys Homziuk, gwiazda uczelni.
Równie niesforny, co utalentowany. Gdyby nie wstawiennictwo dziekana, już dawno wyleciałby z uczelni.
Marcel to przykład nauczyciela z powołania. Z pierwszych rozdziałów dowiadujemy się
o jego samotnym wychowywaniu syna i miłości do swojej żony, której nigdy nie przestał kochać.
Ponadto, pierwsze rozdziały przedstawiają całe otoczenie i historie rodziny Martinów. To tak w pigułce...


Miasto słało sobie łożę ,do zasłużonego, niemalże letniego już snu ,popadając w skrajny letarg. Na dworze panowały już egipskie ciemności ,które choć na krótki odstęp czasu ,dały upust jasnemu niebu i dusznemu jak ciasno zawiązany krawat powietrzu. Jednak tej nocy było tylko jedno miejsce w którym życie tętniło w pełnej tuzie…
Kasyno podobne jest do dużej paczki kredek. W jej opakowaniu każdy kolor odpowiedzialny jest za rodzaj człowieka. Możliwe jest tu spotkanie niemal każdego: filantropa, oszusta, sknerę, prostytutkę, a nawet duchownego. Jednak te wszystkie stany łączył jeden fakt- rządza pieniędzy. Niemal każdy uczestnik tego regularnego przedsięwzięcia, rozpalał swoją wyobraźnie, namiętną myślą wygranej, lekceważąc swoją podświadomość ,która wysyłała negatywną, ostrzegawczą informację do mózgu. Jednak owe miejsce potrafiło odmienić nawet największego racjonalistę, stąpającego po ziemi twardo jak sumita po macie. Metamorfoza wiązała się z nieodwracalnym wpadnięciem w szpony hazardu, które niejednokrotnie zjadały swoje ofiary ,aż do samego szpiku kostnego. Do wyjątków można jedynie zaliczyć wszelkiego rodzaju krupierów, kelnerki, barmanów, czyli rzeczywistych pracowników, którzy pod wpływem despotycznego szefa, zmuszeni są do pracy jak w zegarku
Monumentalna fasada, tego okazałego budynku oświetlona była fleszem świateł, które dodatkowo zachęcały zwierzynę do wtargnięcia na spotkanie w jaskini lwa. Różowe lampy nie odstawały na krok, oświetlając ochoczo liczne posągi otaczające wokół budynek. Niektóre z nich zdawały się żyć i wydawać by się mogło, że lada moment kamienne nogi wstaną z piedestału, aby ruszyć w świat i żyć własnym niezależnym życiem. Liczne inskrypcje zaś były ostatnim niezbitym dowodem na wiekowość budowli i jej historyczne, paradoksalnie zacne przeznaczenie. Las artystycznych figur przedstawiał wszelakie persony. Najzacniejsze z nich mieściły się w pobliżu parkingu, który był cząstką angielskiego, stylowego ogrodu.
We frontalnej części, kierowców witały dwie, ogromne sylwetki pokryte granitem. Przypomniały tryptyk Hansa Memlinga-„Sąd Ostateczny” w którym obraz był podzielony na dwa światy: dobry i zły. Jedna z nich prezentowała Hegella Fromma-archetyp dobroci. Ten prezentował się założonymi dłońmi na podołku. Swojego czasu pełnił funkcję dyrektora obecnego dobrobytu. Z tą jednak zasadniczą różnicą, że mieściła się tu wtedy prywatna, renomowana szkoła męska, przeznaczona dla wybitnych umysłów ścisłych. Splendoru zaznał w szczególności dzięki pełnienie funkcji mentora, słynnego gdańskiego fizyka Daniela Gabriela Fahrenheita twórcy termometru rtęciowego, w którego odkryciu sam miał wielki wkład. Spod jego skrzydeł wyrosło wielu wybitnych inżynierów i naukowców. Pośmiertnie otrzymał pokojową nagrodę Łabędzia. Prześladujące nieszczęścia przelewał poprzez pomaganie innym, tworząc wiele charytatywnych akcji. Cały swój dobytek rozmienił wśród potrzebujących, rozszerzając za życia prometeuszowe postawy.
Visa vi stał zaś moralny oponent -Sasha Brighi, czyli odpowiednik lucyfera, który posiadał zarówno włoskie jak i rosyjskie pochodzenie. „Bóg podziemia”– bo taki przydomek nadała mu prasa, zyskał sławę dzięki pociąganiu za większość sznurków przestępczego podziemia. Przejął schedę po ojcu, niejakim Władimrze Titovie, zyskując po nim cały spadek ,uzyskany za pośrednictwem nielegalnego handlu bronią. Cały sukces zawdzięczał wykorzystaniu politycznej nagonki i kuriozalnej sytuacji komunistycznego Związku Radzieckiego. Titov ugrzązł do tego stopnia we wszelkich machlojkach i maskaradach, że został zmuszony do opuszczenia swojego ukochane kraju. Uciekł do Włoch, gdzie poznał uroczą szatynkę Natali Brighi. Para szybko przypadła sobie do gustu, zakochując się w sobie po uszy. Objawem silnego uczucia był szybki ślub i wydanie światu trzech synów: Sashy, Grigorija i Gianluigiego, którzy ze względów bezpieczeństwa przyjęli panieńskie nazwisko matki. Nad rodziną zawisły ciemne chmury. Zamordowano głowę rodziny- Władimira Titova. Widmo upadku nie oddalało się choćby na krok. Cały ciężar spadł na najstarszego z synów, który sukcesywnie udźwignął nadany mu trud. Sasha Titov z szybkością odrzutowca powiększał okazały majątek, inwestując coraz więcej i podłączając się w różne dopływowego konsorcja, które efektywnie pomnażały okazały majątek. Maklerzy powiadali, że Rosjanin wyssał dryg do interesów, razem z matczynym mlekiem. Jednak aura odwróciła się przeciwko niemu. Kraj przypominający kształtem buta kopnął go tak mocno, że wypluł wszystkiego zęby zalewając się przy tym krwią…

Ruszyło. Krupierzy zapraszali do Black Jacka lub po obstawieniu pól wprawiali w ruch koło od ruletki. Inni klienci używali swoich wieczorowych strojów do pokerowych przekrętów, czasami trzymając dosłownie asa w rękawie. W bocznej części gmachu mieściła się ekskluzywna restauracja. Tam w większości przebywał kobiety, łakome istoty kuszące tak samo eleganckimi jak i skromnymi pod względem okrycia ciała -kreacjami.
W samym wejściu pojawił się korpulentny mężczyzną w towarzystwie młodej, długonogiej blondynki. Trzymając kobietę pod ręką taksował otoczenie posyłając obecnym zabójcze spojrzenia. Dziewczyna musnęła go ustami po czerstwej twarzy, zostawiając ślad wiśniowej szminki. Odpowiedział jej kładąc rękę na piersi i poprawiając czerwona suknię, z za dużym dekoltem. Nie spodobało jej się to, jednak nie zamierzała dyskutować. Zatrzymał dłoń na jej pośladkach i podążał dalej. Mężczyźni nieśmiało podziwiali niewątpliwą urodę i bardzo odważną kreację towarzyszki. Jednak żaden z nich ,po dłuższej chwili obserwacji nie odważył się tego powtórzyć, ponieważ zdawał sobie sprawę z nadchodzącego niebezpieczeństwa lub otrzymał zabójcze spojrzenie po, którym szybko chował głowę w piasek. Wszystko to wiązało się z jej towarzyszem, który właśnie zasiadał przy najekskluzywniejszym stoliku. Blondynka zdjęła jego marynarkę i zaczęła bawić się guzikami flanelowej, bordowej koszuli. Na sali słychać było tylko jazzowy utwór i kroki nadchodzącego mężczyzny gotowego obsłużyć swojego gościa. Wszyscy siedzieli jak na szpilkach, nikt nie odważył się wychylić. Do stolika przytruchtał kelner. Na jego czole lały się krople potu, był zmieszany jakby zdążył zrobić coś złego i miał coś poważnego na sumieniu. Uchylił się z kurtuazją i spytał:
-Ekscelencjo Brighi, czy jaśnie pan i pana partnerka… w czym mogę służyć?
-Tak- nastąpiła grobowa cisza, z czoła kelnera dosłownie zaczął się lać się pot
-Więc w czym mogę pomóc?
-Podaj nam Szkockiej Whiskey. To rozkaz numer jeden. Drugi brzmi następująco: przekaz załodze, żeby przestali się opierdalać, bo bosman wrócił na pokład. Czekałem chyba ze dwie minuty jak do mnie podejdziesz, ty skończony idioto
-To już się więcej nie powtórzy mój panie-powiedział przygnębiony, spoglądając błagalnym wzrokiem. Wyglądał jakby się miał za chwilę popłakać -Nie przerywaj mi kiedy mówię!– krzyknął .Kobieta z drugiego końca sali, aż wrzasnęła z przerażenia-To jest mój biznes i nie będę tolerował takiego burdelu. A po trzecie i ostatnie… to na pewno wydarzyło się po raz ostatni. Wiesz dlaczego? Bo twoja noga tu nigdy więcej nie postanie-kelner zaczął płakać jak małe dziecka, łkał i spazmatycznie nabierał powietrza-ty masz jaja, czy tylko miejsce, w którym możesz je nosić, tępaku. Tylko nie zacznij mi się tu zaraz modlić… zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty… -recytował cynicznie
Wstał z siedzenia i podszedł do niego wymierzając oskarżycielsko palec.
-Proszę ,tylko nie to
Sługa łkał, zrozumienie jego słów było równoznaczne z cudem. Jego cała twarz pokryta była w cieczy. Brighi sięgnął do kieszeni. Zatrzymał w jej rękę. Kelner znieruchomiał, jego żołądek zmniejszył się do wielkości piłeczki tenisowej. Dłoń wolnym ruchem zaczęła się wynurzać, zawahała się. Niespodziewanie w jego grzbiet zapukał wielki palec. Obrócił się na pięcie i ujrzał znajomą twarz. Naprzeciw niemu stanął mężczyzna o gigantycznej posturze i twarzy czerwonej do tego stopnia, że nie znajdowało się na niej żadne zdrowe naczynko krwionośne.
Mężczyźni wymienili ze sobą porozumiewawcze spojrzenie. Brighi na chwilę odwrócił uwagę od całej sytuacji. Olbrzym był wielki do tego stopnia, że musiał, aż przyklęknąć, aby powiedziać mu coś na ucho. Rozmawiali po rosyjsku .Brighi po raz pierwszy ukazał jakieś emocje, nie okazując do tej pory żadnego uczucia. Dryblas odszedł i ruszył w kierunku drzwi. Czekał. Brighi podążył do miejsca w którym jeszcze przed chwilą siedział, zwracając głowę w kierunku kobiety, którą zapewne niejedna osoba odbierała za jego córkę. Twarz Sashy cały czas przybierała kształt naturalnej surowości. Rozmawiając poprawiał dekolt. Kobieta na znak pożegnania otworzyła swoja usta, zatrzymując je delikatnie na policzku mężczyzny, który ruszył w kierunku wyjścia, gdzie czekał jego człowiek. Z pełnym zażenowaniem patrzył na swojego goryla, który w komiczny sposób udawał opanowanie całej sytuacji. Opuścili lokal. Kobieta Brighiego została sama, a burza, której wyładowanie niemalże nastąpiło, przeniosło się w inny, tajemniczy region. Ludzie odetchnęli z ulgą i mogli ze spokojem oddychać świeżym i czystym powietrzem

*****

-Widzisz Mikołaj, nawet takiemu geniuszowi jak ja zdążają się momenty słabości. Właśnie dzisiaj przyszedł czas na czarną kartę, co się czasami zdarza w mojej profesji. Najważniejszą zasadą jest odpowiednia gra myśli. Sposób twojego myślenia jest fundamentalnym wyznacznikiem sukcesu. Społeczeństwo to nie wirtualny świat robotów, ludzką rzeczą jest błądzić i nie trzeba być Seneką, aby to wiedzieć. Dzisiejszym parnym popołudniem, przekonałem się o tym bardzo boleśnie. Dosłownie! Borys przerwał na chwilę swoją kaznodziejską mowę i odpalił papierosa. Jego słuchacz wpatrywał się w niego jak krytyk sztuki w niespotykane dzieło.
-Kontynuując… mój dzisiejszy obiekt, pacnął mnie swoją eteryczną dłonią w twarz. Widziałeś kiedyś takie rzeczy?!-spytał z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy.
-Widywałem na filmach-Mikołaj próbował bezskutecznie tłumić śmiech ,kryjąc twarz w dłoniach- Co pan zrobił?
-Jestem Borys, a nie jakiś pan-puścił zachęcające oczko –Palnąłem: przestań palić papierosy, bo ci zżółkną cycki. I potem dostałem cios, którego nie powstydziłby się sam Muhammed Ali. Piękny sierpowy: mocny, silny, otwarta ręka. Szkoda, że tego nie widziałeś. Zdaje sobie sprawę z tego, że jestem straszną gadułą. Przyzwyczaj się do tego. Właśnie ze względu na moją gadatliwość i dług wobec twojego ojca Marcela postanowiłem ci pomóc, dlatego solidnie korzystaj z moich promocyjnych lekcji- znowu się uśmiechnął, świdrując wzrokiem swojego słuchacza-Wracając do tematu, od którego tak umiejętnie odbiegam, chciałem otworzyć tą niewiastę negiem. Jednak nie wziąłem odpowiedniej analizy na mój obiekt. Mówiąc krótko trochę przesadziłem i nawet nie zdążyłem użyć mistrzowskiej broni jaką jest zalotny uśmiech. Widzisz, to są właśnie najgorsze z możliwych scenariuszy przy pierwszym kontakcie z kobietą, które nazywam otwieraczem. Oczywiście nie zaliczyłem do tego: plucia, drapania, kopniaków w kroczę i paru innych obrotów sprawy. Ale nie przejmuj się -wszystko przed tobą, calutkie, piękne życie, które będzie wypełnione kobietami. To są strasznie proste istoty, przekonasz się o tym…
Chłopiec był mocno podekscytowany. Persona Borysa oczarowała go niczym ruchem czarodziejskiej różdżki. Możliwością obcowania z nim była dla niego wielką dumą i prestiżem. Polak bardzo szybko zaskarbił sobie jego sympatię, błyskawicznie stając się w jego oczach synonimem herosa. Był zdumiony umiejętnością manipulacji, którą miał w jednym palcu. Faktycznie udało mu się urobić jego ojca, który nie był srogi do uległości swojej latorośli, w szczególności jeśli chodzi o nocne ekspedycje. Sposób w jaki tego dokonał pozostał dla niego wielką zagadką, która zapragnął rozwiązać za każdą cenę. Owoc jego miłości, który nie osiągnął jeszcze progu pełnoletności, obcował w miejscu, które mogło się wydawać każdemu nastolatkowi istną krainą mlekiem i miodem płynącą. Wstąpił do obiektu, który jest miejscem rozrywek samej elity, w dodatku wyłącznie dorosłej. Jednak boski amant, z wielką efektem dopiął wszystko na ostatni guzik. Mikołaj należycie odrobił swoją pracę domową. Miał dokonać jedynie dwóch rzeczy.
Pierwszym zadaniem było uzewnętrznienie swojej osoby. Nastolatek zaprzyjaźnił się z elegancją i szykiem, zapożyczając elementy z garderoby ojca. Jak przystało na dziekana, w szafie widniało morze ubrań, których krój pełnił standard w latach przedwojennych. Pośród licznych tweedów i klasyków wybrał czarną marynarkę, odpowiadającom dzisiejszej modzie. Obaj mieli prawie, że identyczną budowę ciała, dlatego ubranie pasowało jak ulał, a Marcel nie zauważył igiełki, która opuściła jego kolekcjonerski stóg siana.
Drugim podobieństwem tych krewnych była charakterystyczna uroda. Wysunięte czoło, ciemne oczy i bujny, twardy zarost, którego celowo omieszkał ogolić. Owe podobieństwo pozwoliło spełnić Mikołajowi drugą potrzebę– wygląd przystający przynajmniej na osiemnastolatka. Chłopak wyglądał bardzo dojrzale, zdecydowanie przewyższając pod tym względem swoich rówieśników, co niejednokrotnie budziło w nich zazdrość.
Formalnością było wykorzystanie wpływów Borysa, który dzięki koneksji z ochroną, postawił kropkę nad „i”, tym samym umożliwiając młodzikowi wejście do jaskini hazardu- dżungli intryg, prestiżu i wielu zagadek.
Mikołaj jednak nadal nie rozumiał, dlaczego akurat kasyno było miejscem pierwszego spotkania, które kosztowało go wiele zachodu, jednak jego samozaparcie i ciekawość odpychała od wszelkiego oponowania.
-Powiem ci tak Borys- zwrócił się do niego na per pan, kompletnie nie odczuwając 11 lat różnicy – Jestem głęboko zszokowany. Inaczej wyobrażałem sobie nasze spotkanie. Myślałem, że będziesz prawił o zasadach savoir vivru, ogładzie, kurtuazji i galanterii. Opowiadał różne historie, przypominające czasy rycerstwa, kiedy to podjeżdżano karocami pod wille swoich wybranek, kłaniając się w pół i czekając tylko na zdarzającą się okazję do odsunięcia krzesła. Jednak ani razu nie wspomniałeś o rozkładaniu przed kobietami perskich dywanów, przepuszczenia w drzwiach i okazywaniu męstwa w obronie przed prymitywnymi zbójami. Ojciec zawsze chciał wychować mnie na dżentelmena. Zalecał adorowanie dziewczyn, kupowanie kwiatów, czekoladek, a w dorosłości najlepiej drogich upominków. Długo zastanawiałem się nad tym ,dlaczego wybrałeś to miejsce na rozpoczęcie naszej nauki. Domyślam się, że chcesz mi uświadomić, w jakim stopniu kobiety są uległe na głębokość portfela. Widywałem już tylu brzuchatych biznesmenów z najlepszymi dziewczynami w mieście. Niestety, forsy mam jak na lekarstwo i mogę mieć problemy z twoją sztuką. Ty to co innego. Jesteś bogaczem, śpisz na pieniądzach, zmieniasz sportowe auta jak rękawiczki. Nie tak jak ja, czyli osoba, która będzie musiała zjeść wiele chleba i soli zanim będzie miała jakiekolwiek gruchota. Powiem ci szczerze, że myślałem, że spadnę z krzesła jak usłyszałem twój tekst na podryw- chłopiec uśmiechnął się badawczo w kierunku Borysa, który kiwał zachęcająco głowa. Wyciągnął zachęcająco dłoń, sugerując swoją akceptację, związaną ze śmiałością i szczerością związaną z wypowiadaniem myśli- ten tekst był bardzo… bezczelny i jak widać wywołuje duże emocje. Wiem już czym jest „otwieracz”. Tylko wytłumacz mi jeszcze jedną rzecz, bo chyba nie do końca zrozumiałem. Czym w zasadzie jest neg?– spytał z charakterystyczną ciekawością, widywaną na twarzach małych dzieci podczas otwierania prezentów bożonarodzeniowych.
Chłopak przerwał swoją mowę. Borys zaprosił skinięciem ręki hostesse. Kobieta podeszła do stołu. Była ubrana w fioletowy kubraczek, czarne rajstopy i ciemne długie szpilki. Pełniła funkcje kelnerki. Marcel bacznie taksował ją wzrokiem, nie potrafiąc oderwać od niej wzroku
-W czym mogę służyć. Czy może mają panowie ochotę, na coś z naszego menu?-spytała hostessa.
-Tak. Myślę, że może mi pani w czymś pomóc. Jedna rzecz kompletnie nie daje mi spokoju. Albo mam problem z kolorami, albo kilka kobiet ma tutaj takie same sukienki…Chyba nie jestem daltonistą, prawda?!Poproszę tonic z lodem
-Ja poproszę to samo- wtrącił Mikołaj.
-Nie widzę w tym nic nadzwyczajnego. My tutaj po prostu pracujemy- kobieta uśmiechnęła się i zapisała treść zamówienia
-Słucham? Co, przepraszam?– spytał, zgrywając zamyślonego
-Oj, myślałam, że to pytanie do mnie- hostessa znowu pochwaliła się swoimi ślicznymi zębami.
-Tak to pytanie do ciebie
-Mogę to prosto wytłumaczyć. Mamy takie same sukienki, ponieważ tutaj pracujemy. Domyślam się, że jesteś u nas pierwszy raz.
-Faktycznie. Tak się składa, że nigdy wcześniej tutaj nie byłem- skłamał bezwzględnie
-Rozumiem. Mam na imię Katherina.
-Katherina? Chyba nie uwierzę… tak wytrawne imię dla tak roztrzepanej dziewczyny-uśmiechnął się cynicznie- Jestem Borys, miło mi
-Jak to roztrzepanej? Dlaczego? Nie rozumiem cię…
-Pamiętasz jak rozmawiałaś przed chwilą ze swoją koleżanką. Tą która miała taki sam strój jak ty-kiwnęła głową– Darłaś się tak głośno, że zakłócałaś wszystkie moje myśli. Swoją drogą, to z pewnością nie należysz do grzecznych dziewczynek-odparł, pokazując swojemu towarzyszowi czym jest zalotny uśmiech. Mikołaj służył cały czas za akompaniament, tworząc jedynie tło całej rozgrywki. W zasadzie, w ogóle nie ingerując w jej przebieg. Przyglądał się bacznie całej sytuacji, namiętnie obserwując postać hostessy, która bez cienia wątpliwości mocno przypadła mu do gustu .
-Ej, Borys, coś ci się chyba pomyliło. Przypuszczam, że mnie z kimś pomyliłeś!
-W zasadzie to chyba masz racje. Wokół kręci się tyle pięknych, zapracowanych kobiet… ciekawy czy macie do zaoferowania coś więcej niż śliczną buźkę i zgrabne długie nóżki- uniósł się lekko sugerując odejście od stołu. Katherina wstrzymała go dłonią, sadzając na krześle
-Otóż muszę cię zaskoczyć drogi Borysku. Potrafię grać na pianinie- odpowiedziała, wystawiając lwi pazur
-Hola, hola, musisz się trochę ostudzić. Przyhamuj. „Mój drogi Borysku”. Przecież ty mnie bezczelnie podrywasz. Nawet tego nie próbuj. Jesteśmy zupełnie inni, kompletnie do siebie nie pasujemy. W porządku, wszystko zrozumiałem Dziękuję za obsługę. Muszę wyjść do toalety, to będzie korzystne dla nas wszystkich, uwierz…
-Nie wiem czy będziesz wiedział jak tam trafić. Jesteś tutaj pierwszy raz. Odprowadzę cię do toalety, zostawię cię tam chwilę samego
– Jeszcze tego by brakowało, żebyś mi pomagała- przerwał z sarkazmem
-A potem…-kręciła głową nie dowierzając- z racji tego, że jesteś tutaj pierwszy raz, oprowadzę cię po kasynie. Co ty na to?
– W zasadzie to jestem ciekawy jak sobie poradzisz w roli przewodnika. Ustalmy tylko jedną rzecz …nie podrywaj mnie już więcej
-Muszę cię uspokoić. Zapewniam cię, że nie zrobię tego w pracy, masz moje słowo. Ale wiedz, że niedługo ją kończę. A wtedy wszystko będzie możliwe – Katherina posłała mu uwodzicielskie spojrzenie
-No fajnie, w porządku. Ty ewidentnie proponujesz mi randkę. Miałem rację mówiąc, że nie należysz do grzecznych dziewczynek. Czy zawsze jesteś, aż tak szybka?
-Tylko wtedy jak ktoś mi się tak podoba
-W takim razie do dzieła. Sprawdzimy twoje kwalifikacje. Drogi kolego- zwrócił się do Marcela. Niedługo do ciebie wrócę, chciałbym obejrzeć wnętrze tego budynku. Oczywiście jeżeli moja nowa znajoma nie wyrządzi mi krzywdy. Gdybym już więcej nie wrócił to wiedz, że masz wtedy obowiązek czynić swoje powinności. Zawiadom o wszystkim moją rodzinę. Przekaż moim rodzicom, że ich mocno kochałem. Cieszę się, że poznałem na swojej drodze takiego człowiek jak ty. Ciupkę cierpliwości, postaram się wrócić szybko i w całości- zwrócił się komicznie do chłopca.
Marcel pokiwał głową, robiąc wielkie oczy. Był osłupiały i zszokowany. Prawdopodobnie gdyby nie jego żuchwy, to szczęka już dawno opadła by na stół niczym ciężki kamień

Emocje Katheriny przypominały wzburzony, długo parzący się czajnik. Bez najmniejszego oporu dała złapać się na haczyk, co spowodowało ,że myśliwy wstrzymał się z przygotowaniem dodatkowej przynęty, ponieważ jego ofiara w ekspresowym tempie zbliżała się do trzymanej przez niego sieci. Kobieta posłusznie czekała przy wyjściu, niecierpliwie czekając na mężczyznę. Drzwi otworzyły się, ukazując znajomą sylwetkę-Jestem gotowy, możemy ruszać. Myślę, że wrócę w całości. Mam ograniczony czas i wiele ciekawych rzeczy do zrobienia…
-Spokojnie, udowodnię ci, że jestem grzeczną dziewczynką– odparła przygryzając nerwowo wargę.
Role chwilowo się odwróciły. Borys znajdował się pod batutą nowo poznanej kobiety, która choć na moment przejęła kontrole. Hostessa chwyciła mężczyznę pod rękę i zgodnie z umową oprowadziła go po kasynie. Spacerowali około 10 minut. W tym czasie amant wysłuchiwał swoją ofiarę, która miała niezwykle wiele do powiedzenia. Jej dystans do Borysa diametralnie się zmniejszał, więź błyskawicznie eskalowała. Homziuk nie był amatorem kwaśnych jabłek, cenił sobie urodę i kobiece wnętrze. Cały czas, pokazywał się towarzystwu w obecności pięknej kobiety, niejednokrotnie zwracając na siebie wzrok innych . Katherina zaczęła się co raz mocniej zalecać, śmielej obejmując tors swojego towarzysza. Borys zrozumiał, że nadszedł czas na ochłodzenie dziewczyny, która zaczęła się sycić jego osobą, co było bezwzględnie niedopuszczalne. Podziękował z wdziękiem za oprowadzenie i wytłumaczył swój natychmiastowy powrót spowodowany powrotem do kolegi, który obchodził dzisiaj swoją skromną uroczystość.
-Wiedziałam, wy mężczyźni… po prostu wszyscy jesteście tacy sami- tupnęła gniewnie
-Oj przestań! Zachowujesz się jak moja malutka siostrzyczka. Obrażasz się jak jakaś mała dziewczynka. Ta postawa jest wielce żenująca. Bardzo mi się to nie podoba. Już zacząłem cenić sobie twoją osobowość, a tu pach- powietrze z balonika zaczyna uciekać.
-Dobrze, już dobrze, łobuziaku. Kończę niedługo pracę. Może pójdziemy razem na jakąś imprezę. Co ty na to?
-Zastanowię się…
-Dobrze. W takim razie koniecznie cię znajdę jak już się przebiorę.
-Jeszcze jedna rzecz, tylko nie wiem czy będziesz zachwycona jak usłyszysz co mam ci do powiedzenia?
-Cokolwiek miałoby to być, mów-dziewczyna zaczęła nerwowo kręcić czarnymi kosmykami włosów, które opadały jej na czoło. Z niecierpliwością czekała na werdykt Borysa
-Pamiętasz tą minę, którą miałaś jak oznajmiłem ci, że będę musiał już iść?-hostessa kiwnęła głową– Strasznie cię postarzała. A jesteś nawet ładną kobietą i w dodatku masz piękny uśmiech. Bywaj…-odwrócił się na pięcie i wrócił do swojego kompana- Mikołaja Martina.

Po powrocie na swoje miejsce, z iście aptekarską dokładnością, przybliżył nastolatkowi przebieg wszystkich wydarzeń, których nie sposób było mu dojrzeć. Przedstawił mu tym samym, głęboki zarys swojego ,jakże świadomego działania. Odtwarzając chłopcu ,jak na dłoni tok swojego myślenia.
– Po zrozumieniu błędów z poprzedniego , nieudanego podejścia, postanowiłem przetrzeźwić swój umysł i wrócić do korzeni, szybko wsiadając na spadającego konia. W zasadzie nie miałem głębszego celu. Raz, że byłem na wstępie związku z Bety, dwa, że te wszystkie panny w skali od jednego do dziesięciu to najwyżej ósemki. Co działo się dalej już wiesz.
-Chcesz mi powiedzieć, że uwodziłeś tą panienkę mając dziewczynę?– spytał zdzwiony
-Nie widzę w tym nic szokującego. Kiedyś, jak osiągniesz ten sam poziom co ja, będziesz miał zupełnie inne zmartwienia. Obecnie moim największym problem jest pogodzenie tylu kobiet na raz. Doprawdy jest to bardzo skomplikowane i wymaga skrupulatnie zaprojektowanego harmonogramu. Jestem gorącym zwolennikiem związków poligamicznych, ponieważ wiem, że kobiety to tępe istoty, dla których lepiej się bardziej nie poświęcać. Można wtedy bardzo dużo stracić, co niejednokrotnie doświadczyłem, zjadając sobie na nich zęby. Przejedziesz się na nich jak łysa kobyła po betonie, i to nie raz, zobaczysz. Zaufaj starszemu i bardziej doświadczonemu koledze- bo wiem co mówię. Znam kobiety lepiej, niż one same i lepiej ucz się na moich błędnych doświadczeniach, aniżeli swoich
-Przecież wszystko co mówisz jest wielce aroganckie- odparł zszokowany- To w ten sposób mam zdobywać kobiety, chamstwem?
– Arogancja?– odrzekł równie zaskoczony- Nie mogę się z tobą zgodzić. Oczywiście nie licząc zwrotu „ tępe istoty”, który faktycznie jest delikatnie urażający. To co zaprezentowałem przy samym zamówieniu było co najwyżej czymś z kategorii lekkiej arogancji. A ta, w połączeniu z innymi czynnikami działa na kobiety jak magnez.
Zrozum, że kobiety zdecydowanie preferują niegrzecznych chłopców. Oczywiście nie mam na myśli całkowitej impertynencji. Prymitywizm i jego synonimy w ogóle nie wchodzą w grę. Tak jak wcześniej mówiłem- lekka arogancja. Będę to cały czas powtarzał. Grzeczni chłoptasie są do obwinięcia wokół paluszka i wodzenia za nosek. Zupełnie jak w jakiejś taniej, wenezuelskiej telenoweli. I mało tego. Chłopaczyna nie raz dostaje kićka na umyśle. Załamuję się, traci czynności życiowe, czasami targa się na swoje życie. To jest strasznie żenujące. A cała zabawa ma wyglądać zupełnie inaczej.
To ty masz rozdawać karty, być nagrodą dla niej, a nie odwrotnie. Nie mam mowy, żebyś ganiał za nią jak kot z pełnym pęcherzem. Nie możesz pokazać kobiecie, że jesteś potrzebującym, tak jak zrobiłeś to przy okazji Katheriny. Gapiłeś się na nią jak sroka w gnat. To tak jakbyś dał kobiecie proch do strzelby, z której będzie do ciebie strzelać. W tej sytuacji chłodna obojętność jest o wiele bardziej skuteczna, niż postawa, którą zaprezentowałeś..
Musisz być dla niej jak baton z nadzieniem laskowym. W dodatku musisz uważać, aby nigdy, ale to przenigdy nie dać się zjeść. Nawet do połowy. Ona zawsze musi czuć głód i wielkie pragnienie. To właśnie dlatego wtedy ją opuściłem, zostawiając ją właśnie w momencie, kiedy czuliśmy się ze sobą najlepiej. Mój cel został dokonany. Zbudowałem w jej oczach odpowiednią atrakcyjność. Dziewczyna zaczęła jeść mi z ręki i wtedy zastosowałem chłodnik. Ciągnie wilka do lasu, przyjacielu. Katherinasama powiedziała, że po mnie przyjdzie. Ona po mnie, a nie na odwrót. Będzie trzeba ją jeszcze troszeczkę powodzić za nosek. Kobieta musi rozumieć, że jestem trudnym celem, ciężkim do zdobycia i tylko dzięki sporemu poświęceniu można trafić do bajki pt „ życie Borysa Homziuka”. Oj tak. I właśnie tak ma to działać
-Ty stary bawidamku- oskarżył żartobliwie
– To nie moja wina- odparł bezradnie
-Chyba znam już odpowiedz na pytanie, które zadałem w chwili nadejścia Katneriny. Jednak dla pewności wolałbym, żebyś wytłumaczył mi na czym polega fenomen negów
-Tak, słusznie to zauważyłeś. Musimy wrócić do tematu, od którego skutecznie wytrąciła nas ta nieszczęsna kobieta. Powiedz mi, jak myślisz? Czego kobieta spodziewa się na pierwszym spotkaniu z mężczyzną, krytyki czy pochlebiania i komplementów?
– Straszny banał. Komplementów
Dłonie Borysa złożyły się do poklasku
-Tak jest. Szybko się uczysz. Ciągłe prawienie komplementów jest banalne i strasznie przeciętne. A naszym zadaniem jest wykluczenie przeciętnośći. O wiele lepiej jest być ekscentrykiem i kryminalistą, niż nie wiem? Bezmownym, schludnym bibliotekarzem, któremu głowa nie wystaję zza książek.
Negi w podrywie są tak samo ważne jak znajomość wzorów w matematyce. Wytłumaczę ci to na zasadzie własnego doświadczenia. Ładnych parę lat temu, był okres w którym brakowało mi forsy. Nie mogłem liczyć na łaskę obrażalskich rodziców, którzy odwrócili się do mnie plecami, za co wcale im się nie dziwię. Zostałem zdany na samego siebie, musiałem radzić sobie sam. Pokaźne konta rodziców, zostały zakręcone, jak kurek od kranu. Rodzicielska łaska odeszła w zapomnienie, nie załamywałem z tego powodu rąk, dzięki czemu, szybko udało mi się znaleźć pracę. Znalazłem zatrudnienie w branży dziennikarskiej. Wyglądało to tak: duży biurowiec i jeszcze większą redakcja.
W początkowych etapach byłem bardzo uległym pracownikiem, myśląc , że takie nastawienie będzie kluczem do sukcesu. Niesamowita rzetelność, uśmiech od ucha do ucha, do wszystkiego i wszystkich ; pomoc bez zahamowania, zawsze i wszędzie- to była czysta niedorzeczność i głupota, idiotyczne błędy młodości, które jak mam nadzieję, nie przeskoczą na ciebie, a moje wywody nie spłyną po tobie jak po kaczce. Każde zawołanie szefa… po prostu byłem jak na gwizdek. Zero sprzeciwu, a nawet jeśli nachodziła mnie ochota na buntownictwo, to najzwyczajniej w świecie nabierałem wody w usta i kląłem cichutko pod nosem. Odganiałem wszystkie myśli sprzeciwu. Gdyby Michael Jackson mógł mnie wtedy zobaczyć, na pewno znalazłbym angaż w niejednej jego choreografii, zdobywając sławę jako tancerz, a tak- studia i nieustanne zaliczanie panienek. Tańczyłem tak jak mi zagrano, bez względu na to , że choreografia w ogóle nie przypadała mi do gustu , musiałem stawać na głowie i dodatkowo walczyć z podrzucanymi pod nogi, jakże ciężkimi kłodami. Współtowarzysze błyskawicznie wyczuli u mnie syndrom szarej myszki, przyklejając mi łatkę sympatycznego kolesia. Zostałem doszczętnie wykorzystany, kończąc jak żytnie pole przejechane przez cały dywizjon pancerny. Pokorny i potulny, jak pluszowy misio sterowany w rękach małej dziewczynki. Jesteś jeszcze młody, całe życie przed tobą… Jednak jak wiesz, nie jest to koniec t historii. Co najwyżej wstęp lub rozdział pierwszy. Nadszedł czas, w którym odrodziłem się jak mityczny feniks z popiołów. Zrozumiałem wiele rzeczy i bo głębszej analizie zabrałem się do radykalnych czynów. Każdą wolną chwile, cały swój wolny czas, wszystko zostało poświęcone mojemu projektowi, który nazwałem „ badaniem zjawiska myślowego, którym jest kobieta”. Chciałem pojąć te istoty, który w rzeczywistości cały czas płatały mi figla. Miałem problem z podrywaniem, nie wiedziałem co powiedzieć, jak się zachować i tak dalej. Czytałem, czytałem i czytałem, niczym mol książkowy. A, że przy okazji na każdym kroku spotykałem się z czymś , co w psychologii nazywa się dynamiką społeczną, to i przy okazji, bardzo skutecznie nauczyłem się wygrywać w grę, którą też ma u mnie odrębną nazwę: „ pieprzony wyścig szczurów” To takie dwie pieczenie, usmażone w jednym ogniu. Wiedza teoretyczna zaczęła wypływać ze mnie każdym otworem. Wiedziałem wszystko o obiektach żeńskich rodzaju homo.To był pikuś. Zostałem wyposażony w broń, dzięki której mogłem zniszczyć każdego, pozostało tylko ją wykorzystać.
Gwóźdź programu, część finałową, to wszystko było dopiero przede mną. Nadszedł czas na magię terenu, elementy wykorzystania wszystkich technik. Uświadom sobie potęgę praktyki. Każde moje słowo równe jest minucie twojego praktykowania, bez tego nic nie da się zrobić. Przeżyłem stopniową, wewnętrzną przemianę. Odmieniłem postrzeganie swojej osoby w oczach innych. Wszystko to dzięki umiejętnemu wykorzystaniu krytyki. Zacząłem walić negami na lewo i prawo, strzelając do wszystkich jak do kaczek. Krytyka i ja. Staliśmy się nieodłącznym elementem, byliśmy ze sobą zawsze i wszędzie, jak Tequila i Bonetti, jak Flip i Flap, jak masło i bułka. Od tej pory ludzie zaczęli się ze mną liczyć. Przestano mnie wykorzystywać i nagminnie prosić o pomoc, którą zawsze otrzymywali i to jeszcze z pocałowaniem w rękę. Nastąpił czas twardych reakcji. Borys przestał już być typem kelnera- usługiwacza, rodem z plaży na Acapulco. Drinki z parasolami odeszły w niepamięć, tzn. niezupełnie, bo odpowiednio z biegiem czasu, wszyscy chcieli trafić do wspomnianej bajki, czyli do mojego życia. I wtedy nastąpił rewers, drinki zaczęły spływać do mnie. Jeżeli już komuś pomagałem, nie robiłem tego za frajer, musiałem mieć coś w zamian, chociażby pusty uśmiech
Zyskałem wielgachny szacunek. Pewność siebie. Stałem się samcem alpha, liderem redakcji. Od tej pory wszystko kręciło się wokół mojej osoby. Szef liczył się z moim zdaniem, dostałem od niego podwyżkę i awans. Nie było wyjścia na żadną imprezę na której nie było by mnie. Dziewczyny, zaczęły się dosłownie po mnie zgłaszać. Sypiałem z koleżankami z redakcji, mężatkami z dziećmi, nawet z żoną szefa. Rude, brunetki, szatynki, latynoski, Azjatki, murzynki, wszystko, cała paleta. To właśnie były późniejsze początki mojego praktykowania. Soczyste owoce mojej pracy. Podsumowując: neg jest jak niekończąca się, magiczna studnia. Wyciągasz z niej pełne wiadra, które niemal zawsze, przy odpowiednim użyciu naczynia wydobywają coś magicznego. Są to: pewność siebie i autorytet, czyli horrendalny, nieoceniony dobrobyt w dziedzinie podrywania
Dzisiaj wymienione zagadnienia są jak brzydkie kobiety, a mianowicie: jest ich co nie miara i wiele z nich ominąłem, z totalną obojętnością. Wiele jeszcze przed nami, dlatego nie będę dzisiaj już niczego wprowadzał. Wystarczy tego dobrego. Większa dawka nie wyjdzie ci na dobre, przedawkujesz chłopie.






RE: Rozdział w kasynie - Stranger - 10-07-2011

Witam

Autorze przeczytaj nim zejdziesz niżej!

Z góry przepraszam, za niektóre słowa mojej opinii, które mogą być przez autora odebrane za dość gorzkie i brutalne, ale mają one na celu zmobilizować Ciebie, autorze do jeszcze cięższej pracy, i do zwalczania swoich słabych pkt. i niedociągnięć

Sam początek i od razu wtopa, oj nieładnie :nie:

Cytat:W gwoli ścisłości, jestem winny przedstawić swojemu czytelnikowy przebieg wydarzeń

Chyba "czytelnikowi" miało się tu znaleźć. :)

I od razu zastrzeżenie: Na twoim miejscu nie zamieszczałbym streszczenia swojego opowiadania. Psuje to całą przyjemność z domyślania się o co w tym wszystkim chodzi. Narzuca nam, czytelnikom, co mamy sobie pomyśleć w danej chwili i pozbawia nas własnego interpretowania słów i czynów bohaterów oraz ich zamiarów.

Cytat:Jednak tej nocy było tylko jedno miejsce, w którym życie tętniło w pełnej tuzie…

Przecinek. Zauważyłem wcześniej, że przecinki piszesz nie po tej stronie np.
piszesz tak: "miejsce ,w którym"
a powinno być tak: "miejsce, w którym"

Cytat:Niektóre z nich zdawały się żyć i wydawać by się mogło,

Nie jestem pewny, ale chyba zdanie lepiej wyglądałoby w ten sposób:

"Niektóre z nich zdawały się żyć i wydawać się mogło,"

Cytat:Splendoru zaznał w szczególności dzięki pełnienie funkcji mentora,

Literówka. pełnienie = pełnieniu

Cytat:słynnego gdańskiego fizyka Daniela Gabriela Fahrenheita, twórcy termometru rtęciowego

Przecinek.

Cytat:Uciekł do Włoch, gdzie poznał uroczą szatynkę, Natali Brighi.

Nie jestem pewny, ale chyba w tym miejscu powinien się znaleźć przecinek.

Cytat:-Ekscelencjo Brighi, czy jaśnie pan i pana partnerka… w czym mogę służyć?
-Tak- nastąpiła grobowa cisza, z czoła kelnera dosłownie zaczął się lać się pot
-Więc w czym mogę pomóc?

-Podaj nam Szkockiej Whiskey. To rozkaz numer jeden. Drugi brzmi następująco: przekaz załodze, żeby przestali się opierdalać, bo bosman wrócił na pokład.

Moim zdaniem ten fragment rozmowy jest niepotrzebny, wręcz powiedziałbym, że osoba, zakładam, o tak wysokiej pozycji nie rozmawiała by z kelnerem dłużej niż tylko kilka słów, w których zawarłaby swoje zamówienie, ewentualnie uwagi.

Cytat:Brighi po raz pierwszy ukazał jakieś emocje, nie okazując do tej pory żadnego uczucia.

Niepotrzebne, gdyż jest to ten sam sens co wcześniejsze słowa, tylko obrane w inną skórę. Słowem masło, maślane.

Cóż mogę powiedzieć o tej pracy, a raczej o jej fragmencie, gdyż doczytałem na razie do wygwiazdkowania. Opowiadanie spodobało mi się, czuć w nim głębię i przemyślaną fabułę, język również dobrze dobrany. Postacie, hmm... Postacie są rzeczywiste i wydają się bliskie prawdziwemu człowiekowi, są pełne emocji, posiadają historię.
Wreszcie przeczytałem opowiadanie, w przeciągu kilku dni, którego początkiem jest opis świata przedstawionego. Plus dla ciebie. :)
Mam jednak małe zastrzeżenie co do akapitów. Tak napisany tekst (bez akapitów, czy jak to napisał jeden z forumowiczów tutaj "tabulatorów" :) ) nie czyta się za dobrze. Na przyszłość, by postawić akapit napisz to: [p.] (bez kropki) przed tekstem.

Pozdrawiam :peace:




RE: Rozdział w kasynie – Podziemie Opowiadań – Forum literackie - StuGraMP - 12-07-2011

Ucieszyłem się, że ktoś oprócz mnie pojawił się w kategorii 'przygodowe'. Gdy jednak zacząłem czytać moja radość prysła. Zacznę od rzeczy podstawowych:

– przecinki i kropki stawiamy za wyrazem a nie przed nim:
ciemności ,które – źle
ciemności, które – dobrze
(w tekście nie będę tego poprawiał tylko zaznaczał na czerwono)

– jeśli po myślniku jest spacja, to znaczy, że przed myślnikiem też powinna się znaleźć:
fakt- rządza
fakt – rządza

– na początku akapitu wstawiaj znak wcięcia [ p ] (bez spacji przed i po literze 'p')

To tyle jeśli chodzi o kosmetykę, a teraz tekst:

alonso4 napisał(a):Miasto słało sobie łożę ,do zasłużonego, niemalże letniego (powinno być: łożę do, zasłużonego niemalże, letniego) już snu ,popadając w skrajny letarg. Na dworze panowały już egipskie ciemności ,które choć na krótki odstęp czasu ,dały (zbędny przecinek) upust jasnemu niebu i dusznemu(przecinek) jak ciasno zawiązany krawat(przecinek) powietrzu. Jednak tej nocy było tylko jedno miejsce(przecinek) w którym życie tętniło w pełnej tuzie… ('tuzy' to osoby wpływowe lub jakieś znakomitości – sprawdzaj znaczenie wyrazów)
Cytat:Jednak te wszystkie stany łączył jeden fakt(brak spacji)– rządza pieniędzy. Niemal każdy uczestnik tego regularnego przedsięwzięcia, (zbędny przecinek) rozpalał swoją wyobraźnie, (zbędny przecinek) namiętną myślą wygranej, lekceważąc swoją podświadomość ,która wysyłała negatywną, ostrzegawczą informację do mózgu.
Cytat:które niejednokrotnie zjadały swoje ofiary ,aż do samego szpiku kostnego.
Cytat:Monumentalna fasada, (zbędny przecinek) tego okazałego budynku oświetlona była fleszem świateł, które
Cytat:aby ruszyć w świat i żyć własnym (przecinek) niezależnym życiem.
Cytat:Przypomniały tryptyk Hansa Memlinga(spacja)(spacja)„Sąd Ostateczny”(przecinek) w którym obraz był podzielony na dwa światy: dobry i zły. Jedna z nich prezentowała Hegella Fromma(spacja)(spacja)archetyp dobroci.
Cytat:słynnego gdańskiego fizyka Daniela Gabriela Fahrenheita (przecinek) twórcy termometru rtęciowego, w którego odkryciu sam miał wielki wkład.
Cytat:Prześladujące nieszczęścia przelewał poprzez pomaganie innym, tworząc wiele charytatywnych akcji. (zdanie do reedycji) Cały swój dobytek rozmienił wśród potrzebujących, (rozdał potrzebującym – rozmienić można pieniądze na drobne) rozszerzając za życia prometeuszowe postawy.
Visa vi (pisze się vis-à-vis – używaj słownika) stał zaś moralny oponent –(spacja)Sasha Brighi, czyli odpowiednik lucyfera (Lucyfera – bo to imię) , który posiadał zarówno włoskie jak i rosyjskie pochodzenie. „Bóg podziemia”(spacja)– bo taki przydomek nadała mu prasa, zyskał sławę dzięki pociąganiu za większość sznurków przestępczego podziemia. Przejął schedę po ojcu, niejakim Władimrze (Władimirze) Titovie, zyskując po nim cały spadek ,uzyskany za pośrednictwem nielegalnego handlu bronią.
Cytat:Zamordowano głowę rodziny(spacja)– Władimira Titova.
Cytat:i podłączając się w różne dopływowego konsorcja (dopływowe – jeśli już, ale lepiej jest napisać: podłączając się pod różne wpływowe konsorcja), które efektywnie pomnażały okazały majątek. Maklerzy powiadali, że Rosjanin wyssał dryg do interesów, razem z matczynym mlekiem. Jednak aura odwróciła się przeciwko niemu. Kraj przypominający kształtem buta kopnął go tak mocno, że wypluł wszystkiego (wszystkie) zęby (przecinek) zalewając się przy tym krwią…
Cytat:Tam w większości przebywał kobiety, (ja bym dał tu myślnik) łakome istoty (przecinek) kuszące (przecinek) tak samo eleganckimi jak i skromnymi pod względem okrycia ciała –(przecinek zamiast myślnika i spacja) kreacjami.
Cytat:Trzymając kobietę pod ręką taksował otoczenie (przecinek) posyłając obecnym zabójcze spojrzenia.
Cytat:Jednak żaden z nich ,po (przecinek – nie dość, że źle postawiony, to jeszcze zbędny) dłuższej chwili obserwacji nie odważył się tego powtórzyć, ponieważ zdawał sobie sprawę z nadchodzącego niebezpieczeństwa lub otrzymał zabójcze spojrzenie (przecinek powinien być w tym miejscu, a nie po słowie 'po') po, którym szybko chował głowę w piasek.
Cytat:Na sali słychać było tylko jazzowy utwór i kroki nadchodzącego mężczyzny (przecinek) gotowego obsłużyć swojego gościa.
Cytat:Na jego czole lały się (pojawiły się – bo później powtarzasz ten zwrot niepotrzebnie) krople potu, (kropka i dalej z dużej litery) był zmieszany (przecinek) jakby zdążył zrobić coś złego i miał coś poważnego na sumieniu.
Cytat:(spacja – i to wszędzie w dialogach)Ekscelencjo Brighi, czy jaśnie pan i pana partnerka… w czym mogę służyć?
(spacja)Tak(kropka i spacja)– nastąpiła (z dużej litery) grobowa cisza, z czoła kelnera dosłownie zaczął się lać się (zbędne 'się' i tu jest właśnie to powtórzenie) pot(kropka)
Cytat:Drugi brzmi następująco: przekaz (przekaż – literówka) załodze, żeby
Cytat:(spacja)To już się więcej nie powtórzy (przecinek) mój panie(spacja)(spacja)powiedział przygnębiony, spoglądając błagalnym wzrokiem. Wyglądał jakby się miał za chwilę popłakać(kropka)(spacja)Nie przerywaj mi kiedy mówię!(spacja)krzyknął .Kobieta z drugiego końca sali, aż wrzasnęła z przerażenia(spacja)(spacja)To jest mój biznes i nie będę tolerował takiego burdelu. A po trzecie i ostatnie… to na pewno wydarzyło się po raz ostatni. Wiesz dlaczego? Bo twoja noga tu nigdy więcej nie postanie(spacja)(spacja)kelner zaczął płakać jak małe dziecka (dziecko), łkał i spazmatycznie nabierał powietrza(spacja)(spacja)ty masz jaja, czy tylko miejsce, w którym możesz je nosić, tępaku. Tylko nie zacznij mi się tu zaraz modlić… zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty… –(spacja)recytował cynicznie(kropka)
Wstał z siedzenia i podszedł do niego (przecinek) wymierzając oskarżycielsko palec.
(spacja)Proszę ,tylko nie to (kropka)

W tym miejscu chyba lepiej przerwę sprawdzanie błędów. Popraw dalej do końca sam, zgodnie ze wskazanymi zasadami. Przeczytaj uważnie cały tekst, bo wiele w nim literówek.

Co do fabuły – mało porywająca; gigantyczny wykład z teorii podrywania, który nijak się ma do rzeczywistości, a następnie (równie obszerny) wykład ze stosunków międzyludzkich i biznesu. Totalna bzdura, ale to są poglądy bohatera powieści, a jemu wolno myśleć, co mu się podoba. Nie mam tylko pojęcia, po co to czytelnikowi i czemu tego tyle. Osiem stron maszynopisu, a ciekawa była tylko pierwsza część (do gwiazdek).


RE: Rozdział w kasynie – Podziemie Opowiadań – Forum literackie - Stranger - 12-07-2011

Cóż skoro Stu mówisz, że po wygwizdywaniu nie jest interesująco, więc nie będę czytał dalej... Co do autora tego tekstu, nie zapomnij nanieść poprawek.


RE: Rozdział w kasynie - StuGraMP - 01-10-2011

Na podstawie 15-go punktu regulaminu temat przenoszę do kosza.