Podziemie Opowiadań
Ogród - Wersja do druku

+- Podziemie Opowiadań (https://podziemieopowiadan.pl/forum)
+-- Dział: Teksty literackie (https://podziemieopowiadan.pl/forum/forumdisplay.php?fid=6)
+--- Dział: Miniatury (https://podziemieopowiadan.pl/forum/forumdisplay.php?fid=35)
+--- Wątek: Ogród (/showthread.php?tid=3157)



Ogród - Znienacka - 05-05-2016

Dzień dobry.  Mój pierwszy tekst na forum, którym się ze wszystkimi witam ::)    (W ogóle jeden z moich pierwszych tekstów w życiu – różne rzeczy człowiek robi, żeby tylko się nie uczyć) 


   Czternaście, piętnaście, szesnaście. Na policzek spadła kropla rosy. Odruchowo chciałam otrzeć ją ręką, lecz w porę powstrzymałam się i skupiłam na liczeniu. Nie mogłam złamać reguł. Zasady mówią jednoznacznie. Nie można podglądać. Siedemnaście, osiemnaście, dziewiętnaście. 
– Dwa-dzieeeee-ściaaaa – wykrzyczałam, dając znać, że zaczynam szukać. Moje ręce opadły
i otworzyłam oczy. Przez te parę chwil mój wzrok zdążył się już przyzwyczaić do ciemności. Efekt, który o wiele bardziej mnie teraz porażał był spowodowany jednak jednoczesnym odzwyczajeniem się od światła. Marszcząc brwi i mrużąc oczy, podniosłam rękę, tworząc coś na kształt daszka przy czole. Rozejrzałam się. Był słoneczny poranek, chociaż w ogrodzie nie było zupełnie jasno. Wysokie ściany krzewów tworzyły labirynt. Jednak nie był on taki, jak na obrazkach w książkach, czy filmach, które kiedyś oglądałam. Żywopłoty nie tworzyły wąskich korytarzy, były bardziej przegrodami dla zespołu polan i placyków, ale ich wysokość nie pozwalała dostać się do wnętrza promieniom wschodzącego słońca. W pierwszej chwili moją uwagę przykuła fontanna. Szara rzeźba anioła z dzbanem na ramieniu. Kiedyś zapewne lała się z niego woda do betonowego zbiornika pod jego stopami. Dziś eksponowała jedynie symbole przemijającego czasu. Cały jest obity. 
– Biedaczek – pomyślałam. Za każdym razem, kiedy go widziałam, wyobrażałam sobie, że ma tak zapewne po walce z demonem. Twarz pozbawiona była nosa. Kamień wykruszył się z oczu, pozostawiając jedynie dwie przerażające czarne dziury. Przez ten widok nie mogłam odpędzić myśli, że jeśli to istotnie anioł, to musiał być aniołem śmierci. Postanowiłam przysiąść na chwilę na jego cokole. Kilka kroków, które mnie od niego dzieliły przepełnione były okropnym, piekącym w stopy uczuciem zimna i wilgoci. Krótko przystrzyżona trawa była wciąż zroszona, a ja nie miałam butów. Nabrałam przez to ochoty, by wskoczyć do ciepłego łóżka, pełnego lalek i wtulić się w puch mojego pluszowego misia. Byle dalej stąd. Wiedziałam jednak, że się nie da. Małe dziewczynki nie umieją się przecież teleportować. W sumie, to nie wiedziałam, czy duże też. Zresztą to teraz nie miało znaczenia. Najpierw musiałam odnaleźć Johna, Michaela i Jessice, którzy się gdzieś schowali. 
– Zadziwiające – Znów myśli oderwały mnie od zadania. Jak bardzo bym się nie postarała, zawsze ta trawa była zimna i jak bardzo bym nie chciała, to zawsze byłam boso. Choćbym nie wiem ile chęci i siły w włożyła, zawsze dosięgała mnie ta wilgoć. Przysiadłam przy fontannie, na marmurowych płytkach. Spostrzegłam, że zbiornik pod aniołem nie był pusty. Zapewne przez deszcze zawsze było w nim trochę wody, oczywiście zakrytej warstwą naniesionych przez wiatr liści. Zanurzyłam rękę i dla zabawy zrobiłam kilka kółek, z uśmiechem obserwując tworzące się małe wiry. 
– To bez sensu – westchnęłam pod nosem. Przecież bawiliśmy się w to tyle razy, że doskonale wiem, gdzie oni są. Poza tym John jest młodszy ode mnie i nie ma jeszcze na tyle rozumku, by wymyślić jakąś przyzwoitą kryjówkę. Postanowiłam zacząć właśnie od niego.
– Wyłaź zza regału – krzyknęłam nawet nie patrząc w tamtą stronę. Doskonale wiedziałam, że dzisiaj już czwarty raz z rzędu wybrał to samo miejsce. 
– To jest płot z różami – usłyszałam w odpowiedzi. – Przecież się umawialiśmy.
– Przepraszam, zapomniałam. A więc wyłaź zza płotu z różami.
– A w ogóle, to skąd wiesz, że to ja? Przecież w tych ciemnościach nie widać kto? – Jego głos już nieco drżał z żalu, że to jego pierwszego wykrzyknęłam i jako pierwszy skończył zabawę. Chciałam dodać coś, że tak, jak na jego płocie rosną róże, tak w całym ogrodzie jest już dzień i doskonale wszystko widzę. Zostawiłam to jednak dla siebie. Rozzłościłabym go jedynie
i zacząłby płakać, lub we wściekłości przybiegłby szarpać mnie za włosy. Często to robił. Jego dalsze jęki zignorowałam, wracając myślami do zabawy. Chciałam chwilę popatrzeć jeszcze na białe kwiaty pnące się po krzakach rosnących wokół rzeźby. Niestety żądny zemsty John postanowił zepsuć reszcie dalszą rozgrywkę.
– Tam, patrz tam. – Jedną ręką wskazywał mi jakieś miejsce, drugą wycierał zasmarkany od płaczu nos. – Tam leży Jessica. Tam, o. Tam przy ścianie, za słoikami. 
Odwróciłam się. W cieniu widziałam jedynie zarys jej sylwetki, jednak niemal potrafiłam wyobrazić sobie kipiące od wściekłości jej oczy. Doskonale wiedziałam, że za moment przyjdzie, zacznie krzyczeć, że ma już dość tej głupiej zabawy i na koniec złoi skórę bratu.
– Dobra. Stop. – Zza starych desek wyszedł Michael. Wiedziałam, że to koniec. Nie miałam ochoty uczestniczyć w tej farsie, więc spuściłam wzrok i dłubałam palcem w bieżniku opony,
na której siedziałam. Podkuliłam nogi pod brodę i objęłam kolana rękoma, miałam już dość tej zimnej, piwnicznej posadzki. Nie trzeba było długo czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Wszyscy zaczęli krzyczeć. Ktoś kogoś popchnął, to ktoś zawył z płaczu. Ktoś zaraz wysmarkiwał nos, by wrócić do kłótni. Dobrych kilka chwil trwała ta rozmowa, aż pękło niebo i błękit obsypał się na ziemię obnażając szary beton sufitu. Wszyscy umilkli. 
– Co się... – przerwałam w pół zdania. Teraz i ja zrozumiałam. Chrzęst otwieranej kłódki wypełnił całą piwnicę echem palącym kwiaty. Liście krzewów czerwieniały, przeobrażając się w kamień. Z ziemi wyrosły ceglane ściany. Z czarnego już jak noc nieba doszło przeraźliwe skrzypnięcie i przez powiększający się otwór włazu wystrzeliła smuga światła. Z góry słyszałam jej łamiący się głos – Zostaw je. – Potem rozległ się huk, jakby ktoś rzucił na ziemię wielki worek ziemniaków. Nie lubiłam, kiedy wracał pijany do domu. Bałam się. Oni też się bali. Nigdy o tym nie rozmawialiśmy, ale wiem, że też się bali. Moje serce wypełniło się lodowatą wodą, kiedy usłyszałam kroki na schodach. Nie chciałam tu być. Teraz znów miało nadejść, to co za każdym razem kiedy... Nie chciałam. Marzyłam wrócić znów do ogrodu. To nie byłam ja. Tak sobie wmawiałam. – To nie ja. To nie ja. Mnie tu nie ma. – Nie chciałam tam być, wmawiałam sobie, że to się dzieje poza mną. Odmawiając tę mantrę, zaprzeczałam rzeczywistości. Zakryłam uszy, zamknęłam oczy i wciąż szeptałam – to nie ja. – Chwilę później coś załaskotało mnie w dłoń. Ręka odruchowo drgnęła i otworzyłam oczy. Złapałam wzrokiem odlatującego, kolorowego motyla. Znów siedziałam na marmurowym cokole pod aniołem. Słońce zdążyło już wyjrzeć zza żywopłotów i tchnęło trochę rześkości w otaczający mnie ogród. Zieleń wydawała się teraz taka soczysta. Nabrałam ochoty, by wskoczyć na miękką jak dywan trawę. Znów jednak byłam boso. Lodowate zimo przeszyło moje stopy i cały mój świat, który rozprysł się, jak magiczne lustro.


RE: Ogród - StuGraMP - 07-05-2016

Taka pierwsza rzecz – wcięcia akapitów robimy na naszym forum tagiem [p] na początku każdego akapitu.

(05-05-2016, 23:07)Znienacka napisał(a): Przez te (tę) parę chwil mój wzrok zdążył się już przyzwyczaić do ciemności. Efekt, który o wiele bardziej mnie teraz porażał (przecinek) był spowodowany jednak jednoczesnym odzwyczajeniem się od światła. (zagmatwane – tu przyzwyczajenie, tu odzwyczajenie; zdanie po zdaniu takie przeciwstawienia)

Jednak nie był on taki, (zbędny przecinek – http://sjp.pwn.pl/slowniki/takich-jak.html) jak na obrazkach w książkach, (zbędny przecinek) czy filmach, które kiedyś oglądałam.

Dziś eksponowała jedynie symbole przemijającego czasu. (o jakie symbole chodzi i w jaki sposób są eksponowane)

Kilka kroków, które mnie od niego dzieliły (przecinek) przepełnione były okropnym, piekącym w stopy uczuciem zimna i wilgoci.

Nabrałam przez to ochoty, by wskoczyć do ciepłego łóżka, (zbędny przecinek) pełnego lalek i wtulić się w puch mojego pluszowego misia.

W sumie, (zbędny przecinek) to nie wiedziałam, czy duże też.

Najpierw musiałam odnaleźć Johna, Michaela i Jessice (Jessicę), którzy się gdzieś schowali.

– Zadziwiające (kropka) – Znów myśli oderwały mnie od zadania.

Jak bardzo bym się nie postarała, zawsze ta trawa była zimna (według mnie przecinek) i jak bardzo bym nie chciała, to zawsze byłam boso. Choćbym nie wiem ile chęci i siły w (zbędne) włożyła, zawsze dosięgała mnie ta wilgoć. Przysiadłam przy fontannie, (zbędny przecinek) na marmurowych płytkach.

– Wyłaź zza regału – krzyknęłam (przecinek) nawet nie patrząc w tamtą stronę.

Rozzłościłabym go jedynie (zbędny ENTER)
i zacząłby płakać, (zbędny przecinek) lub we wściekłości przybiegłby szarpać mnie za włosy.

Doskonale wiedziałam, że za moment przyjdzie, zacznie krzyczeć, że ma już dość tej głupiej zabawy (przecinek) i na koniec złoi skórę bratu.

Dobrych kilka chwil trwała ta rozmowa, aż pękło niebo i błękit obsypał się na ziemię (przecinek) obnażając szary beton sufitu.

Z góry słyszałam jej łamiący się głos (dwukropek i dalej od nowego akapitu) – Zostaw je. – (zbędny myślnik i dalej od nowego akapitu) Potem rozległ się huk, jakby ktoś rzucił na ziemię wielki worek ziemniaków.

Teraz znów miało nadejść, (zbędny przecinek) to (przecinek) co za każdym razem (przecinek) kiedy... Nie (mała literą) chciałam. Marzyłam wrócić (raczej "Marzyłam, by wrócić") znów do ogrodu.

Zakryłam uszy, zamknęłam oczy i wciąż szeptałam – to nie ja (szeptałam: "To nie ja"). – (zbędny myślnik) Chwilę później coś załaskotało mnie w dłoń.

Lodowate zimo przeszyło moje stopy i cały mój świat, (zbędny przecinek) który (zbędne) rozprysł się, (zbędny przecinek) jak magiczne lustro.